28.11.2009 19:47

Autor: Zylka

port-royal – “Dying In Time”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


portroyal.jpg port-royal – “Dying In Time”
Isound Labels/EMI Music Poland/2009

Port Royal to dawna stolica Jamajki, ale nie o Jamajce będzie dzisiaj mowa. Raczej o zimnych, elektronicznych dźwiękach przypominających nam krańcowo-północne rejony Europy, które pochodzą jednak prosto… z włoskiej, słonecznej Genui.

port-royal (bo tak zespół zastrzega sobie oryginalną pisownię nazwy) to ambientowy projekt muzyczny prosto z Włoch. Swoimi dźwiękami prowadzi nas jednak na przekór swojemu pochodzeniu zdecydowanie ku zimniejszym klimatom, tak jakby w jednym miejscu spotkało się M83, Sigur Rós i Lykke Li.

Zespół po dwóch latach prezentuje nam swój nowy, trzeci album pod tytułem “Dying In Time”, na którym linia demarkacyjna pomiędzy synth-popem, shoegaze a trance jest nie do uchwycenia. Zwróciłem na ten album szczególną uwagę, gdyż do nagrania owego albumu Włosi zaprosili naszych, polskich wokalistów. I tym oto sposobem swój udział w płycie (wokalny i tekstowy) zaznaczyli tacy artyści jak Natalia Fiedorczuk, znana z projektu Nathalie And The Loners, Natalia Grosiak (Digit All Love, Mikromusic) oraz Michał Wiraszko (Muchy). Poza naszą trójką na płycie wokalnie udziela się Linda Bjalla oraz Pascal Asselin.
“Dying In Time” to jedenaście utworów, które jednak nie sposób odsłuchać pojedynczo. Ta płyta to wyraźna, całościowa kompozycja. Nie drażni, nie męczy, mimo że niemalże cała wykonana jest z przeróżnych sampli i syntezatorowych dźwięków, o dziwo, koi nasze uszy. Większość z kompozycji to długie, siedmio-/ośmiominutowe melodie, które leniwie uchodząc z głośników mogą stać się idealnym podkładem na zimowe, śnieżne dni. Dopiero po połowie płyty, w okolicach utworu “Susy: Blue East Fading”, Włosi przyspieszają, robią to jednak w tak subtelny sposób, że mimo iż wyraźnie wyłapujemy rytmiczny bas, czujemy się tak lekko, jak w “Deep Blue Day” Briana Eno.

Szalenie ważnym dopełnieniem muzyki na tym albumie są teksty. Choć wszystkie napisane w języku angielskim, i to przez artystów nieoperujących tym językiem na co dzień, pokazują, że można jednak ubarwić tym językiem muzykę, dodać jej głębszego przekazu. Niestety, żeby je dobrze zrozumieć trzeba jednak dzierżyć w dłoniach wkładkę z płyty, gdyż przepuszczenie przez różnego rodzaju syntezatory, wyciszenia i modulacje wokali nie zawsze pozwalają na zrozumiały odsłuch.
Album kończą trzy kompozycje instrumentalne pt. “Hermitage” (z angielskiego “pustelnia”), które świetnie obrazują nastrój tej płyty. Nastrój melancholii, psychodelii i niewyobrażalnej, odrobinę mistycznej radości z kontaktu z tą płytą. Najlepiej byłoby znaleźć się w pustelni słuchawek i poświęcić godzinę oraz 12 minut na pełen, nieprzerwany odsłuch “Dying In Time”. Jeżeli ktoś pożałuje, zwracam poniesione koszty.

Krzysiek Żyła

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.