22.01.2017 08:56

Autor: Zuzanna

Przy herbacie z Oly. i Milky Wishlake (cz. 2)

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy: |


Przy herbacie z Oly. i Milky Wishlake (cz. 2)

O pisaniu piosenek, nowych projektach i odkryciach 2016 roku i kilku innych rzeczach, czyli wywiadu ciąg dalszy.

Mam nadzieję Kamil, że sączący się z głośników jazz cię nie rozprasza. Słyszałam, że mimowolnie rozkładasz każdą piosenkę na czynniki pierwsze.

Milky Wishlake: Bez przesady. Kiedyś tak miałem mimowolnie, ale umiejętność została wyciszona i wraca tylko na me zawołanie (śmiech). Choć kiedyś to było to naprawdę namolne, nie mogłem przez to słuchać radia. Myślę sobie: Boże, dlaczego wszyscy muszą pisać te same progresje akordów. Ale później zacząłem słuchać jazzu i stwierdziłem, że nie rozumiem nic z tego, co się tam wyrabia i to była dobra odtrutka (śmiech). Analizuję sobie, kiedy muszę szybko nauczyć się jakiejś partii; w takich tylko sytuacjach, zupełnie użytkowo.

Super. To kontynuujmy i może z dźwięków przeskoczymy na chwilę do tekstów. Ola, wspominałaś, że pełnią dla ciebie bardzo istotną rolę. Czytałam w jednym z twoich ostatnich wywiadów, że dzięki studiom zainteresowałaś się poezją amerykańską. Czy czerpiesz z niej teraz inspiracje do swoich nowych tekstów?

Oly.: Oczywiście tak. Ostatnimi czasy fascynują mnie artyści z nurtu The Black Arts Movement, głównie reprezentantki poezji kobiecej – takie jak Sonia Sanchez czy Audre Lorde. Obserwowanie różnic między poezją pisaną przez mężczyzn i kobiety jest bardzo ubogacającym doświadczeniem, uwrażliwiającym na rozmaite niuanse dotyczące postrzegania świata, ludzkiej emocjonalności itp. Pracę licencjacką też piszę o poezji afroamerykańskiej. Studiuję filologię angielską, więc nie ma jak od tego uciec (śmiech). Poza tym, bardzo lubię też twórczość Elizabeth Bishop czy Carol Ann Duffy. Sama piszę obsesyjnie rozmaite teksty, prozę, poezję, po polsku i angielsku. Być może przyjdzie kiedyś odpowiedni moment, by podzielić się tą twórczością. Kiedyś.

Jestem bardzo ciekawa, jak rodził się materiał, który znalazł się na waszych debiutanckich albumach. Jak wyglądał proces twórczy? Najpierw przyszła melodia, a za nią tekst, czy może na odwrót?

Milky Wishlake: U mnie, niestety, tekst nie jest tak starannie traktowany jak u Oli. W pisaniu piosenki do tej pory przychodził mi ostatni. Przyznam szczerze, że nie jestem jeszcze całkowicie z nich zadowolony. Nie znaczy to wcale, że do tej pory były one pisane z przymusu. To, czego się nauczyłem o sobie, to to, że pisząc numer, na samym początku, do końca nie jestem w stanie określić co czuję, o czym on będzie. Inaczej jest z melodią, w którą jestem zaangażowany od samego początku pracy i rozumiem jej emocjonalność. Dopiero kiedy słyszę utwór na późniejszym etapie, moja podświadomość podpowiada mi sama, co przez ten utwór chciałem powiedzieć. I ja to tak rozumiem, jako rozszyfrowywanie mojej intencji, samego siebie. Gdy układam tekst na końcu, wtedy już wiem: “Aha, ta piosenka była o tym”. Nie mam problemu z takim podejściem do pisania. Uważam, że jest to absolutnie zgodne z moją poznawczą naturą. Wiele piosenek faktycznie jest o tym, o czym chciałem napisać, ale dowiaduję się o tym dopiero na samym końcu procesu twórczego.

Jeśli chodzi o moją debiutancką płytę to mamy tam teksty o emocjach, których długo nie potrafiłem wyrazić – takich silnych, długoletnich, bardzo osobistych, związanych z uczuciem do kogoś bliskiego. To jest w pewnym sensie taka niepisana terapia, którą przeszedłem, pisząc te piosenki. Czasem zdarzą się też utwory, które są po prostu afirmacją czegoś pięknego. Lubię sobie czasem powiedzieć – to jest ładne, popatrzmy sobie na to, bo jest ładne (śmiech). Mam tak np. w utworze “Hidden” czy w EP-kowej “Sayaka”. I to są takie moje afirmacje świata. Jestem osobą skrajną, mam w sobie i dużo negatywnych emocji, i dużo bardzo pozytywnych. I to się nie wyklucza, mogę sobie spokojnie żyć w obu tych strefach. “Future For Me” jest np. o silnym uzależnieniu i pragnieniu czegoś więcej, zatracaniu się w tym, ale także o groźbie upadku. Moje piosenki, to takie moje zlepki emocji.

Oly.: U mnie jest bardzo różnie. Czasami siadam sobie w fotelu z ukulele i zaczynam grać. Czasem od razu wiem, o czym chcę opowiedzieć. Tak było w przypadku piosenki “To Linden”, która jest o moim dziadku, który zmarł kilka lat temu, jeszcze zanim wydałam płytę. Bardzo żałowałam, że nie może tego doświadczać razem ze mną, nie zobaczy, nie usłyszy. Stąd ogromna potrzeba by napisać utwór o nim, dla niego. Czasem trafiam na jakiś ciekawy artykuł, albo zdanie w książce, czy w internecie. Tak było np. z wielorybem (“The Lonelinest Whale on Earth”). Również czułam, że muszę zawrzeć tę historię w utworze, w końcu tak właśnie się wtedy czułam, jak to stworzenie, które nie mogło porozumieć się z żadnym osobnikiem ze swojego gatunku. A czasem jest też tak, że kiedy przychodzą chwile czy wydarzenia wywołujące silne emocje -pozytywne lub negatywne, to improwizuję, a dopiero na końcu, kiedy przesłuchuję nagranie uświadamiam sobie o czym śpiewałam.  Czasami na początku nie jest się w stanie przyznać, nawet przed samym sobą, o czym chce się opowiedzieć, a na końcu okazuje się, że utwór sam się opowiedział, wbrew naszej woli sam się określił.

Milky Wishlake: To jest właśnie taki fajny proces odkrywania samego siebie. Często czytałem o wielkich kompozytorach, którzy słyszeli muzykę w swojej głowie, zanim ją napisali. Myślę jednak, że część z tych historii jest mocno zmitologizowana. Ludzie muszą najpierw się wyrazić, coś wyrzucić, a dopiero potem zaczynają też rozumieć język muzyczny, jakim dysponują. Sam miałem na początku taki kompleks: “A ja do końca nie słyszę tej muzyki w mojej głowie. Czy ja mam to słyszeć, zanim napiszę?”. Dopiero potem się to odkrywa. OK, to tam jest, ale trzeba sobie trochę pomóc, prawda?

Czyli to magicznie nie spływa z nieba.

Milky Wishlake: Nie, choć Ola ma na przykład taki dar, że siada do gitary i po 5 minutach ma piosenkę gotową. Ja mam tak bardzo rzadko, ale myślę, że to też można wypracować. Czasami bywa też tak, że melodia nam się przyśni, jak było u mnie z “In Silence”.

Kamil, poza tworzeniem pod szyldem Milky Wishlake, a twoim zespołem jazzowym Quantum Trio, miałeś również epizod z pisaniem muzyki do spektakli teatralnych.

Milky Wishlake: To nie epizod. Robię to raczej regularnie. Piszę do spektakli tanecznych, spektakli dla dzieci. Zeszłej wiosny napisałem muzykę do spektaklu “Książeczka” warszawskiego Teatru Baj. Bardzo fajna sprawa, dostaliśmy ostatnio nawet nagrodę im. Korczaka. Będziemy na pewno dalej współpracować w 2017. Uwielbiam to robić, bo interakcja z aktorami czy tancerzami, to zupełnie coś innego. W pewnym sensie to oni mi mówią co mam robić. Powstrzymuje mnie to przed odpływaniem w dziwne rejony.

Chciałbyś też rozpocząć przygodę z muzyką filmową?

Milky Wishlake: Jak najbardziej tak. CZEKAM NA PROPOZYCJE. Wielkimi literami proszę to napisać.

Jasna sprawa. Ola, jeszcze chciałam cię podpytać o okładkę “Home”. Nadzwyczaj pasuje do twojej muzyki i klimatu tej płyty. Czy to był twój koncept, czy może kryje się za tym jakaś historia?

Oly.: To było połączenie różnych pomysłów i efekt burzy mózgów z Jędrzejem Guzikiem, autorem okładki. Od początku wiedziałam, że Jędrzej czuje klimat i mogę mu opowiedzieć o wszystkich swoich pomysłach i inspiracjach, i tak naprawdę o czym jest ta płyta. Chciałam zawrzeć całą jej esencję w warstwie graficznej. Przynosiłam na spotkania wywołane zdjęcia drzewa lipowego rosnącego przed moim oknem w rodzinnym domu. I wszystkie te patyczki, wycinki i artefakty, które kolekcjonowałam. Chciałam wszystko połączyć – krajobrazy, o których wcześniej rozmawiałyśmy, element domu, czyli właśnie widok z okna i moją fascynację kosmosem. To jedno z takich moich marzeń, z kategorii tych super nierealnych: polecieć w kosmos (śmiech). I jeszcze niebo. Uważam, że widok z mojego okna jest wyjątkowy. Ulica, przy której mieszkam jest nieoświetlona, więc nocą ciemność ogarnia dosłownie wszystko. Jedyne światło, to właśnie światło księżyca. Chciałam połączyć wszystkie te elementy układanki. Jędrzej przygotował grafiki techniką akwaforty. Potem oglądaliśmy odbitki na komputerze i stwierdziliśmy, że trzeba połączyć dwie sfery = realną i sferę marzeń, czyli kwiat lipy i księżyc.

Wyobraźcie sobie, że możecie na jeden dzień wskoczyć do wehikułu czasu i przenieść się do dowolnej muzycznej epoki, dekady. Gdzie byście się przenieśli?

Milky Wishlake: Wiem dokładnie. Koniec lat 60. XX wieku, kiedy rodziły się największe rockowe zespoły. Pink Floyd, Led Zeppelin, Queen troszkę później. Można było wtedy pójść na ich studenckie koncerty i usłyszeć jak to wszystko dopiero powstaje, pierwsze zabawy z elektroniką, świeżość gitarowych riffów. To są rzeczy, których nigdy już nie zobaczymy i nie odkryjemy od początku. Niestety, musielibyśmy wymazać sobie pamięć; choć poziom dzisiejszej muzyki świadczy o tym, że wielu ludzi faktycznie sobie wymazało. (śmiech)

Oly.: Czasem gdy się nad tym zastanawiam, myślę, że z jednej strony móc obserwować narodziny rozmaitych subkultur czy to w latach 70. czy 80. byłoby super. Ale z drugiej strony, wydaje mi się, że obecnie szybki dostęp do praktycznie każdej muzyki jest czymś niesamowitym. Ktoś mógłby powiedzieć, że to rozleniwia, umniejsza jej wartości. Ale możliwości dotarcia do tylu kontekstów, czerpania z nich inspiracji jest czymś, czego na pewno zazdrościliby nam nasi rodzice, będąc w naszym wieku. Dostępu do całej machiny kultury, całej wiedzy jej dotyczącej. Więc ja zostanę tu i teraz (śmiech).

Oboje macie na koncie świetnie przyjęte debiutanckie płyty, występy na wielu muzycznych festiwalach m.in. Open’erze. Co teraz? Macie już w głowie pomysły i plany na nowy materiał? Może nowy projekty, czy raczej przerwa na złapanie oddechu?

Milky Wishake: Właśnie skończyłem nagrywać drugą, podwójną płytę “Dualty” z moim trio jazzowym, która ukaże się w marcu. Jeszcze nie wiemy, gdzie ją wydamy, może własnym nakładem. W styczniu 2017 planujemy trasę koncertową z Quantum Trio, ale też trzy koncert jako Milky. Powoli też przygotowuję się do pracy nad drugą płytą. Mentalnie jestem gotowy, wiem dokładnie czego nie chcę robić i mam masę pomysłów, które zbierałem cały rok.

Oly.: Utwory na drugą płytę są już napisane. Powstało ich bardzo dużo, więc czeka mnie teraz ostateczna segregacja materiału, zamknięcie konceptu. Myślę, że w przyszłym roku, będę się już mogła podzielić nowym albumem. Wkrótce pierwsze informacje pojawią się w internecie. Nie mogę się już doczekać. Minęło sporo czasu od premiery “Home”. A dziś rano uzmysłowiłam sobie, że jest już pomysł na płytę numer trzy. Ale – wszystko stopniowo (śmiech).

To rzeczywiście będzie się dużo działo w 2017 roku. Za nami 2016 rok i etap muzycznych podsumowań. Czy przyniósł wam nowe odkrycia, utwory i płyty, które goszczą na waszych playlistach i są inspiracją?

Milky Wishlake: Ja non stop słuchałem Bon Ivera, starego i nowego. Pobieżnie przesłuchałem nowego Jamesa Blake’a, zostało ze mną kilka piosenek z tej płyty. No i nowa płyta Davida Bowie’go, którą odkryłem dopiero, jeżdżąc na nagrania płyty z chłopakami z Quantum Trio. Słuchaliśmy wtedy właśnie “Bon Iver, Bon Iver” na zmianę z “Blackstar”. To w zasadzie moje dwie płyty roku. Takich orkiestracji saksofonowych jak u Bowiego, to jeszcze nigdy nie słyszałem i nic długo pewnie nie zrobi na mnie takiego wrażenia, jak ten album.

Oly.: U mnie niemal cały rok minął z Patrickiem Watsonem i płytą “Love Songs for Robots”. Jest mi ogromnie bliska z różnych powodów – muzycznych, emocjonalnych. Oprócz tego nowe Radiohead. W tym roku również na nowo pokochałam Arcade Fire, odświeżyłam sobie m.in. ich płytę “The Suburbs”, obsesyjnie słuchaną w liceum. I jeszcze nowa płyta Agnes (Obel).

Milky Wishlake: Ja jeszcze chciałem dodać swoje dwa koncertowe odkrycia tego roku. Dwa polskie zespoły. Najlepszy na świecie SALK i Julia Marcell. To są takie bomby, że ja pi*.

Również się zgodzę. Dziękuję wam za rozmowę. Było mi niezmiernie miło. Czekam z niecierpliwością na nowy materiał i do zobaczenia na koncercie.

Zuza Zaręba
zdjęcia: materiały prasowe Nextpop




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.