02.12.2008 19:29

Autor: Sandra Kmieciak

Snowman – “Lazy”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


lazy.jpg Snowman – “Lazy”

Przyznam, że moje pierwsze skojarzenie z tym tytułem brzmiało: oho, kolejny “Buddha Bar”, “Lazy Hours” albo coś podobnego w ten chilloutowy deseń. Ale żeby nie uprzedzać się zbyt szybko zasięgnęłam informacji od wujka Google i dowiedziałam się od niego o dwóch bardzo ważnych dla mnie faktach. Fakt #1: w 2004 roku Snowman występował jako support przed koncertem Archive w warszawskiej Stodole. Fakt #2: Snowman grał koncert w ramach muzycznej sceny Teatru Rozmaitości. Może drobiazgi i bez żadnego głębszego uzasadnienia detale wyjęte z pięcioletniej działalności zespołu, ale…

Ale dla mnie ważne. Archive uwielbiam, gdyż od ich muzyki zaczęły się moje skłonności do trip-hopu i to oni skłonili mnie do zrzucenia glanów i ubierania się mniej monochromatycznie. Teatr Rozmaitości uwielbiałam, gdy swoje spektakle wystawiał tam Krzysztof Warlikowski. Teraz uwielbiam mniej, ale nadal szanuję. Reasumując te dwa fakty w mojej głowie zapaliła się zielona lampka dla Snowmana i jego albumu “Lazy”. Nabyłam ową płytę, poszeleściłam folijką, żeby dotrzeć do sedna, włożyłam do odtwarzacza, zaszumiało, zakręciło się. Światło, kamera, akcja.

Ujęcie pierwsze: “Faint Story”. Bardzo spokojny, subtelny początek. Jedynie wokal Michała Kowalonka i delikatne dźwięki pianina w tle oraz dzwoneczki, w okresie przedświątecznym bardzo pożądane. Po półtorej minuty dzwoneczki milkną, utwór nabiera powagi. Ale co to za powaga, która skłania tylko do bujania w obłokach? W kolejnym utworze, “In A Hurry”, zaczynają pojawiać się elementy typowo jazzowe. Brzmienie saksofonu (Paweł Postaremczak) i perkusja (Daniel Karpiński) nasuwają skojarzenia z najbardziej tradycyjnymi odmianami tego gatunku. Zwieńczeniem tych skłonności do jazzowania jest “Advertising Agency”. Na krążku możemy znaleźć także inspiracje innymi gatunkami muzycznymi, takimi jak choćby pop czy rock. I choć wydawać by się mogło, że wszystkie wzajemnie wykluczają się, a przynajmniej płyta, na której zostaną zespolone będzie bardzo eklektyczna, na “Lazy” brzmi to nad wyraz spójnie. Przenikające się frazy z najróżniejszych stylistyk są jak dobrze przyrządzony drink: ich smaki mieszają się, są jedną całością, ale możemy w niej wyczuć poszczególne, subtelne składniki. Polecam skosztować tego drinka, a może nawet troszkę się nim upić. Nie ma po nim kaca i nie odbija się czkawką, za to delikatnie rozgrzewa wnętrze i wprawia w radosny nastrój. I choć może nie ma na niego promocji w studencki poniedziałek, wtorek czy środę i kosztuje 37 zł, to moim zdaniem warto mieć “Lazy” w swojej płytotece. Nawet jeśli muzyka nie do końca przypadnie Wam do gustu, możecie straszyć młodsze rodzeństwo okładką.

Sandra Kmieciak

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (37 głosów, średnio: 7,49 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.