30.03.2010 20:04

Autor: marcin

Pterodactyl uderzył w Kraków – relacja z koncertu

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


pterodactyl_krakow4.jpg Pterodactyl uderzył w Kraków – relacja z koncertu

Na zakończenie koncertowego marca, w krakowskich Fortach Kleparz wystąpiła, pochodząca z Nowego Jorku, formacja Pterodactyl. Trio dało mocny, psychodeliczno-rock’n'rollowy show.

Grupa nie należy do zespołów, które byłyby w stanie przyciągnąć na koncert tłumy. Podejrzewam nawet, że większość z osób, które pojawiły się na koncercie, trafiły w to miejsce przez czystą ciekawość. Nie zmienia to jednak faktu, że warto było poświęcić kilka złociszy i dać się zaskoczyć.

Jako pierwsi na scenie wystąpili Tele. Ten młody lokalny zespół, dopiero co wyszedł z sali prób – miesiąc temu udało im się wystąpić jako support HEY!TONAL w klubie RE. Co można powiedzieć o ich muzyce? Trio w dosyć prosty sposób nawiązuje do post-rockowego brzmienia spod znaku Mogwai. Zespół zaprezentował półgodzinny instrumentalny set, złożony z utworów, z których część z pewnością czeka na dopracowanie. Mimo to ich pierwsze kroki brzmiały całkiem obiecująco.

Pterodactyl pojawili się na scenie tuż po 21. W ciągu godzinnego show, zaprezentowali głównie materiał ze swojej ostatniej płyty “Worldwild” oraz promowanej na trasie EP z okładką autorstwa grafika polskiego pochodzenia(co oczywiście zostało wykorzystane przez zespół jako hasło reklamowe – “He’s your national treasure”). Muzycy pomimo dosyć hermetycznego brzmienia i specyficznej atmosfery, którą wytwarzali na scenie, w przerwach pomiędzy utworami sporo żartowali i zagadywali do publiczności. Dobrze wiedzieć, że na Brooklynie są jeszcze zespoły, które stać na poczucie humoru. Każdy utwór miał swoją osobną zapowiedź – “This song is about the Internet – your only friend” czy przy utworze “December” – “This song is about snow and love – like all Pterodactyl songs”. Oczywiście na tym romantyzm członków zespołu się kończył.

Pomimo skromnego instrumentarium na scenie działo się sporo. Z głośników płynęła mieszanka złożona z trzech różnych głosów, mocnego basu i psychodeliczno-kosmicznych dźwięków gitary. Dzięki temu koncert miał dynamiczny i zróżnicowany charakter. W miarę trwania zespół nabierał rozpędu, przez co pozbył się kilku strun w gitarze, a publiczność w oczekiwaniu na ich zmianę (niestety techniczni zespołu i dodatkowy van z gitarami utknęły na granicy) mogła usłyszeć balladowy utwór w wykonaniu basisty. Na sam koniec grupa dała dwa bisy, które jednak wbrew zapowiedziom, niestety nie były coverami T. Rex.

Kolejny z organizowanych przez Front Row Heroes koncertów okazał się pozytywnym zaskoczeniem. Jaki będzie kolejny krok? Miejmy nadzieję, że fani ubiegłorocznych koncertów Handsome Furs oraz Sunset Rubdown nie będą zawiedzeni.

Marcin Bieniek   

Zdjęcia: 100M

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.