16.11.2009 22:21

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Shofar, czyli jazz w jarmułce

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


  shofar_500px.jpg Shofar, czyli jazz w jarmułce

Klezmerskie klimaty połączone z odrobiną free jazzu w wykonaniu m.in. Mikołaja Trzaski, Macio Morettiego i Raphaela Rogińskiego? Z chęcią.

Właściwie wystarczyło przeczytać skład Shofar szykujący się do występu tego wieczoru w gdyńskim Uchu, aby być pewnym, że szykuje się nie lada gratka. Nawet taki dyletant jazzu oraz muzyki żydowskiej jak ja wiedział, że święci się coś naprawdę dobrego.

Początek był typowo free jazzowy, Moretti dotykał pałeczkami hi-hatu, wywołując delikatne dźwięki. Muzycy jakby badali teren, sprawdzając pojedynczymi nutami instrumenty, powoli wprowadzając słuchaczy w świat chasydzkich melodii pomieszanych z odrobiną połamanych improwizacji. Nic w tym dziwnego, że zaczęli spokojnie, dopiero z czasem zwiększając dawkę energii płynącej ze sceny, ponieważ podobno przed koncertem muzycy mieli tylko jedną wspólną próbę w tym poszerzonym gronie. Oprócz podstawowej wymienionej we wstępie trójki, można było także usłyszeć Michaela Zeranga na perkusji, który niedawno razem z Trzaską brał udział w serii koncertów Resonance Project Kena Vandermarka, oraz Clementine Gasser na wiolonczeli.

Z czasem jednak cała piątka radziła sobie coraz śmielej, rozkręcając się z minuty na minutę. Pierwszym, który mocno zaznaczył swoją obecność był gitarzysta Raphael Rogiński, którego Fender Jazzmaster dzięki charakterystycznej, niskiej barwie, bardzo przypominał skrzypce. Wtórował mu Trzaska na saksofonie i klarnecie, znakomicie współgrając z melodiami, jakie wydobywał ze swojego wiosła Rogiński. Następnie odważniej ujawniły się oba zestawy perkusyjne. Moretti, jak to ma w swoim zwyczaju, grał na prostym zestawie perkusyjnym, opierając styl swojej gry głównie na werblu i hi-hacie. Niekiedy używał różnych wymyślnych przeszkadzajek czy trójkąta, ale nie zapomniał też o silnych, punktowych, posiadających mnóstwo energii uderzeniach. Zeranga korzystał ze znacznie szerszego zestawu bębnów, prezentując subtelniejsze podejście do nadawania rytmu.

Wszystko świetnie dopełniała Clementine Gasser, grając raz to długie, niskie nuty, żeby za chwile za pomocą palców wydobywać ze swojego instrumentu bardzo rwane dźwięki, a momentami wręcz uderzać smyczkiem w struny wiolonczeli. Najbardziej podobały mi się fragmenty kompozycji o zabarwieniu tanecznym, czepiące z liturgii żydowskiej. Ciekawą przeciwwagą były wplatane w niektórych momentach elementy freejazzowe, w których muzycy mogli polegać tylko na własnych przeczuciach i chemii jaka się między nimi pojawiła. Z jednej więc strony dostaliśmy koncert dość mocno osadzony w tradycji klezmerskiej, z drugiej zaś elementy improwizacyjnego szaleństwa, które opierały się głównie na intuicji grających – takie połączenie było chyba satysfakcjonujące dla każdego słuchacza z odpowiednio szerokimi horyzontami.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.