28.09.2008 16:16

Autor: anca

Relacja z jednego dnia festiwalu Sacrum-Profanum

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów


sacrum-profanum.jpg Relacja z jednego dnia festiwalu Sacrum-Profanum

6. edycja festiwalu Sacrum Profanum, jednego z najważniejszych wydarzeń muzycznych Europy, odbywała się tym razem od 14. do 21. września. Każdego roku tematem przewodnim jest szeroko pojęta muzyka XX wieku określonego kraju. 2008 rok należał do Niemiec. Repertuar obejmował takich artystów jak Kurt Weill, Karlheinz Stockhausen, Hans Werner Henze, Helmut Lachenmann, Heiner Goebbels oraz Wolfgang Rihm. Uwieńczeniem tegorocznej edycji festiwalu był potrójny koncert legendy rozrywkowej muzyki elektronicznej – zespołu Kraftwerk.

Mnie udało się pojechać tylko na jeden dzień, tj. 16. września. Program wyglądał następująco: 19:00 Helmut Lachenmann – “Concertini”, “…Zweite Gefuhle…”, “Musik mit Leonardo, 22:00 Karlheinz Stockhausen – “Stimmung”.  Helmut Lachenmann, niemiecki kompozytor związany z nurtem muzyki konkretnej, tak opisuje swoją twórczość: “jest to muzyka, w której dźwięki i efekty dźwiękowe są wybrane i zorganizowane w określony sposób: metoda ich generowania jest w zasadzie równie ważna jak powstałe w jej rezultacie efekty akustyczne. Takie właściwości dźwięku jak barwa, głośność itp. nie są pokazywane tylko dla samego efektu akustycznego, ale opisują lub oznaczają konkretne sytuacje, mają oddziaływać na słuchacza, angażować go, tworzyć energię”.

Karlheinz Stockhausen – przedstawiciel awangardy muzycznej, zajmował się głównie muzyką elektroniczną i konkretną. Był to kompozytor niezwykle kreatywny i zdolny, a przy tym odważny i ekstrawagandzki. Jako potwierdzenie można przytoczyć tu wiele jego kompozycji: choćby jedną z najsłynniejszych – “Kwartet smyczkowy helikopterowy” – utwór na kwartet smyczkowy i helikoptery. Fascynowały go muzyka przestrzenna, muzyka na taśmę, teatr i opera, rola przypadkowości w muzyce, a także nauki Wschodu, medytacje. Właśnie po jednej z podróży w tamte rejony, Stockhausen zaczął eksperymentować z ludzkim głosem: prowadził badania nad naturalnym systemem dźwiękowym, metodami dostrajania głosów, wspólnym rytualnym śpiewem prowadzącym do osiągania błogości i stanu uduchowienia – tak właśnie powstał utwór “Stimmung” na 6 głosów.

“Helicopter String Quartet”

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Koncert Helmuta Lachenmanna był napawdę wspaniały. Dotarliśmy na niego dosłownie parę minut przed rozpoczęciem (jako że nieczęsto bywamy w Krakowie, a zwłaszcza w części w której koncert ów miał miejsce, dotarcie do celu zajęło nam trochę więcej czasu niż przewidywaliśmy). Na szczęście weszliśmy bez problemu i raczyliśmy się konwersacją, bo koncert zaczął się nawet z kilkuminutowym opóźnieniem. I było na co popatrzeć, a przede wszystkim czego posłuchać.

Koncert trwał około 2 godzin, ale wydawało się, że była to tylko chwila. Widzów obecnością swoją zaszczycił sam kompozytor, wcielając się w rolę narratora swoich utworów. “…Zweite Gefuhle…”, “Musik mit Leonardo”, “Concertino” – tych utworów mogliśmy wysłuchać. Ujmując jak najzwięźlej moje spostrzeżenia: dobre zakomponowanie, znakomicie rozłożone napięcia, mnogość technik kompozytorskich i rozmaitych efektów dźwiękowych, zaangażowany zespół wykonawczy świetnie odczytujący i interpretujący jakże skomplikowane partytury.

A sama muzyka? Ciężko ją opisać. Dla przypadkowego słuchacza będą to tylko dziwne zgrzyty, piski, odgłosy tarcia, przypadkowe brzmienia – bałagan i hałas. Jednak ten kto interesuje się muzyką współczesną, powinien zauważyć niewątpliwy intelekt twórcy, świadomość, a nawet powiedziałabym celową premedytację w dążeniu do określonych efektów dźwiękowych, niezwykłą zdolność do przykuwania uwagi (40-minutowy utwór jest tak skonstruowany, iż zdaje się być zaledwie krótkim momentem, to namnożenie przeróżnych koncepcji nie pozwala przestać być skupionym choćby na krótką chwilę, zmusza wręcz słuchacza do uwagi, pociąga i hipnotyzuje). A wszystko zamknięte jest w bardzo dokładną i precyzyjnie przemyślaną formę.

Zarówno same utwory jak i poziom wykonania zasłużyły na gromkie brawa – i takich też się doczekały. Koncert był niezwykle udany.

W tym miejscu powinnam napisać o głównym celu mojego przyjazdu do Krakowa na festiwal Sacrum-Profanum, a mianowicie o wykonaniu utworu “Stimmung” Karlheinza Stockhausena. Miałam naprawdę szczere chęci opisać ten na pewno brawurowo wykonany utwór, jednak z powodów niezależnych ode mnie nie mogę tego zrobić (a bardzo przykrych i nieprzyjemne rzekłabym).

Wraz z grupką przyjaciół przybyliśmy dopiero 3 minuty przed rozpoczęciem koncertu (w związku z krakowskimi problemami komunikacyjnymi) . Uradowani, że zdążyliśmy podbiegliśmy do wejścia. Jedyne co usłyszeliśmy od pracowników ochrony to, że nie możemy niestety wejść, bo koncert już się rozpoczął. Kilka minut pertraktacji nic nie dało. Nieco mniej przyjemna wymiana zdań także była bezowocna. Poziom irytacji wśród pozostałych ludzi wzrósł do tego stopnia, że obawialiśmy się, iż dojdzie do rękoczynów. Dodatkowo okazało się, że przez te 10 minut bezsensownej dyskusji wszyscy zebrani mogli spokojnie wejść do sali i zająć miejsca (w tym czasie jedna z pań czekających przed bramą wykonała telefon do znajomego znajdującego się w środku).

Sacrum-Profanum miał okazać się wysokiej klasy i prezentującym chlubny poziom festiwalem. Repertuar faktycznie wyglądał w tym roku fenomenalnie. Jednak tak lekceważące podejście do poważnych i mających jak najlepsze intencje uczestników jest skandaliczne. Niestety, tym bardziej gorzki jest zawód na ogranizatorach. Żal, niesmak, zażenowanie – te odczucia towarzyszyć mi będą już zawsze na wspomnienie owego festiwalu.

Ania Lenarcik

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.