02.12.2010 15:23

Autor: Maria

Prześliczna wiolonczelistka 2.0

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


IMG_4922.JPG Dzięki ci Panie za emancypację! Gdyby nie to, nie śniło by się człowiekowi, że kobieta może grać na basie w rockowej kapeli, a że odchodzi z zespołu i zakłada własny projekt, już w ogóle! To, co Melissa Auf der Maur pod własnym nazwiskiem zrobiła w poniedziałek we Wrocławiu, pretenduje do miana najlepszego koncertu rockowego na polskiej ziemi, co najmniej w tym roku!

Melissa z zespołem jest właśnie w trasie koncertowej, promującej drugi solowy  album “Out of Our Minds”. Na płycie gościnnie udziela się Glenn Danzig, a także muzycy Nine Inch Nails, Helmet oraz Battles. Przy projekcie z Melissą współpracują także Billy Corgan oraz Ryan Adams.

Koncert gwiazdy wieczoru supportował Troy Von Balthazar. Jego występ zasługuje na osobny artykuł. Jeśli miałabym jego twórczość porównać do czegoś co znam, to byłaby to krzyżówka Czesław Śpiewa z Bajzlem. Jednoosobowy człowiek orkiestra, który radził sobie sam na scenie z pomocą niewyszukanego instrumentarium, jak niepodłączony keyboardzik, gitara elektryczna, nagrywane na żywo dźwięki, puszczane w tle jako loop, czy dźwięki fortepianu puszczane z boom boxa “bo fortepian nie zmieścił się do mojego plecaka”. Piosenki smutne, magiczne, ale czarujące, skupiające uwagę na dźwiękach i słowach wyśpiewywanych delikatnym głosem Troya.

Melissa wyszła na scenę przy pierwszych wibrujących dźwiękach gitar. Drobna, szczupła kobieta, z grzywą rudych włosów, z gitarą prawie tak dużą jak ona sama. Pierwsze dźwięki jej głosu, jak i gitary basowej, na której gra, nie pozostawiły jednak wątpliwości, że na scenie stoi kobieta silna, doświadczona i utalentowana. Koncert na żywo ujawnił wiele możliwości głosowych Melissy, których nie słychać na płytach. Śpiewa dźwięcznie, potrafi wejść w wysokie rejestry, jak i zaśpiewać nisko, do tego niekwestionowany talent do gry na basie. Wraz z muzykami Melissa stworzyła niemal 2-godzinny spektakl ze świateł dobrej, mocnej muzyki, bez zbędnych ozdobników, czy syntetycznych dodatków. Kanadyjka potrafi świetnie łączyć melodie spokojne, z ostrymi, gitarowymi elementami, w utworach potrafi znaleźć doskonały balans pomiędzy grą, a wokalem, przez co utwory są wyważone, a przy tym zyskują wspaniały klimat. Koncert stworzył dźwiękową podróż na granicy mocnej jawy i bajkowego snu, nasyconą niepowtarzalnym klimatem, która potrafi wciągnąć bez reszty. Melissa Auf der Maur tworzy muzykę rockową, wciągającą, ale czarującą, tak, jak tylko kobieta czarować potrafi.

Poza tym, MAdM genialnie czuje się w roli gwiazdy! Znów, podobnie jak w czasach gdy grała, ze Smashing Pumpkins, jest jedyną kobieta na scenie, kocimi ruchami porusza się miedzy mikrofonem i stolikiem, wygina się, tańczy, wczuwa całym ciałem w tworzona muzykę. Co ważne, poza dobrym samopoczuciem na scenie, potrafi tą lekką atmosferą zarazić publiczność i utrzymać z nią kontakt, zbliżyć słuchaczy do siebie. W przerwach miedzy utworami, zamiast rozglądać się na boki, MAdM opowiadała o tym, co jej się we Wrocławiu spodobało, o zasłyszanych pogłoskach, o świetnych festiwalach rockowych. Proste elementy, komplementy, ale nie na poziomie 30 Seconds To Mars, którzy chcą być Polakami, ale realne zainteresowanie miejscem, w jakim się aktualnie znajduje. Melissa na tym koncercie dała z siebie wszystko. Szkoda tylko, że jak zwykle w przypadku dobrej muzyki, nie dopisała frekwencja wśród publiczności.

tekst & foto: Maria Grudowska.

Zobacz więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.