03.09.2009 23:39

Autor: Michał Wieczorek

Setting the Woods on Fire w Jadłodajni Filozoficznej

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | |


Setting the Woods on Fire w Jadłodajni Filozoficznej

setting-the-woods-on-fire-3.jpg 25. sierpnia należał do jednej grupy, wiadomo jakiej. Jednak tego samego dnia w Warszawie odbył się pierwszy koncert Setting the Woods on Fire po wydaniu debiutanckiej płyty. Mimo dość niefortunnego terminu, w Jadłodajni zjawiło się sporo osób. Na swoje szczęście, nie mieli czego żałować.

Zanim jednak na scenę wyszła gwiazda wieczoru, wystąpili dwaj singer-songwriterzy (okropnie nie lubię tego określenia, a piosenkopisarz brzmi zbyt niepoważnie, z kolei pieśniarz jest za bardzo na serio), Maciek Buźniak i Luis Cifre.

Maciek, czyli Chasing the Sunshine zagrał około 30 minut, uzbrojony jedynie w gitarę, harmonijkę ustną i głos. Jego piosenki, czasem do bólu licealno-koledżowe, okazały się brzmieć bardzo dobrze na żywo, mimo że był wyraźnie stremowany. Luis, ukrywający się za pseudonimem Her Only Presence do zestawu instrumentów używanego przez Maćka dodał automat perkusyjny (obsługiwany nogą) i game boy?a, z którego skorzystał w ostatniej piosence. Jego muzyka nosiła też silniejsze ślady emo (tego sprzed 10 lat). Maciek zaś jest pod silnym wpływem Neila Younga. Obydwaj śpiewają smutne, pełne zaangażowania piosenki. Jak dla mnie było super, bo osobiście uwielbiam takie granie.

Po nich nadszedł czas na Setting the Woods on Fire. Było po prostu świetnie, znane piosenki zabrzmiały dużo agresywniej i surowiej niż na płycie, nowe (których było około pięciu) również wgniatały w ziemię. Marcin Buźniak (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa) krzyczał i śpiewał wybornie, choć może jego wokal momentami był trochę za głośno, ale tak miało być. Głośno i bezkompromisowo. Po 40 minutach zeszli ze sceny, ale szybko na nią wrócili, przywołani okrzykami publiczności, by zagrać “The Letter” z debiutanckiej płyty. Jedyne, co mogło się nie podobać, to za mała scena, na której trójka muzyków ledwo się zmieściła, a energia ich roznosiła.

Z Jadłodajni wróciłem z przeświadczeniem, że zobaczyłem jeden z najlepszych polskich młodych zespołów, a oprócz tego obiecującego singer-songwritera, czyli przedstawiciela gatunku praktycznie u nas niewystępującego. I na dodatek zobaczyłem jeszcze jeden świetny koncert. Żyć nie umierać. Czekam na następną taką okazję, oby była jak najszybciej.

Michał Wieczorek

Zdjęcia z koncertu autorstwa Delfiny Gołaszewskiej

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.