15.09.2014 17:30

Autor: Katarzyna Borowiec

Relacja z pierwszego dnia festiwalu Sacrum Profanum

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | |


Relacja z pierwszego dnia festiwalu Sacrum Profanum
14.09.2014/Kraków

Fusion is a dirty word.

Kiedy się próbuje połączyć orkiestrę z muzyką popularną, to czasami wychodzi taki tatusiek na dyskotece - powiedział Charles Hazlewood (to raczej parafraza niż cytat). Już po południu na konferencji prasowej dyrygent w towarzystwie Toma Jenkinsona w intrygujący sposób opowiadał o romansach muzyki z matematyką oraz wpływie dwudziestowiecznych kompozytorów na twórczość Squarepushera. Wieczorem udowodnił, że jest genialnym wodzirejem: abstrahując od przyjemnego tonu głosu i cudownego akcentu, jego zapowiedzi poszczególnych utworów były naprawdę wspaniałe. Dostawaliśmy kilka ciekawych szczegółów i podpowiedzi, na co zwrócić uwagę podczas słuchania. Chciałabym, żeby Charles Hazlewood zapowiadał każdy utwór klasyczny, którego zamierzam posłuchać.

Ale do rzeczy: 12. edycja festiwalu Sacrum Profanum rozpoczęła się w niedzielny wieczór, o godzinie 19:00, koncertem w Teatrze Łaźnia Nowa. Pierwszym utworem, który usłyszeliśmy, była kompozycja Iannisa Xenakisa, greckiego kompozytora zafascynowanego barwami tonów. “Anaktoria” rozpoczęła się od partii dwóch instrumentów, rogu i fagotu, które po chwili zaczęły grać jedną częstotliwość. Dźwięki o tej samej wysokości na początku idealnie się zgrywają… ale później pojawiają się nieznaczne odchylenia. Muzyka Xenakisa jest ich pełna – to badanie właściwości dźwięku, jednocześnie dźwięki wydobywane z instrumentów przez orkiestrę silnie oddziałują na emocje.

Jako drugi kompozytor-bohater wieczoru pojawił się George Benjamin. To jeden z twórców, których poznałam na swoim pierwszym Sacrum Profanum w roku 2009. Kiedy rok temu festiwal zmienił formułę bałam się, że zabraknie takich koncertów – orkiestr grających utwory kompozytorów działających współcześnie. Jak się okazuje – nie ma się co martwić. “Panoramy” słuchaliśmy z taśmy (bo to kompozycja na taśmę), był to utwór wykorzystujący fletnię, instrument, jak to słusznie zauważył mistrz ceremonii, dosyć irytujący. Benjamin pozwolił spojrzeć na niego nieco inaczej, eksperymentując z tonami, wysokościami, intensywnością dźwięków.

Inne spojrzenia i otwieranie uszu to zresztą motyw przewodni tego wieczoru – do tego zachęcał widzów Hazlewood: żeby z koncertu wyszły już nieco inne osoby. Trzecim zagranym utworem były “Ramifications”, które napisał György Ligeti. Orkiestra została podzielona na dwie sześcioosobowe grupy smyczków – jedna z nich miała instrumenty nastrojone o ćwierć tonu niżej. Dwanaście osób grało swoje małe partie, wzajemnie powiązane, stanowiące nawzajem swoje echo, układające się w kanony. Efekt był olśniewający. Drugim utworem Ligetiego było “Artikulation” na taśmę, z wizualizacją odwzorowującą poszczególne dźwięki przy pomocy barwnych symboli. Jak słusznie zauważył Hazlewood, przypominało to malarstwo Paula Klee.

Na koniec doznaliśmy wniebowstąpienia dzięki ostatniej części “L’Ascension” Oliviera Messiaena. Tematem utworu jest odejście Chrystusa do raju, grany jest na instrumentach smyczkowych, przy czym w składzie są tylko dwie wiolonczele i zero kontrabasu – jak to ładnie ujął dyrygent, kompozycji brakuje podstawy, przez co od razu ma się wrażenie, że płynie, unosi się w powietrzu. Akordy wzbijają się coraz wyżej i wyżej, w przejmujących smyczkowych zawodzeniach.

Druga część koncertu, czyli to, na co prawdopodobnie wszyscy czekali, to występ orkiestry wraz ze Squarepusherem – razem zagrali materiał z “Ufabulum”. Tatuś na dyskotece to na pewno nie był, ale w porównaniu do dwudziestowiecznych mistrzów kompozycje Jenkinsona były jakoś za mało przejmujące. Nie oznacza to jednak, że nie były godne uwagi – szczególnie w momentach, kiedy orkiestra wydobywała z siebie dźwięki wysokie i drążące, w opozycji do tych chwil, kiedy tony stawały się lżejsze i radośniejsze. Squarepusherowy elektroniczny przytup z początku sprawił, że całość mocno kojarzyła mi się z Venetian Snaresem, ale później Jenkinson odzyskał własną charakterystykę, a i orkiestra przestała brzmieć jak sample. Mariaż elektronicznej alternatywy z awangardową klasyką można uznać za udany.

Muzycznie nie mogę się doczekać na więcej, ale nie obejdzie się bez narzekania – trzy słowa odnośnie aspektów organizacyjnych. Zapowiadający koncert panowie Chaciński i Hawryluk poinformowali nas o autobusie do Forum Przestrzenie, jednakże przed teatrem, gdzie według nich miał być, nie udało mi się znaleźć ani kawałka tego rodzaju pojazdu. Nie było go również tam, gdzie zwyczajowo stały autobusy z napisem Sacrum Profanum, czyli na przystanku Struga. Przydałaby się lepsza informacja na ten temat, czego dowodem są zdezorientowane grupy ludzi włóczące się po okolicy.

After party w Forum Przestrzenie, do którego udało mi się w końcu dotrzeć tramwajem na 22:22, było prawie tak rozczarowujące jak autobus widmo. Pan za laptopem nie radził sobie nawet jakoś szczególnie źle, ale wszechobecny szum rozmów zupełnie uniemożliwiał dokładniejsze spenetrowanie generowanych przez niego dźwięków. Może za tydzień będzie lepiej, tym czasem przed nami moc atrakcji w Teatrze Łaźnia Nowa i Muzeum Inżynierii Miejskiej.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.