07.01.2017 10:25

Autor: Maria

Rok 2016 w podsumowaniu artystów: Wiraszki, Patrick the Pan, Darii Zawiałowej

Kategorie: Czytelnia, Podsumowania

Wykonawcy: | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |


Rok 2016 w podsumowaniu artystów: Wiraszki, Patricka the Pan, Darii Zawiałowej

Czego słuchali artyści w 2016 roku?

MICHAŁ WIRASZKO (Muchy)

Michael Kiwanuka – “Love & Hate”
Na początku odrzucił mnie wyświechtany tytuł, ale od pierwszych sekund tej płyty nie mogłem przestać. Jest jakaś prawda w tym człowieku, w dodatku podszyta uderzającą mądrością muzyczną. Odwołań tu nie brakuje, ale każde jest wysublimowane, z klasą i bez kalkomanii. Zabrało mnie na długie miesiące i wciąż słucham.

Jack Garratt – “Shape”
Super świeży pomysł to już nie jest, ale kto wie czy to nie właśnie dzięki Garattowi, takie “postblake’owe” granie uprawiane też przez Cheta Fakera i Flume, zyskuje miano sceny czy nawet pewnej konwencji. Pomijając “rankingowość” tej muzyki, po prostu dobrze się słucha. Jest mądrze wymyślona, wykonana i wyprodukowana – i choć to w XXI wieku już chyba minimalne kryterium świadczące o klasie debiutanta, u Garratta jest naprawdę wyśrubowane.

Floating Points – “Elaenia”
Choć to album z końcówki 2015, to jednak poznałem go i chłonąłem uczciwie przez drugie półrocze 2016. To już muzyka właściwa naszym czasom, ze świadomością dorobku kilkudziesięciu lat pop-kultury i uroczo zwiewnym podejściem doń. Mam przeczucie, że neurologia – druga ze sztuk po muzyce, którą uprawia Sam Sheperd a.k.a. Floating Points – ma przemożny wpływ na strukturę tworzonej przez niego muzyki. To taka wciągająca, dźwiękowa mgiełka.

Moderat – “III”
Od momentu, gdy otwierali poznański koncert Radiohead w roku 2009, obserwuję ten konglomerat z ogromną przyjemnością. Każdy z ich albumów jest “donoszonym, zaplanowanym dzieckiem”. Po każdym albumie grają świetny koncert w Poznaniu, taki który zostaje w głowie dźwiękowo i obrazkowo. Czego chcieć więcej?

PJ Harvey – “Six Demolition Project”
Profetyzm w poezji – lekcja numer jeden. – “Mamy tu autostradę śmierci i destrukcji oraz szkołę (?) Wygląda przyjaźnie” Mamy tu dawny zakład psychiatryczny i Bazę Bezpieczeństwa Narodowego. Mamy Centrum Bożej Opatrzności. Mamy SPOŁECZEŃSTWO NADZIEI?. To niewygodna i kłująca liryką w oczy płyta. Inna sprawa, że Polly Jean uwielbiam też powierzchownie i nawet z katastrofizmem jej do twarzy.

Bon Iver – “22, A Million”
Ja wiem, że niby to samo, że nudy, że wokodery. Ja wiem. Jest to jednak dla mnie tego typu artysta, któremu nie stawiam żadnych wymagań, bo wierzę w świadomość jego kolejnych kroków i niepowtarzalności drogi, którą kroczy. Dopóki są to w dodatku rzeczy piękne – a ta płyta jest piękna – i nie stanowią jakichś wymuszonych manifestów, biorę je w całości.

David Bowie – “Blackstar”
David Bowie. Jego wyczucie, formuła artystycznej wypowiedzi, transgresja nawet post-mortem i muzyczny bagaż, który zostawił, pozwala jakoś tam oswajać się z takimi śmierciami. To wielki nauczyciel wrażliwości, poeta naszych czasów i artysta kompletny. Choć to niesprawdzalne, jestem prawie pewien, że będzie wspominany jeszcze w XXV czy XXVII wieku. Styczeń otworzył worek bolesnych tegorocznych śmierci. Czasami myślę, że oni wszyscy odeszli, żeby nie patrzeć na to, co stanie się niebawem z naszą planetą.

PATRICK THE PAN

Cass McCombs – “Mangy Love”
…bo najciekawsze partie gitarowe słyszałem w  tym roku właśnie na niej.

MacMiller – “The Devine Feminine”
…bo to najbardziej romantyczna płyta tego roku.

Christian Löffler – “Mare”
…bo to jedyna płyta elektroniczna, która mnie nie nie znudziła w tym roku.

Solange – “A Seat At The Table”
…bo w życiu nie przypuszczałem, że “siostra Beyonce” mnie tak porwie.

Ralph Kamiński – “m o r z e”
…bo to coś świeżego i innego na polskiej ziemi, a zarazem bardzo pięknego.

Shy Albatross – “Woman Blue”
…bo to największe polskie zaskoczenie.

Childish Gambino – “Awaken, My Love!”
…bo ostatnio tak dobrze przy funku bawiłem się, gdy odkryłem Curtisa Mayfielda, a to dawno było.

Nicolas Jaar – “Syrens”
…bo to najlepsza podróż tego roku.

River Tiber – “Indigo”
…bo to moje małe największe odkrycie tego roku.

Radiohead – “A Moon Shaped Pool”
…bo nagrali dokładnie taką płytę, jaką chciałem, żeby nagrali.

DARIA ZAWIAŁOW

Last Shadow Puppets – “Everything You’ve Come to Expect”
Uwielbiam zarówno Alexa Turnera jak i Milesa Kane’a, więc to połączenie zawsze króluje w moim samochodzie. Ta płyta może nie zaskoczyła czymś totalnie nowym, ale w dalszym ciągu utwory są świeże i wysublimowane. Wszystko się zgadza, a kompozycje są bardzo przemyślane. Smyki fantastycznie brzmią, miałam okazję słuchać w tym roku na żywo i jest to wyjątkowo piękne, momentami liryczne i wzruszające. Słuchając tego albumu w dalszym ciągu czuję się jakbym była bohaterką starych filmów o bondzie. Uwielbiam.

Hey – “Błysk”
Mam wrażenie, że Kasia Nosowska czego się nie dotknie, zamienia to w geniusz. Ten album jest zaskakujący i inny od poprzednich. Trochę jak oddech. Bardzo przejrzyste teksty. Elektroniczne smaczki trafiły mi do gustu, zwłaszcza, że sama “z nich korzystam” w swoich utworach. “Prędko, prędzej” to mój absolutny faworyt.

Explosions In The Sky – “Wilderness”
Kocham się w tym zespole od 13 roku życia. Nowy album jest jak zawsze pełen post-rockowych ballad, które mnie wzruszają, a ja lubię się wzruszać słuchając muzyki. Utwory mają “filmowy” klimat. Kompozycje są ciekawe, a gitary fantastycznie brzmią na chłodno. Po raz kolejny z chęcią do nich wracam.

Justice – “Woman”
Świetny album! Długo się czekało, ale jest! Trochę brzmień jak z lat 70. i dużo dużo przestrzeni. Orkiestra, która wystąpiła na tym albumie – Chapeu bas!

The Kills – “Ash & Ice”
Jak usłyszałam pierwszy raz “Doing It to Death”, oglądając przy tym teledysk, wgniotło mnie w fotel. Ten numer jest fantastyczny. Połamane, brudne riffy gitarowe Jamie’ego Hince’a są nie do podrobienia. I właśnie ta piosenka zaważyła na tym, że dodaję go do zestawienia. Może jeszcze to, że bardzo czekałam na nową płytę The Kills. Album podoba mi się, lecz poprzedni krążek “Blood Plesures” zdecydowanie bardziej do mnie przemówił.

Radiohead – “A Moon Shaped Pool”
Umówmy się, to się nazywało budowanie oczekiwania. Sposób, w jaki podsycali napięcie przed tym albumem był imponujący i nie sposób było nie konać z ciekawości. I potem nagle pojawił się utwór “Burn the Witch” i zachwycił swoim psychodelicznym klimatem. Sekcja smyków w tym numerze to majstersztyk, zresztą cały album jest pełen smyczków budujących napięcie, to mi się bardzo podoba. Radiohead jak zwykle przeskoczyli poprzeczkę, choć mają albumy, których po prostu nie da się pobić czy nawet powtórzyć ich sukcesu. To jeden z moich ulubionych bandów. Nie mogę się doczekać, żeby usłyszeć ten album na żywo, zacieram ręce na ich koncert w 2017 roku w Gdyni.

Wkrótce więcej podsumowań roku 2016 polskich muzyków.

Zestawienie przygotowała Maria Grudowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.