21.10.2009 18:56

Autor: marcin

Songwriterzy – Tribute To Neil Young, Kraków PWST

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | | | | |


nathalie-and-the-loners-fot-kkurkus-i-aopolski.jpg Songwriterzy – Tribute To Neil Young, Kraków PWST

W piątkowy wieczór do krakowskiej sali teatralnej PWST zjechało 11 projektów, które miały za zadanie zaprezentować własne wersje utworów Neila Younga. Koncert pokazał, że zjawisko tzw. songwritingu ma się w Polsce całkiem dobrze.

W ubiegłym roku, podczas pierwszej edycji imprezy (również w ramach Studenckiego Festiwalu Piosenki) wybrani artyści, w podobny sposób mieli za zadanie zmierzyć się z utworami Boba Dylana. Ciężko wyobrazić sobie bardziej eksploatowanego muzyka, który mógłby pochwalić się większą ilością przeróbek oraz coverów. Kto jednak pamięta występy Iowa Super Soccer (piękne “I Want You”) czy Selfbrusha zgodzi się, że z utworów Dylana można wykrzesać sporo nowych emocji i nadać im zupełnie nowych kształtów. W tym roku podobnej próbie została poddana twórczość Neila Younga.

Kanadyjski artysta, który w tym roku wydał swój kolejny studyjny album (przeczytaj recenzję), tworzy muzykę od ponad 45 lat. W rym czasie wydał około 30 solowych albumów, nie wliczając licznych projektów zrealizowanych z innymi muzykami. I chociaż w Polsce jest znacznie mniej popularny od Dylana, to mimo wszystko może pochwalić się nie mniejszym dorobkiem artystycznym. Kto wie czy miejscami nie ciekawszym? W każdym razie było z czego wybierać.

Artyści, którzy pojawili się w PWST mieli za zadanie wykonać dwa utwory – jeden będący kompozycją Younga oraz jeden własny. Każda z grup miała więc do dyspozycji w porywach 15 minut czasu scenicznego. Było to zbyt mało, aby porządnie rozegrać się przed publicznością. Z drugiej strony skondensowany czas występu rzucał podwójne wyzwanie. Każdy z wykonawców pojawiał się na scenie na tych samych zasadach. To jednak czy w tak krótkim czasie udało mu się wytworzyć wokół swego występu odpowiedni klimat zależało wyłącznie od własnego wkładu i przygotowania.

Jeśli ktoś spodziewał się mało zaskakującej przejażdżki po hitach pokroju “Heart of Gold”, “Old Man” czy “Keep On Rockin’ In The Free World”, musiał czuć się zawiedziony. Występujący dobierali utwory według własnych prywatnych upodobań. Dzięki temu mogliśmy posłuchać przekrojowo praktycznie całej twórczości Younga. Poziom poszczególnych występów był bardzo wysoki. I chociaż bezapelacyjnie królującym instrumentem była gitara akustyczna, to niektórzy zdecydowali się zaprezentować z innym instrumentarium. Wyróżnić tutaj trzeba Graftmanna wspartego sporą dawką elektroniki oraz Nathalie And The Loners, która jako jedyna wystąpiła za pianinem.

Jako pierwszy na scenie pojawił się Leman Acoustic. Artysta wystąpił w tym roku na leśnej scenie OFF Festivalu. Podczas koncertu w Krakowie, podobnie jak w Mysłowicach, przypadła mu rola otwierającego i podobnie jak wtedy został boleśnie potraktowany przez akustyka. Muszę przyznać, że był to najsłabszy występ tego wieczoru. Ani w Mysłowicach, ani w Krakowie Marcin Kupka nie zdołał mnie do siebie przekonać. Dlaczego? Nie wiem, być może muzyk potrzebuje jeszcze czasu, by nabrać wyrazistości. Twilite zawitali w PWST w ramach trwającej obecnie ich drugiej trasy koncertowej po kraju. Duet wykorzystał utwór “Hey Hey, My My”, obracając go w ciekawie zaaranżowaną power-balladę. Dla kontrastu jako drugi utwór muzycy wykonali mocne “Take What You Want” – kompozycję otwierającą ich debiutancki album.

Odrodzone Let The Boy Decide (w ubiegłym tygodniu ukazała się ich druga płyta) pojawiło się w duecie. Mimo to, ich występ okazał się być jednym z lepszych pod względem atmosfery oraz klimatu. Głos Magdy i akustyczno-elektryczne harmonie były najbliższe temu, czym dla mnie jest muzyka Younga. Dżałówa, czyli znany Marek Jałowiecki, legenda mysłowickiej sceny muzycznej, został niezwykle szumnie zapowiedziany przed prowadzącego wieczór Bartka Borowicza, przez co pojawił się na scenie lekko speszony. Nie przeszkodziło mu to jednak w wykonaniu we właściwym dla siebie intymnym stylu, dwóch kompozycji. Było cicho, delikatnie i akustycznie.

Na kilka tygodni przed wydaniem swojej drugiej płyty (nagrywanej pod okiem Przemka Myszora z Myslovitz), Graftmann zaprezentował się w eksperymentalnym dwuosobowym składzie. Efekt końcowy robił wrażenie, muzyk wyszedł daleko poza koncepcję grania którą zaproponował na swoich wcześniejszych wydawnictwach. Kolejnym reprezentantem miasta Mysłowice był zespół, bez którego nikt nie wyobrażał sobie tego wieczoru. Chodzi o Iowa Super Soccer, którzy niedawno powrócili z Hiszpanii, gdzie odbierali nagrodę za najlepszy europejski debiut 2008. Oprócz piosenki Neila, mogliśmy usłyszeć jeden nowy utwór, który prawdopodobnie znajdzie się na ich drugiej płycie.

romek-puchowski.jpg 18- letni Peter J. Birch, który na scenie solo pojawił się dopiero trzeci raz (na co dzień gra na perkusji w zespole More Than Three) zaprezentował się zaskakująco dobrze. Lekko gardłowy głos, świetne wyczucie harmonii oraz piosenki inspirowane folkowym graniem zza oceanu ? to wszystko sprawiło, że muzyk wypadł bardzo obiecująco. Było wyraziście, może nie do końca oryginalnie, ale intrygująco. Czekamy na więcej. Znana z Orchid oraz (od niedawna) Happy Pills Natalia Fiedorczuk wystąpiła za pianinem jako Nathalie and the Loners. Jej występ zaostrzył apetyt na mający się ukazać na dniach jej debiutancki solowy album.  Widać było, że scena to dla niej zupełnie naturalne środowisko.

Pierwszym zagranicznym gościem był muzyk pochodzący z Islandii, a obecnie wędrujący po europejskich stolicach – ET Tumason. Artysta pojawił się już w naszym kraju na kilku koncertach. Grając dzikiego delta-bluesa sprawia, że jego występy to pokaz czystej pasji i energii. Za kulisami opowiada się, że sekret jego gry tkwi w ogromnych ilościach piwa wypijanych przed koncertem (również i po). SelFbrush, który publiczności krakowskiej (ale i nie tylko) jest dobrze znany z kilku koncertów, które odbyły się w tym mieście. Tym razem artysta przybył do Polski tylko na ten jeden występ. Przy okazji wykonał jeden z utworów pochodzących z wydanej niedawno EP “For A New Mother”.

Na finał dostaliśmy akustyczny show autorstwa Romka Puchowskiego znanego m.in z formacji Von Zeit. Muzyk rzucał anegdotami związanymi z patronem wieczoru. Wykonując swoje utwory starał się robić to jak najbardziej efektywnie – samplując wokale, zmieniając gitary, wplatając bity. Efekt końcowy pokazał, że nawet w pojedynkę można zamienić 15 minut na scenie w coś wciągającego.

Na tym zakończył się ten występ, po którym przyszła kolej na jeden z ostatnich koncertów festiwalu – zespół Izrael. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku pomysłodawcy projektu zorganizują podobny wieczór. Pod czyim patronatem? The Beatles (Lennon)?, The Who? The Smiths?…

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.