08.10.2009 16:58

Autor: Michał Wieczorek

Premiera “Serenity is Only a Brainwave” w Saturatorze

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


  IMG_2692.jpg Ten koncert był jak podróż w czasie i przestrzeni. Zarówno za sprawą miejsca, jak i zespołów.

Najpierw na scenę (o ile niziutkie podwyższenie w piwnicy Saturatora można tak nazwać) weszli goście i przyjaciele gospodarzy wieczoru, warszawski kwartet Rachael, który wystąpił jako… trio. Zabrakło Olgi, ale chłopaki niezrażeni tym osłabieniem dali z siebie wszystko. Brak Olgi spowodował utwardzenie brzmienia i trochę oryginalności, bo dwugłos Majka i Olgi jest najbardziej charakterystyczną cechą zespołu. Mimo tego braku krótki (tylko pięć piosenek) występ Rachael był chyba ich najlepszym, jaki widziałem. Zagrali mocno, z wykopem, nie tracąc jednak swojego miejsko-psychodelicznego klimatu. Zaprezentowali też nowe piosenki, które mają zostać wydane jeszcze w tym roku.

Rachael oglądało niezbyt dużo osób. Myślałem, że na Spoudsach będzie podobnie. Tym większe było moje zdziwienie, że Saturatorowa piwnica pękała w szwach. Ledwo znalazłem sobie miejsce, ale jak już je znalazłem, okazało się, że nie mogłem lepiej wybrać, bo widziałem wszystko jak na dłoni, co wcale nie było takie oczywiste.

Wraz z pierwszymi dźwiękami Spoudsów rozpoczęła się moja podróż. 15 lat wstecz i jakieś 10 tysięcy kilometrów na zachód. Znalazłem się gdzieś w Stanach, w piwnicy jednego z domów grał amatorski zespół. Gdyby ktoś nagrał ten koncert i umieścił na Youtube, jedyną wskazówką, że to odbyło się w 2009 roku byłyby ciuchy. I tyle, zadymiona piwnica, monumentalny post-punk The Spouds mogłyby znajdować się na przykład w New Jersey.

Zagrali wszystkie kawałki z płyty (“Broken Sound” i “Crisis” oczywiście z towarzyszeniem saksofonu), było też trochę staroci, w tym moje ulubione “Oil Station”, były też zupełnie nowe utwory. Chłopaki grali z pełnym zaangażowaniem, nie żałując instrumentów ani gardeł.

Bywało też zaskakująco. W pewnym momencie ze sceny zszedł Paweł, a za gitarę złapał Kuba, wokalista.  Tak zagrali jeden kawałek, po którym skład wrócił do normy. Pod koniec Kuba usiadł na ziemi i po prostu słuchał, jak grają jego koledzy.

Koncert był naprawdę wyśmienity, idealny na premierę EPki. Jeszcze długo po koncercie chodziły mi po głowie ich piosenki.

Michał Wieczorek

Zdjęcia autorstwa Anny Kieblesz:

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.