17.12.2009 01:32

Autor: sendar

Spięty – “Antyszanty”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


spiaty-antyszanty.jpg Spięty – “Antyszanty”
Antena Krzyku/Opensources/2009

Kolejny świetny album, o którym nikt poza “wtajemniczonymi” nie usłyszy… Szkoda, bo Hubert “Spięty” Dobaczewski serwuje to, w czym jest najlepszy i z czego jest już znany.

Lider Lao Che od pewnego czasu wspominał o solowym albumie. I słowo ciałem się stało. “Antyszanty” ujrzały światło dzienne w połowie listopada. I jest to album w pełni solowy. Autorski. Spięty nie ograniczył się do przygotowania tekstów i muzyki, tylko całość w zasadzie sam nagrał (nie licząc ukulele i akordeonu) i w większości wyprodukował. W efekcie otrzymujemy bardzo spójne dzieło.

Oto więc Spięty zabiera nas w rejs. Choć sporo czasu spędzimy na poszukiwaniu tanich barowych uciech na lądzie, bo w końcu “nie ma to jak gorąca cipka i jeden głębszy” w “Opuszczonych portach”. Jak już znajdziemy się na morzu, to będziemy mieć masę czasu na przemyślanie życia i śmierci. No, ale o zabawie nie zapomnimy, w końcu za morski wysiłek się ona należy, a śmierć – cóż – “jak chłop nie je miętki, nie gamoń, nie pizda, to na przemijanie chłop takowy gwizda“. W szale zabawy wszystkim zażyczymy “Mele kalikimaka!”. I w sumie, “kurde, szkoda, że Cię tu dzisiaj z nami nie ma…“.

Tak, Spięty jak zwykle bawi się słowem i tematyką, mieszając niby poważne przemyślenia z rubasznym i jurnym humorem, wszystko to zalewając ironicznym sosem. Satyra króluje. Za to muzycznie bez fajerwerków – co nie oznacza, że źle. Ascetyczne aranżacje, łączące dźwięki instrumentów (głównie gitara i bębny, ale też ukulele, tamburyn, akordeon) z delikatną elektroniką. Wraz z warstwą werbalną daje to bardzo ciekawy klimat – czasem naprawdę czujemy się, jakbyśmy oczekiwali na rejs w jakiejś portowej spelunie. Daleko tu raczej do szant (może oprócz “Haba haba i ding ding dong”), widać, że to jedynie była inspiracja. Jakąkolwiek dynamikę usłyszymy w “Ma czar karma”i “Kalikimaka” (najbardziej pozytywny utwór… że aż się człek uśmiecha słuchając go). Ciekawostką są też rytmy reggae w zamykającym album “Szkoda”.

Debiut solowy Spiętego wypada znakomicie. Z każdym kolejnym przesłuchaniem płyty w takiej ocenie się utwierdzam. Choć brak tu rozbudowanych aranżacji, to słowa rekompensują wszystko. Tekstów tych nie słucha się lekko i bezrefleksyjnie – one zmuszają do myślenia; a najlepsze jest to, że ciągle można w nich odkryć nowe smaczki. Jak dla mnie: jeden z najlepszych albumów tego roku.

Marcin Szczepanek

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (31 głosów, średnio: 7,65 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.