25.11.2010 01:24

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Sorry Boys – “Hard Working Classes”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje, Rozkręcamy

Wykonawcy:


sorry-boys-hard-working-classes-okladka.jpg Sorry Boys – “Hard Working Classes”
Mystic Production / 2010

Choć jeszcze młodzi to stosunkowo doświadczeni. Zbyt doświadczeni na debiut. Jakością tego anglojęzycznego wydawnictwa udowadniają, iż możliwości mają znacznie większe niż przeciętni nowicjusze.

W marcu 2009 Tomasz Dąbrowski wyznał, iż jedną z jego większych inspiracji muzycznych jest The Edge, czyli gitarzysta U2. Echo tego wpływu słychać w trakcie odtwarzania debiutanckiego albumu Sorry Boys, choć oba zespoły wpisują się jednak ogólnie w odmienną stylistykę. Jednocześnie próba kategoryzacji Polaków jest skazana na porażkę. W trakcie tej kilkudziesięciominutowej podróży zwiedzimy miejsca znane z westernów, udamy się także w stronę Indii gdzie zachłyśniemy się orientalnością. Na kolejnych przystankach nie zabraknie europejskich elementów, rockowych i popowych patentów. Spokojne ballady przeplatają się z odrobinę ostrzejszymi i dynamiczniejszymi kompozycjami, gdzie swoje nieprzeciętne atrybuty wokalne prezentuje Iza Komoszyńska.

Orientalizm osiągnięty został w znacznej mierze dzięki grze na sitarze Tomasza Osieckiego. Obeznani wyłącznie z wcześniejszymi pojedynczymi studyjnymi nagraniami mogą być zaskoczeni. Jednakże de facto grupa już wcześniej korzystała z usług muzyka, podczas akustycznej trasy koncertowej. Na tych występach pojawiło się zresztą kilka utworów, które ostatecznie trafiły na studyjny album (m.in. “Salty River”, “Give Me Back My Money”). Oniryczność uzyskana także dzięki wygładzonemu brzmieniu gitary to mocny argument omawianego krążka. Poszczególni członkowie zespołu dołożyli wszelkich starań, by wypracować własny w miarę niepowtarzalny styl. Udało im się.

Zanim się zasłodzimy…gdzie są te wady? Jedna znacząca to ilość utworów – 10. Atoli należy zadać sobie pytanie czy kosztem jakości warto decydować się na przyrost ilościowy. Może pozostałe szkice zwyczajnie nie pasowały do koncepcji albumu, tudzież nie dorastały poziomem do pozostałej zawartości krążka. Innym punktem spornym może być wokal; sprzeczanie się co do zasadności takiej, a nie innej intonacji i melodyki. Tak to już jednak w przypadku homo sapiens sapiens jest, iż wyróżniające się aspekty budzą kontrowersję, a głos wokalistki Sorry Boys zdecydowanie się wyróżnia. W zasadzie to immanentny składnik, trudno sobie wyobrazić twórczość zespołu bez tego głosu. Nawet jeżeli dokonamy tego aktu to i tak prawdopodobnie zakończymy trywialną konstatacją “ale to już nie to samo”.

Na premierę debiutu fani zmuszeni byli czekać przez wiele miesięcy. Co jakiś czas docierały informacje o progresie w nagrywaniu, przybliżona data wydania była jednak co jakiś czas przesuwana dalej w przyszłość. Wiele osób być może straciło już nadzieję na jakikolwiek sygnał. Jak to było możliwe, iż zespół z takim potencjałem długo nie mógł znaleźć wydawcy? Potencjał tryskał wręcz z “Chance” czy “Borderline”.  Zresztą ta pierwsza piosenka trafiła na płytę (w lekko zmodyfikowanej wersji). Niewątpliwie zawładnie znaczną częścią tych, którzy jeszcze styczności z muzyką grupy nie mieli. Mnie po kilkudziesięciu odtworzeniach zwyczajnie się ten utwór osłuchał, stałem się mniej wrażliwy na wszystkie wybijające się aspekty. Nie zmienia to jednak faktu, iż to utwór kompletny; przystępny refren, barwa głosu, dobra sekcja rytmiczna, rozpoznawalna gitara i ciekawy bridge. Kawałek znany kiedyś jako “Create” również dostał się do grona tej wyjątkowej dziesiątki – przearanżowany i już jako “Roe Deer At A Rodeo”.

Niebanalne teksty są następnym atutem wydawnictwa. Dzięki przystępności językowej może ktoś zainteresuje się zespołem poza polskimi granicami. Wokal wielokrotnie dopełnia się wzajemnie z warstwą instrumentalną, efekt tych muzycznych dialogów widać np. w ostatnim utworze “No Saviour” – wymienne akcentowanie na przemian z sekcją rytmiczną. Prócz standardowych narzędzi muzycznych pojawiają się także w kilku kompozycjach saksofon i harmonijka ustna, które generują lub podtrzymują wyjątkowy klimat. Kilka słów trzeba poświęcić także fantastycznej grze na gitarze i nie chodzi tu o jakieś skomplikowane riffy, a umiejętność wkomponowania się w nastrój całości. Pojedyncze dźwięki przepuszczone przez efekty, czy powtarzające się motywy – nie ma to znaczenia, i tak brzmi dobrze. Czasami w tle, czasami na pierwszym planie, ale nie narzucając się. Dobrym prototypem wszystkich zalet Sorry Boys jest “Give Me Back My Money”, gdzie instrumenty i głos stopniowo budują napięcie. Po krótkim wyciszającym mostku następuje kulminacja zwiastowana przez crescendo perkusyjne.

Można by dalej analizować, szukać kolejnych przymiotników określających poszczególne struktury muzyczne. Natłok słów z pewnością jednak nie odda treści muzycznej, to trzeba przeżyć samemu. Prawdopodobnie album zagości na dłużej w odtwarzaczach, nie nudzi się po wielu przesłuchaniach. Warto było czekać.

Łukasz Stasiełowicz

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym albumu.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (24 głosów, średnio: 8,17 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.