05.10.2010 10:05

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Relacja z muzycznego rozdziału czwartej edycji festiwalu Transvizualia

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | |


transvizualia_max.jpg Relacja z muzycznego rozdziału czwartej edycji festiwalu Transvizualia

Mały krok naprzód.

Stricte muzyczna część festiwalu obejmowała występy sześciu artystów w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni. Organizatorzy wzięli sobie do serca określenie “Naukowo-Technologiczny”, bowiem nie dość, że impreza została świetnie nagłośniona, to wizualizacje były wyświetlane na trzech ekranach znajdujących się za plecami wykonawców oraz dwóch długich ścianach po prawej i lewej stronie publiczności.

Maraton pełen dźwięków wykręcających zwoje mózgowe w kształty podobne do balonikowych zwierzaków rozpoczął P45. Gładko przechodził z dubstepu do techno, po drodze zahaczając o instrumentalny hip-hop. Jego set mimo braku większych fajerwerków trzymał niezły poziom i przede wszystkim nie męczył, stanowiąc miłą przystawkę do reszty line-up’u.

Rudi Zygadlo zaskoczył wszystkich nie tyle dźwiękami, jakie wydobywał z laptopa i konsolety, co śpiewem wydobywającym się wprost z jego gardła. Wyobraźcie sobie gościa o głosie jednego z tych amerykańskich facetów w garniturach z lat 50-tych, w którym kochają się wszystkie matki po czterdziestce (Frank Sinatra na przykład), śpiewającego swoją aksamitną barwą na tle podkładów inspirowanych dubstepem, jak również dokonaniami Franka Zappy. Owa żąglerka wyszła Szkotowi frapująco i jedynie puszczenie w całości, bez ładu i składu, klasyki filmu niemego, “Gabinetu doktora Caligari”, psuło nieco pozytywny odbiór występu.

Występujące po nim Grasscut pozostało w rejonach stylowego łączenia tego, co elektronicznego, z tym, co wykonywane na żywo. Ubrany w szykowne garnitury duet miał do zaoferowanie nie tylko wokal Andrew Phillipsa, ale przede wszystkim zmodulowany kontrabas Marcusa O’Dair, który wzbogacał każdą piosenkę o potężne brzmienie całej sekcji dętej. Znalazło się także miejsce dla dźwięków fortepianu i wibrafonu, oraz rockowego kopa, gdy Phillips chwytał za gitarę elektryczną. Miejscami przypominało to mniej wesołą wersję Hot Chip, ale pod koniec występu chłopaki stracili impet i zaczęli niestety przynudzać.

Ci, którzy czekali tego dnia na możliwość potańczenia, mieli ku temu okazję podczas setu Luke’a Viberta. Mimo zbliżania się momentami do klimatu Ibizy, Vibert uraczył wszystkich udaną mieszanką house’u i disco, unikając przy tym niepotrzebnych dłużyzn. Duży plus za wizualizacje z misiami Haribo. To, co udało się Brytyjczykowi, kompletnie nie wyszło Jimmy’iemu Edgarowi. Zaczął obiecująco: minimalistyczno-ambientowe pasaże plam i szumów zapowiadały bezkompromisowy gig. W chwili, gdy wszedł prostacki beat wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Edgar zaprezentował coś mającego niewiele wspólnego z estymą techno z jego rodzinnego Detroit.

Zostawienie Pincha na sam koniec było dobrą decyzją. Garstka najwytrwalszych osób, która została do godziny 2 w nocy, aby obejrzeć jego koncert, nie powinna się czuć zawiedziona. Bogaty w ciężkie, rezonujące basy dubstep wzbudzał aplauz i nie pozostawiły nikogo obojętnym. DJ od razu rzucił wszystkich na głęboką wodę, nie dając ani chwili wytchnienia – surowe brzmienie  i wizualizacje emanującymi krzykliwymi, neonowymi kolorami robiły duże wrażenie.

Transvizualia 2010 opierały się na jakości, a nie – jak przed rokiem – ilości. Można to stwierdzić przeglądając sam program: możliwość obejrzenia wizualizacji 3D,prezentacja wytwórni Raster Noton, przegląd filmów Michela Gondry – nawet, jeśli część z tych wydarzeń nie wypaliła, widać różnorodność i brak dublowania poszczególnych elementów sztuki wizualnej. Jednak wszystkie te atuty zdadzą się na nic jeśli organizatorzy nie zrobią jeszcze dwóch bardzo potrzebnych rzeczy: dużej, zaplanowanej odpowiednio wcześnie ogólnopolskiej promocji i ściągnięcia gwiazd, które byłaby w stanie przyciągnąć ludzi z drugiego końca kraju. W innym razie kolejne edycje festiwalu nadal będą cieszyły się popularnością wśród 150, może 200 osób.

Krzysztof Kowalczyk




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.