20.10.2009 09:48

Autor: Zylka

Relacja z koncertu IAMX w Rotundzie

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


iamx_1.jpg (P)rezydent samotnych chłopców.

Chris Corner traktuje polską publiczność wyjątkowo, to można stwierdzić ze stu procentową pewnością. To u nas (w Warszawie) nagrał swój koncertowy album. Czego można było spodziewać się więc tym razem po jego występie w krakowskiej Rotundzie? Czy mógł czymś jeszcze zaskoczyć tak oddanych mu fanów, którzy ozdobili swoje oczy makijażowymi łezkami…

Klub nie był wypełniony po ostatni centymetr kwadratowy przestrzeni, byli tam ludzie świadomi wydarzenia. Świadomi postaci i zafascynowani charyzmą Chrisa Cornera. Chociaż klawiszowiec (co do którego płci nie mam pewności) czy gitarzysta, którzy wyglądali na potencjalnych bohaterów następnej sagi Star Treka, odziani to w rękawice z czerwonej skóry czy coś na wzór damskiej spódnicy, mogli skupić na sobie uwagę niejednego świadka tego wydarzenia, to jednak wszyscy czekali na tego najważniejszego, “Marca Almonda XXI wieku”.

Oczekiwanie na wyjście zespołu po występie supportu mijał przy niezwykle mocnej transowej muzyce, która tylko dodała temu wieczorowi dodatkowego aranżu. Jeżeli pamiętacie francuskiego “Dobermanna” i atmosferę panującą w tamtejszych klubach – bardzo podobnie było właśnie w sobotni wieczór w Rotundzie. Widziałem już Depeszy czy fanatyków Roberta Smitha, myślałem w związku z tym, że już mało kto i co jest mnie w stanie zaskoczyć. Jednak sympatycy IAMX, przyozdobieni w mocny, ciemny makijaż i zaczesani “na Cornera” robili na mnie nie mniejsze wrażenie. Tym bardziej, że uznawałem subkultury za gatunek wymarły.

Koncert zaczął się kilka minut po godzinie 21 i już od pierwszego utworu wiadomo było, że ani zespół, ani fani nie będą się oszczędzać tego wieczoru. Świetne, czyste (choć według mnie odrobinę za ciche) nagłośnienie gwarantowało zgromadzonym kapitalny odsłuch. Z najnowszego albumu szczególnie przyjęte zostały takie utwory jak “My Secret Friend”, “I Am Terrified” oraz “Kingdom of Welcome Addiction”. Sam Corner też wielokrotnie powtarzał, jak bardzo bliska jest mu polska publika i jak bardzo ceni sobie występy w naszym kraju, na co fani reagowali głośnymi brawami i histerycznymi okrzykami. Ta swoista, naturalno-spontaniczna relacja produkowała niezliczone pokłady energii. Szczytowymi punktami koncertu było jednak wykonanie starszych kompozycji, takich jak “The Negative Sex”, “After Every Party I Die” oraz “The President”, które zostały zostawione na dwa końcowe bisy. Chris Corner widząc i zapewne także wiedząc jak reaguje na niego damska część publiczności, obdarował co wytrwalsze w bojach fanki dwoma ręcznikami mokrymi od potu, który ostentacyjnie ściągał z różnych części swego ciała. Oj, igrał Corner z ogniem (i to estrogenów). Zespół prezentował się więcej niż bardzo dobrze, była muzyka, był show, były emocje – nie zabrakło żadnej części składowej dobrego koncertu.

Kończąc koncert Corner stwierdził lakonicznie “that’s enough, good bye“, zachowując się jak speszony chłopak, którego wszyscy uwielbiają, a on sam zawstydzony swoim urokiem i obdarowany niezwykłą wrażliwością na emocje chce czmychnąć w ciszy, zostawiając za sobą aurę niedopowiedzeń.

Krzysiek Żyła

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.