08.12.2009 22:49

Autor: Marek Cisek

Robbie Williams – “Reality Killed The Video Star”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Robbie Williams – “Reality Killed the Video Star”
EMI/2009

robbie-reality.jpg Robbie przestał się chować. Przestał szukać kosmitów i innych dziwnych rzeczy. Zakończył kolaborację z Pet Shop Boys. Ostatnio nawet prawie się zaręczył. Wrócił. Jednak nie sam. Skrzypce, trąbki i rzesze modelek występujące w jego teledyskach nostalgicznie gnają za nim. Pytanie tylko czy taka postać rzeczy to zbawienie dla artysty czy może już klątwa?

Do nowej płyty Robbiego Williamsa można “podejść” na dwa sposoby. Jeśli oczekujemy nowych, fajnych i przyjemnych dla ucha kompozycji nie powinniśmy być zawiedzeni. Jeśli jednak nasze oczekiwania są większe i życzylibyśmy sobie czegoś więcej… może być różnie. Przyznam, że Robbie budzi we mnie zarówno sentyment, jak i szacunek.

Doskonały, uzdolniony artysta, autor milowych w swojej karierze utworów “Angels”, “Supreme” czy “Feel”. Na scenie troszkę wzoruje się na Freddie’m Mercurym. Może nie posiada aż takiej charyzmy ani barwy głosu, jaką obdarzony był frontman Queen, ale jednak Robbie potrafi zjednać sobie tłumy. Sprawę płyty “Rudebox”, pozostawiam Wam do oceny. Przejście na bardziej elektroniczne brzmienia w mojej opinii było dobrym pomysłem. Nie docenili tego jednak jego fani oraz krytycy. Chyba właśnie tak trzeba tłumaczyć to, dlaczego nowa płyta ma taki, a nie inny charakter.

Ryzyko niepowodzenia spowodowało, że Robbie Williams zawahał się eksperymentować i ze swoim longplayem postawił na sprawdzone metody. I tak oto stary, dobry Robbie Williams z płytą “Reality Killed The Video Star” wraca na planszę. Tylko czy oby na pewno dobry? Do współpracy gwiazdor zaprosił bardzo dobrego producenta. Trevor Horn miał za zadanie stworzyć longplay na miarę “Sing When You’re Winning”. Pełen dobrych, wpadających w ucho kompozycji. Śmiało mogę stwierdzić, że wywiązał się świetnie z pokładanych w nim nadziei. “Reality Killed The Video Star” pełen jest dobrych i obiecujących kompozycji. Spośród 13 utworów, które znalazły się na płycie żadnego nie uznałbym za nieudanego. Jeszcze przed ukazaniem się krążka, kiedy to singiel “Bodies” rozbrzmiewał w rozgłośniach radiowych liczyłem na to, że Robbie może nie do końca wybrał odpowiedni utwór do promowania płyty. Czar prysł, kiedy to piosenka po piosence coraz dobitniej uświadamiała mnie, że nie mam co liczyć na jakiekolwiek zmiany. Pełno tych smyczków, trąbek, smutnych piosenek w akompaniamencie z fortepianem, miejscami trochę swingu. Nowa płyta to jedna wielka zbieranina utworów, które Robbie serwuje nam od ponad dekady gdzie i nawet klimatem przypomina coś ze wspomnianego “Rudeboxa”.

Piosenki są bardzo podobne do siebie i ciężko nawet którąś wyróżnić. Wokalnie Williams wypada bez zastrzeżeń. Śpiewa czysto, mocno – krótko mówiąc tak, jak potrafi najlepiej. Płyta? No cóż do mnie ona nie przemawia. Szkoda. Myślę, że wielu fanów, którzy twórczość Robbiego znają doskonale mogą być zawiedzeni lub mogą odczuć niedosyt. Ci mniej obcujący z Brytyjczykiem nie powinni narzekać. Płyta stoi na wysokim poziomie. Kompozycje szybko wpadają w ucho i są chwytliwe. A na zmiany przyjdzie znów poczekać kilka lat. Pod warunkiem, że one w ogóle nadejdą. Miejmy jednak nadzieje, że Robbie wyruszy promować płytę tak, abyśmy mogli ja skonfrontować na żywo, a przy okazji usłyszeć kilka jego największych hitów.

Marek Cisek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 4,14 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.