07.02.2011 09:26

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Relacja z pierwszej edycji gdańskiego festiwalu Dni Muzyki Nowej

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | |


hildur.jpg Relacja z pierwszej edycji gdańskiego festiwalu Dni Muzyki Nowej

Ciąg dalszy łatania kulturalnych dziur w Trójmieście.

Co robi mieszkaniec Trójmiasta, kiedy chce się wybrać na koncert znakomitego, niszowego wykonawcy? Złośliwi odpowiedzą, że jedzie do Warszawy, Krakowa czy Poznania. Nie jest może w nadmorskiej metropolii aż tak źle – Gdańsk, Sopot i Gdynia z coraz lepszym skutkiem starają się gonić kulturalnie wyżej wymienione miasta – lecz wciąż mieszkańcy północnej Polski patrzą ze sporą zazdrością na rozkład koncertowy innych aglomeracji, a zwłaszcza na takie festiwale jak Sacrum Profanum i Unsound. Właśnie pojawiła się nadzieja, że ta zazdrość zacznie maleć.

Owym niosącym świeżą i nietuzinkową muzykę wydarzeniem może się stać odbywający się w gdańskim Żaku festiwal Dni Muzyki Nowej, którego pierwsza edycja zakończyła się niedawno. Line-up jest jak na razie ilościowo skromny, lecz na pewno ambitny pod względem różnorodności repertuaru: w ciągu czterech dni znalazło się miejsce zarówno dla muzyki awangardowo-klasycznej, free jazzu, jak i flirtu nowoczesności ze śródziemnomorskim i bliskowschodnim folkiem.

Festiwal zainaugurowała Małgorzata Walentynowicz, grająca na fortepianie preparowanym sonaty i interludia Johna Cage’a. Już samo brzmienie instrumentu było niezwykłe: często zamiast dźwięcznych nut wydobywających się z fortepianowych strun, słuchacz otrzymywał dźwięki przytłumione, przypominające raczej instrumenty perkusyjne – stąd brał się niekiedy bardzo mechaniczny charakter kompozycji. Szkoda, że tego elementu było zdecydowanie za mało, a styl gry Walentynowicz szedł w kierunku połamanego, ale jednak dość oczywistego romantyzmu.

Z kolei niezwykły kwartet Kwadrofonik, składający się z dwóch duetów, perkusyjnego i fortepianowego, kompletnie oczarował publiczność. Na początku Magdalena Kordylasińska i Miłosz Pękala zagrali kompozycję Rolfa Wallina “Twine” na dwa wibrafony, a później cała czwórka wykonała “Transphere” Wojciecha Blecharza. Jednak największe wrażenie zrobiło wykonanie “Music For a Summer Evening (Makrokosmos III)” George’a Crumba – długiego utworu, wymagającego nie tylko niesamowitych zdolności technicznych, ale także misternego planu rozłożenia na scenie instrumentów, których w tym utworze jest z kilkadziesiąt. Od fortepianów, których klawisze były zaklejone taśmą, a ich drewniane korpusy służyły za perkusję, po wibrafony, kalimbę, gong i wazę – to, jak często artyści zmieniali instrumenty i jakie dźwięki potrafili z nich wydobyć, wprawiało w zdumienie. Cały ten przepych miał jasny cel: oddać wyjątkową poetykę kompozycji Cramba.

piotr-kurek.jpg Drugi dzień imprezy, to spotkanie z muzyką etniczną. Najpierw Piotr Kurek wykonał “Inne Pieśni”, czyli za pomocą laptopa i innych urządzeń elektronicznych łączył w zaskakującą całość sample pieśni bałkańskich chórów polifonicznych. Pojedyncze dźwięki wokali i instrumentów tworzyły różnorodną mozaikę, którą Kurek sklejał za pomocą nowoczesnych środków. Na nieco bardziej tradycyjne wyrazy postawił zespół Nefesh. Cigdem Aslan śpiewała pieśni pochodzące od Żydow sefardyjskich i z Turcji, aranżacje zaś tworzyli Raphael Rogiński (gitara), Paweł Szpura (perkusja) oraz Tahir Palali (kopuz, baglama). Najbardziej niezwykłe instrumentarium posiadał ten ostatni, używając oryginalnych instrumentów strunowych właściwych dla kultury bliskowschodniej. Zespół interesująco zinterpretował pieśni, stając się najbardziej egzotycznym elementem festiwalu.

Talibam! zagrało tak, jak można było się po nich spodziewać: piosenkowe struktury utworów, bardzo szybko ustępowały improwizacyjnemu temperamentowi Kevina Shea. Są bębniarze stosujący w swojej grze bardzo wiele karkołomnych przejść perkusyjnych – Shea zdaje się grać samymi przejściami. Pomiędzy kolejnymi cytatami popkulturowych szlagierów, Amerykanie rozsypywali dopiero co złożone klocki. Odbywało się to w luźnej atmosferze, gdzie free jazz spotykał się z synth-popem, a sami muzycy kilkakrotnie żartowali z całego koncertu, np. deklarując, że zagrają utwór będący połączeniem Stockhausena z McCartney’em. Niestety, sala, w której występował duet była zbyt duża na tego typu koncert, przez co utrzymywał się niepotrzebny dystans między muzykami a publiką. Mimo tego mankamentu Talibam! dał frapujący występ.

Czwarty i zarazem ostatni dzień festiwalu zamknęła Hildur Gudnadóttir (m.in. członkini Múm) wydobywając ze swojej wiolonczeli piękne, oniryczne melodie. Islandka zauroczyła wszystkich nieśmiałością, z jaką dziękowała za ciepłe przyjęcie, a nieskomplikowane utwory, na które składały się długie, pojedyncze dźwięki wiolonczeli oraz ich zapętlenia, znakomicie sprawdziły się w wypełnionej przez ludzi Sali Suwnicowej gdańskiego Żaka. Mimo melancholijnej atmosfery, Hildur tak umiejętnie zabierała słuchaczy w świat swojej wyobraźni, że ani przez chwilę nie było mowy o nudzie.

Pierwsza edycja festiwalu Dni Muzyki Nowej z pewnością zaostrzyła apetyty mieszkańcom Trójmiasta. Oby kolejna edycja nie zmarnowała potencjału drzemiącego w tym wydarzeniu.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.