14.01.2009 20:21

Autor: Michał Wieczorek

Reverox – “The Unexpected”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


reverox-the-unexpected.jpg Reverox – “The Unexpected”

Od kilku lat, wzorem brytyjskich kolegów, różne polskie media praktycznie co roku ogłaszają kolejny zespół “nadzieją polskiego rocka”. Ze spełnianiem tych nadziei bywa (jak łatwo się domyślić) bardzo różnie. W zeszłym roku pojawiały się nieśmiałe głosy, by nadzieją polskiego rocka A.D. 2008 obwołać warszawski zespół Reverox. Czy słusznie?

Zanim odpowiem na to pytanie, zacznę od tego, z czego Reverox są znani zwykłemu zjadaczowi chleba. Z reklam Open’era, w których za podkład robiła ich piosenka, “Fire In Your Ears” (która znalazła się na tej płycie), a najbardziej zabawne w tym jest to, że Reverox nie zagrali na tym festiwalu. Teraz możemy przejść do meritum czy spróbowania odpowiedzenia na postawione we wstępie pytanie.

Najpierw trzeba zdefiniować kryteria, które musi spełniać “nadzieja polskiego rocka”. Jeśli ma to być zespół, który nagrał płytę bez kompleksów, której nie musi się wstydzić, która wygrywa porównania z zachodnimi produkcjami, idącą z duchem czasu, ale niepodążającą ślepo za trendami, to Reverox jest nadzieją polskiego rocka i to jedną z najbardziej rokujących na przyszłość. Jeśli jednak szukamy bardziej zbawcy, zespołu, który wprowadzi nowe trendy, odmieni scenę rockową, to niestety, Reverox nie spełnia tych wymagań, to po prostu trochę inna muzyczna bajka.

Bajka z Wysp, bo Reverox wpisuje się w tamtą scenę. Jest tanecznie, z wyrazistym basem, ale z drugiej strony brak tego, co najbardziej razi u Brytyjczyków: powtarzalności, przewidywalności, nudy i indie smętów. Reverox to rokendrolowcy z krwi i kości, choć czasem aż się prosi o mocniejsze uderzenie albo więcej przesteru.

Ogromną zaletą Reverox jest nieprzewidywalność: “Bullshit” zaczyna się prawie jak Rage Against The Machine, by przejść przez etap delikatniejszy, a w zwrotce znów wrócić w rejony RATM (ale oczywiście lżejsze). “YYY” to odwrócenie tego, co działo się w “Bullshit”, czyli zaczynamy delikatną, skocznie przycinaną gitarką, by w zwrotce stać się prawdziwym kilerem.

Druga duża zaleta to wokalista. “The Unexpected” to jedna z ciągle niewielu polskich płyt, na których nie razi kanciasty angielski, teksty (bardzo proste) są pozbawione idiotycznych błędów językowych. Choć czasem zdarzy mu się coś dziwacznie wymówić, ale są to przede wszystkim zabiegi artystyczne (żeby się ładniej rymowało na przykład). Michał  Laskowski wymyśla też bardzo fajne, wpadające w ucho melodie.

Trzecia zaleta to produkcja. Wszystko brzmi bardzo selektywnie, nic się nie zlewa, słychać każdą nutę basu i można dzięki niej naprawdę docenić rolę obydwu gitarzystów. Bębny brzmią naprawdę solidnie, z głębokimi dołami, nie ma poczucia płaskości, jak to już nieraz bywało na innych płytach. Naprawdę, za produkcję należą im się brawa.

“The Unexpected” jest taka, na jaką wskazuje tytuł. Niespodziewanie dobra, zaskakująca kompozycyjnie, bo chłopaki czasem ukradną motorykę QOTSA, czasem jakiś patencik Franz Ferdinand. Niesamowicie energetyczna, lepiej posłuchać sobie “She’s Gonna Kill You” niż wypić małą czarną. Wreszcie słychać, że to zespól mający pomysł na siebie, już na debiucie charakterystyczny styl. Chłopaki, Zachód czeka na was.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (11 głosów, średnio: 7,36 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.