05.06.2010 18:19

Autor: fl23

Przy takiej muzyce głupio mi wymyślać nagłówki…

Kategorie: Relacje z koncertów

Wykonawcy: | |


trzaska8.jpg Przy takiej muzyce głupio mi wymyślać nagłówki…

…czyli dwa wspaniałe koncerty w Powiększeniu.

Przez fatalny stan polskiej kolei kilkadziesiąt, a  może nawet kilkaset osób jadących z Krakowa do Warszawy miało kilku godzinne opóźnienie. Zapewne zepsuta trakcja pokrzyżowała wielu z nich ważne plany, a wielu z nich po prostu wyklinało koleje, tory, burze i  inne mniej lub bardziej niezależne od nich zjawiska. To samo opóźnienie pociągu niezwykle ubarwiło życie kilkudziesięciu osobom czekającym na koncert w Powiększeniu. Dzięki niemu oprócz planowanego koncertu Mikołaja Trzaski, Claytona Thomasa i Timothy’ego Daisy’ego mogliśmy jeszcze podziwiać duet Trzaski z Daisy’m.

Tim Daisy przyjechał do nas z Chcicago – w jednym z ważniejszych miejsc w historii free jazzu. To tam w 1965 Phil Cohran, Steve McCall, Muhal Richard Abrams i kilku innych czarnych muzyków założyło Association for the Advancement of Creative Musicians, dzięki któremu na świat wypłynęli tacy muzycy jak Anthony Braxton, Lester Bowie, Wadada Leo Smith i wiele innych znakomitości. Timothy Daisy gra z energią i  rozmachem Ojców Założycieli, kiedy słuchałem muzyki tego młodego, białego muzyka przypomniały mi się słowa Malcolma X:

“The white musician can jam if he’s got some sheet music in front of him. He can jam on something, he’s heard jammed before. But that black musician, he picks up his horn and starts blowing some sounds that he never thought of before. He improvises, he creates, it comes from within.” Jestem przekonany, że gdyby ubiegłej nocy w Powiększeniu zjawił się Malcolm X z  przepaską na oczach bez zastanowienia powiedziałby, że perkusista i  kontrabasista są czarni. Musiałby się trochę zastanowić nad saksofonistą, który jest mocno uwikłany w europejską tradycję muzyczną. Ale wracając do sedna…

Pierwsza część koncertu – występ Daisy’ego i  Trzaski była krótka i pełna napięcia, zakończona radosnym okrzykiem Claytona Thomasa “NIKOLAAAJ!”, pierwszym okrzykiem po dziesięciogodzinnej podróży pociągiem. Tim Daisy jest prawdziwym wulkanem energii i unikalnych brzmień – jego werwa i pomysłowość mocno przyćmiły postać Mikołaja Trzaski, który ostatniego wieczoru często zostawiał młodszym kolegom więcej miejsca na scenie. Od brawurowych, mocarnych i głośnych improwizacji Daisy bez problemu przechodził w świat skrzypiących, inspirowanych sonoryzmem dźwięków. Grając używał nie tylko normalnych pałeczek, korzystał też z większych – używanych zwykle w  orkiestrach dętych. W swoich sonorystycznych improwizacjach używał blaszanych misek (przynajmniej na pierwszy rzut oka wyglądało to jak miseczka dla kota, jeśli było to coś innego to przepraszam). Pomiędzy pozornym chaosem dźwięków wydawanych przez Daisy’ego, Trzaska na swoich saksofonach tworzył muzykę o wiele bardziej uporządkowaną, opierającą się na powtarzających się melodiach. Narracja Trzaski była o  wiele bardziej tradycyjna, koncentrowała się na rytmie i melodii, czasami była wręcz ilustracyjna – muzyk kilka razy podczas koncertu wydawał z siebie bardzo przekonujące, zwierzęce odgłosy. Kiedy na scenie pojawił się Clayton Thomas trudno było skupić się na grze innych muzyków, zdecydowanie zawładnął sceną klubu. Zresztą trudno się dziwić, kontrabas w jego rękach rzadko brzmi jak kontrabas – dziwne dźwięki wydawane przez Thomasa skupiają na sobie uwagę, mimo że nie były najgłośniejsze.

Kilka podstawowych funkcji kontrabasu Thomasa:

a) kontrabas jako instrument perkusyjny

Pomiędzy pierwszą a ostatnią strunę wkładał drewniany patyk i uderzał o  niego drugim drewnianym patykiem, czasami też po prostu uderza patykiem w  struny.

b) kontrabas jako instrument elektroniczny

To oczywiście dość dyskusyjna metafora. Wkładając drewniany, albo metalowy pręt pomiędzy struny Clayton Thomas wywołuje niesamowite drgania, dysonans przypominający brzmienia znane z muzyki elektronicznej. Podobny efekt, ale bardziej naturalny wywołuje wsadzając pomiędzy struny tablice rejestracyjne.

c) kontrabas jako kontrabas

I to kontrabas nie byle jaki. Kontrabas przewodzący całemu zespołowi, przecierający nowe szlaki i  proponujące nowe rozwiązania. “It’s his soul; it’s that soul music . . . he will improvise; he’ll bring it from within himself. And this is what you and I want.” powiedziałby o tej muzyce Malcolm X.

W Polsce z tygodnia na tydzień słychać coraz więcej światowej sławy nazwisk ze sceny free-jazzowej, a Ken Vandermark gra u nas częściej niż niektórzy Polscy artyści. Mam nadzieję, że Daisy i Thomas będą wracać tu równie często.

Filip Lech

fot. Martyna Błotnicka





Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.