12.11.2008 23:06

Autor: fl23

The Song Is You – odcinek pierwszy

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


096.jpg The Song Is You – odcinek pierwszy 

Od 5 do 12 listopada w Warszawie trwa “The Song Is You” – festiwal piosenki eksperymentalnej. Nigdy nie widziałem tak różnorodnego programu festiwalu! W ciągu jednego dnia mogliśmy usłyszeć poezję śpiewaną przy akompaniamencie dwóch magnetofonów marki Grundig, 15 minut później słuchać ekshibicjonistycznych, niepoprawnych szansonów o bolączkach życia artysty (alkohol, kobiety), gdzieś w między czasie wysłuchać mrocznych ballad kojarzących się z rockiem progresywnym i kończąc niemieckim zespołem electro, który penetruje historię niemieckiej piosenki z okrzykiem – Sozialistische Weltrepublik!

Dla mnie taka konstrukcja festiwalu jest najlepsza – wtedy program nie może wpaść w rutynę, a widzowie zawsze trafią na coś dla nich interesującego. Co prawda niektórzy uczestniczy mówili, że tak dużo liczba zupełnie różnych od siebie artystów ich przytłaczała… Jest to pierwsza i miejmy nadzieję, że nie ostatnia edycja tego festiwalu.

Skąd pomysł na festiwal? Oddajmy głos organizatorom festiwalu:

“Ponoć w średniowiecznym chrześcijaństwie piosenka wiązała się równocześnie z intuicjami świętości i uwodzeniem przez szatana. Była podejrzana, bo dostarczała zbyt wiele rozkoszy. Dziś nie jest inaczej. Szczególnie z perspektywy muzyki artystycznej, która tak szczęśliwie łączy w sobie estetykę akademicką i alternatywną. To w tej właśnie muzyce artystycznej piosenka tak często budzi odrazę – swą formą, funkcją, trywialnością. Albo po prostu przyjemnością, której może dostarczyć. Na THE SONG IS YOU zaprosiliśmy muzyków, którzy nic sobie nie robią z tych podziałów. Nie boją się ani >>krótkich utworów słowno-muzycznych<<, ani milowych osiągnięć muzyki awangardowej. David Thomas: >>Na każdą piosenkę składają się trzy rzeczy. Jeśli masz trzy rzeczy – masz piosenkę.<<”

Koncerty odbywają się w Warszawie w planie.B położonym na Placu Zbawiciela i w Teatrze Rozmaitości, kilka minut drogi piechotą od Planu. Dwóch artystów chciało się rozebrać, dwóch opowiadało na scenie o swoim życiu seksualnym – na festiwalu panuje niesamowita atmosfera.

PARAMOUNT STYLES

Pierwszego dnia wystąpił Paramount Styles,  nowy projekt Scotta McClouda z Girls Against Boys, ostatnio nagrali płytę “Failure American Style”. Z tej okazji Scott i zespół dali kilka koncertów w Polsce (w tym w Warszawie i Krakowie supportując High Places). Zamysłem “Failure American Style” miała być podróż przez amerykańską piosenkę. Wynikiem podróży jest coś pomiędzy Lou Reed’em a Tom’em Petty’m, do tego trochę zagrywek podobnych do indie-rocka królującego dzisiaj na listach przebojów. Na koncercie Paramount Styles wykonali cały materiał ze swojej debiutanckiej płyty i brzmiało to o wiele lepiej niż na płycie…

004.jpg Koncert odbył się nie tak jak zazwyczaj w małej sali, która na co dzień jest strefą wolną od palenia, tylko na “scenie głównej”.  Prawie cały plan.B. był zapełniony widownią – pierwszy raz widziałem tam takie tłumy (no może jeszcze na Max’ie Tundrze).

Już od pierwszego utworu – “Alleyesareonyounowmypet” (nawyk łączenie nazwy utworu w jedno słowo jeszcze z Girls Against Boys) rozgrzali widownie. Charyzmatyczny wokalista rozbierający się podczas koncertu +  gitarzysta, którego ręki nie widać + perkusista, który wyznacza rytm grze innych członków zespołu = świetny koncert. Przez cały koncert zachwycał Alexis Fleisig, który jest jednym z najlepszych perkusistów rockowych, których widziałem na żywo. Przez cały koncert uderzał w perkusję, czasami wchodząc w równy wręcz marszowy rytm kiedy inni członkowie zespołu swobodnie grali. Richard Fortus, jak później się dowiedziałem gitarzysta Guns’n'Roses, też nie dawał publiczności odpocząć. Przerywał swoją grę tylko wtedy kiedy musiał napić się piwa albo zapalić papierosa – nie wiedziałem, że Guns’n'Roses, zespół, którego szczerze nie lubię ma takich dobrych muzyków.

Koncert był bardzo udany, w porównaniu do płyty – nawet fenomenalny. Na płycie zachwycają tylko dwie piosenki -  “Alleyesareonyounowmypet” i “Come to New York”, na koncercie każda piosenka brzmiała świeżo i przyjemnie. Na płycie jest strasznie nudno i przewidywalnie – Paramount Styles powinno chyba nagrywać swoje płyty przed publicznością, bo wtedy wypadają naprawdę nieźle. Swoją drogą to Amerykanie mają dobrze – ich naród napisał kilka tysięcy fajnych piosenek, mają nowego fajnego prezydenta i wszyscy cały czas ich obserwują.  Wyobrażacie sobie co by było gdyby Polacy nagrali płytę-przewodnik po historii swoich piosenek? Paramount Styles ma lekki dystans do tego, co grają, gdyby Polacy musieli się zmierzyć z tym ciężkim zadaniem wyszedłby z tego albo kabaret, albo popełniliby muzyczne samobójstwo.

Koncert Paramount Styles rozpoczął festiwal The Song Is You, koncert był lekki i przyjemny – o wiele prostszy w odbiorze od pozostałych koncertów…

Filip Lech

 Zdjęcia z koncertu Paramount Styles autorstwa Michała Małoty:

 

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.