10.12.2010 10:57

Autor: Magdalena Walczak

Słowo wstępne do KEMa.

Kategorie: Czytelnia, Felietony

Wykonawcy:


kem-5.jpg Słowo wstępne do KEMa.

O muzyce.

Tak jak i zdejmujemy z półki książki, listy, wspomnienia, tak ja chciałam zdjąć z niej dźwięki, w których zawarłaby się moja prywatna jesień, jesień 2010 roku. Muzyka jest rzepem zapachów, uczuć, wydarzeń, przefiltrowana przez każdego z osobna ma ogromną ilość kilometrów kwadratowych powierzchni. Dlaczego więc nie miałabym zaprosić do tej przestrzeni mężczyznę muzycznie romantycznego. Wokalistka Natalia Przybysz napisała ostatnio w “Zwierciadle”: “Myślę, że jestem najgorszą wersją romantyczki, czyli udającą nieromantyczkę romantyczką?”. Płyty polecam właśnie tym najgorszym wersjom romantyków – jeszcze zanim spadnie śnieg.

Muzyka Adekemi Owens’a, znanego pod pseudonimem Kem, jest o kochaniu kobiety. O kochaniu kobiety przez kogoś, o kim wiadomo niewiele, m.in. to, że zmagał się z nałogami i był bezdomny. Teraz nagrywa dla wytwórni ojców soulu Motown i jest wyznawcą czegoś, co przywróciło go do życia – wyznawcą czarnych dźwięków. Ja wyznawcą jego dźwięków nie zostanę, ale zapamiętam jako kolejny przykład na to, że piosenki, które nazywam prawdziwymi, są produktami efektu cieplarnianego uczuć. Coś dzieje się w środku, zachodzą zmiany, podwyższa się temperatura, a ekspresja tworzy muzykę. Tak też było w przypadku Pana Kema, muzyka zawarła się w trzech płytach po tym jak w jego życiu zrobiło się cieplej po długiej i ciężkiej zimie. W muzyce zaczęła śpiewać miłość.

Tą miłość w wydaniu soul-r’n'b słyszymy na krążkach “Kemistry”, “Kem Album II” i wreszcie na “Intimacy”. Miłość w różnych relacjach – między kochankami, partnerami, a nawet matką i dzieckiem, o czym Kem śpiewa w piosence “A mother’s love”, miłość w różnych wymiarach – cielesnym, duchowym, rodzicielskim, po zdradzie. Ale też miłość do własnego życia, która nadała trzeciej płycie wokalisty tytuł “Intimacy”. Sam Kem tłumaczy, że pomiędzy nim, a słuchaczem rodzi się relacja – moment, gdy on mówi prawdęo sobie i ta druga strona robi to samo. Wytwarza się zaangażowanie, więź, intymność. Z kimś. “The moment you realise you’re not alone is your finest our”. Ale najpierw potrzebna jest intymność z samym sobą. Pozwolenie sobie na śpiewanie, w czasie którego możemy powiedzieć, że to o nas – że jesteśmy wtedy prawdziwi. Intymność to sposób kochania, umiejętność dzielenia się i śmiech. I jak stwierdza Pan Owens właśnie świadomość tego wszystkiego odróżnia chłopców od mężczyzn. A Kem jest mężczyzną, którego nie trzeba oczarowywać, a wręcz wystarczy tylko sięgnąć po niego na muzyczną półkę: “You ain’t got to seduce me. I’m already yours”.

Można to zrobić na przykład tej jesieni. I wyciągać piosenki w momentach romantyczności. Romantyczności
własnej, gdy “intymność” znaczy szczerość z sobą samym lub romantyczności w kontaktach z innymi ludźmi. Płyty Kema, nastrojowe, subtelne, kołyszące, spokojne są na odpowiedni czas i odpowiednie miejsce.  A, że każdy ma swoje odpowiednie czasy i swoje odpowiednie miejsca, muzyka znowu potwierdza, że jest wszystkim.

Magdalena Walczak

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.