17.04.2010 10:51

Autor: marcin

Polski rock A.D. 2010 – ostatni papieros skazańca?

Kategorie: Czytelnia, Felietony, POLECAMY

Wykonawcy: | | | | | | | | | |


notatnik3.jpg Polski rock A.D. 2010 – ostatni papieros skazańca?

Dosyć obszerne spojrzenie na kondycję polskiego tekściarstwa rockowego w ostatnich latach.

Końcówka zimy 2010 roku to ważny okres dla polskiej muzyki rockowej. Marną sytuację na rynku starali się ratować przedstawiciele trzech pokoleń. Pierwsi do walki przystąpili ci najstarsi – po pięciu latach przerwy w pełni autorską płytę “Dodekafonia” wydał zespół Strachy Na Lachy. 1 marca światło dzienne ujrzał materiał Lao Che zatytułowany “Prąd stały/Prąd zmienny”. Dzień Kobiet uświetniła premiera drugiego wydawnictwa najbardziej obiecującej młodej kapeli – Muchy wypuściły “Notorycznych debiutantów”.

Te trzy płyty miały dać odpowiedź na pytanie, w jakim miejscu znajduję się polska scena rockowa. Czy głosy o kryzysie, ostatecznym upadku nie były zbyt przedwczesne? Czy słowa z tytułowej piosenki najnowszego wydawnictwa Much: “To będzie dobry rok bez rocznic i postanowień, bez wspomnień i rozczarowań” znajdą odzwierciedlenie w rzeczywistości? Dość już mamy rozczarowań! Te trzy płyty miały uświadomić nam przede wszystkim, jaka jest naprawdę kondycja polskich tekstów.

muniek_artykua.jpg “Kapele, które dziś słyszę, nie mówią nic o moim życiu” – śpiewa Muniek Staszczyk, lider T.Love, w piosence “Kapeloland”. Podobne obserwacje ma wielu słuchaczy, dla których tekst jest ciągle istotną kwestią w odbiorze utworów. Oni zgadzają się ze słowami Grzegorza Ciechowskiego, który uznał kiedyś, że to właśnie ten element stanowi o wartości płyty. W okresie, kiedy kult władzy został wyparty przez kult pieniądza, ciężko jest odnaleźć wykonawców, których teksty można określić jako “ważne”. Nie ma się przeciwko czemu buntować, więc nie ma o czym śpiewać. Istnieje ciągle nisza, która próbuje odnaleźć swoje miejsce na rynku muzycznym. Tylko że ci, na których można było kiedyś liczyć, powielają stare pomysły, narażają się na śmieszność i stają się karykaturą samych siebie. A kiedyś było tak pięknie?

Kazik Staszewski, Krzysztof “Grabaż” Grabowski czy Muniek Staszczyk zdobyli przed kilkudziesięcioma laty popularność i szacunek nie dlatego, że dysponowali niespotykanymi walorami głosowymi, ale z powodu liryków, wychodzących spod ich rąk. Dodatkowo chwytliwe melodie sprawiły, że zespoły tychże artystów (Kult, Pidżama Porno, T.Love) zaczęły odgrywać ważną rolę na rynku muzycznym i zdobywały olbrzymią popularność.  Kazika, Grabaża i Muńka łączy ze sobą to, że zaczynali karierę niemal w tym samym momencie i pierwsze kroki stawiali na scenie niezależnej, związanej w tamtych czasach głównie z punk rockiem. Nie ma jednak co ukrywać, że najmłodszy z nich ma już na karku 44 lata. W tym wieku można powoli rozpoczynać proces odcinania kuponów od sławy. Trudno oczekiwać, by ciągle śpiewali o rzeczach istotnych dla młodego pokolenia, które jest głównym odbiorcą muzyki rockowej. To młodzież wypełnia sale koncertowe i tym samym jest zasadniczym źródłem zarobków artystów. Paradoks polega na tym, że mimo wyraźnego spadku formy, Kazik, Grabaż i Muniek nie znikają ze świecznika. Dlaczego? Może brakuje następców? Gdzie ich szukać?

Agnieszka Szydłowska, dziennikarka radiowej Trójki, wyróżnia dwie grupy wartych uwagi tekściarzy, funkcjonujących współcześnie w naszym kraju. Pierwsza to “autor – lider zespołu” i tu wymienia Kazika, Grabaża oraz wokalistę Cool Kids Of Death, Krzysztofa Ostrowskiego. Cechuje ich “sprzedawanie własnego światopoglądu, bezpośredni kontakt ze słuchaczem, bez bariery językowej, połączony z ochotą na zmaganie się z językiem polskim”.  Drugą grupą są muzycy, dla których tekst stanowi “wyzwanie artystyczne”. Obok Katarzyny Nosowskiej i Marcina Świetlickiego, Szydłowska wymienia tu także Huberta “Spiętego” Dobaczewskiego, wokalistę Lao Che, który w ubiegłym roku zadebiutował również solowym albumem. O jedynej kobiecie w tym gronie, Nosowskiej, dziennikarka mówi, że to nie tylko jedna z najlepszych “tekściarek” w naszym kraju, ale i na świecie.

ostrowski.jpg Najmłodszy w tym gronie jest Krzysztof Ostrowski (34 lata) i to właśnie on, wraz z Jakubem Wandachowiczem dokonali w ostatnich latach największej rewolucji na polskim rynku muzycznym. Kiedy w 2001 roku pojawiła się debiutancka płyta Cool Kids Of Death, młodzi ludzie mogli  krzyknąć: “wreszcie to są słowa o moim życiu!”. Piosenki nie nadawały się do wspólnego śpiewania przy ognisku, ale kto teraz ma czas na takie inicjatywy? CKOD mieli być zarzewiem buntu. Funkcjonowali jako przedstawiciele “generacji nic”, sprzeciwiali się zastanej rzeczywistości,  “intelektualnej pustce” rówieśników. “Wszelka refleksyjność to błąd, słabość, (…) liczy się tylko to, co zwierzęco doraźne. Propagowane są takie cechy jak przebojowość, elastyczność, różnie umotywowana hipokryzja i życiowe cwaniactwo” – pisał o nowej rzeczywistości Wandachowicz w manifeście zamieszczonym w “Gazecie Wyborczej”. Zespół śpiewał więc na debiutanckiej płycie: Chcemy nowych piosenek / Chcemy nowego życia / Chcemy nowej miłości / Chcemy nowych miejsc (…). Stopniowo jednak bunt ten malał, sami członkowie ironicznie zaczęli się wypowiadać o tekstach z początkowego okresu funkcjonowania. Przyznali nawet, że znudziło im się już odgrywanie hymnu “generacji nic”, “Butelki z benzyną i kamienie”. To była prawdopodobnie jednak tylko jedna z kolejnych póz CKOD, bo na ostatnim albumie “Afterparty” znów słyszeliśmy liryki w podobnym, buntowniczym stylu: “To ja bez barw / To ty w czerni i w bieli / To my wzrok wbity w chodnik / Kolejny rok na tym samym przystanku”. Borys Dejnarowicz, muzyk i dziennikarz m.in. Radia Euro stwierdził, że “na popularność CKOD bez wątpienia wpłynęły teksty, z którymi identyfikują się młodzi słuchacze”.  Pojawia się jednak pytanie, czemu po sukcesie łódzkiej kapeli nie pojawił się na rynku żaden zespół, który próbowałby poruszać równie ważne kwestie dla młodego pokolenia? Ostatni utwór łódzkiej kapeli “Got 2 Kill This Dog” nagrany z Hellow Dog uzmysławia, że następcy są potrzebni jak najszybciej. Choć czy to naprawdę konieczne?

Borys Dejnarowicz mówi: “Sądzę, że w pewnych kręgach teksty piosenek są nawet ZBYT ważne (np. w środowisku skupionym wokół magazynu “Lampa”), co niejednokrotnie ułatwia promocję mało kreatywnym muzykom, którzy są uzdolnieni literacko, a przeszkadza się wybić utalentowanym artystom, którzy nie umieją pisać dobrych tekstów. Moim zdaniem w muzyce chodzi głównie o muzykę – tekst to zaledwie bonus. Literatury doszukiwałbym się głównie w… literaturze”. Opinia Dejnarowicza jest jednak odosobniona. Słuchacze często oczekują czegoś więcej niż tylko melodii, choć trudno wyobrazić sobie, by większą uwagę zwrócił tekst napisany do słabej muzyki. Hubert Wiśniewski, wokalista zespołu The Black Tapes, jednego z najlepszych debiutantów ubiegłego roku, mówi: “W środowisku, z którego się wywodzimy, tekst był zawsze ważnym elementem. Są  piosenki, które lubimy mimo słabego tekstu. Myślę jednak, że to są wyjątki, bo nie da się na dłuższą metę słuchać utworu, która posiada strasznie głupi albo nieudolnie napisany tekst.”

W dzisiejszych czasach młodzi ludzie opornie sięgają po nową muzykę. Metoda “reminiscencji”, wedle której podobają się tylko melodie już kiedyś usłyszane, ma się całkiem dobrze. Pewnego rodzaju ratunkiem są letnie festiwale, przyciągające tłumy młodzieży. Tam dobór kapel jest determinowany wieloma czynnikami, głównie finansowymi, ale i także potrzebą schlebiania gustom widzów. Michał Wiraszko, wokalista zespołu Muchy, a także dyrektor artystyczny festiwalu w Jarocinie, twierdzi, że ciężko w obecnych czasach “ustawiać program koncertowy wyłącznie pod swoją wizję“. Warstwa liryczna jest jednak dla niego jednym z kryteriów doboru wykonawców, “może nie kluczowym, ale nigdy nie pomijanym“. Patrząc na line-up ostatniej edycji, trudno oprzeć się stwierdzeniu, że Wiraszko miał spory problem. Obok zagranicznych gwiazd i legend polskiej muzyki (Tilt, Myslovitz, Armia, Kazik Na Żywo) na scenie pojawiło się niewielu młodych wykonawców (Rockaway, Kumka Olik, The Black Tapes).

renton_artykua.jpg Nastolatek wróci jednak do domu i znów na swoim komputerze włączy piosenki Pidżamy Porno lub ewentualnie Cool Kids Of Death. Brak życiowych tematów wydaje się więc jednym z podstawowych problemów naszej rodzimej rockowej sceny. Marek Karwowski, wokalista zespołu Renton, częściowo zgadza się ze słowami utworu T.Love: “Kapele, które dziś słyszę, nie mówią nic o moim życiu: Jeśli potraktować ten cytat dosłownie, to zgadzam się z Muńkiem – mi też jest trudno przejrzeć się w większości polskich tekstów. Może dlatego zacząłem pisać je sam? (śmiech) Jeśli natomiast odczytam ten cytat jako pytanie o głos pokolenia, czy zarzut, że obecnie teksty są miałkie, to nie mogę się z nim zgodzić. Nawet jeśli ktoś znajduje w nowej muzyce mniej ważkich treści, to po prostu oznacza, że obecne pokolenie jest bardziej beztroskie. Wszystkie teksty, jakie by nie były, są odzwierciedleniem pokolenia, które je tworzy. Wystarczy je odpowiednio czytać.”. Wnioski Karwowskiego są z pewnością słuszne. O otaczającej nas rzeczywistości dowiemy się więc prawdopodobnie więcej z ust przedstawiciela starszej generacji. Na najnowszej płycie zespołu Strachy Na Lachy, w jednym z utworów Grabaż zaśpiewał: “Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja“, a w innym: “Śpiewam już tylko o Polsce i o złej miłości złe piosenki o złym systemie / Polska przychodzi do mnie tylko po autograf, dla miłości zaś jestem złudzeniem.” Rodzi się jednak pytanie – czy ten przekaz trafia jeszcze do młodego człowieka?

wiraszko.jpg Na młodej polskiej scenie rockowej mamy do czynienia z jeszcze jednym zjawiskiem. W 2005 roku na rynku pojawiła się debiutancka płyta The Car Is On Fire. Według Michała Wiraszki to właśnie ona “pokazała, że album w całości zaśpiewany po angielsku może zdobyć popularność”. Wkrótce nastąpił wysyp zespołów, które odkryły dla siebie Wielką Brytanię. Niektórym strategia ta się opłaciła (Renton, L.Stadt, The Black Tapes), dla innych nie do przeskoczenia okazał się np. akcent, który w ich przypadku stawał się niebezpieczną mieszanką “polinglisz”. Borys Dejnarowicz, współzałożyciel The Car Is On Fire i autor sukcesu kapeli, mówi: “Dziesięć lat temu nowe polskie zespoły śpiewały głównie po polsku. Potem przyszła do nas moda z Wysp i w połowie mijającej dekady obowiązującym wzorcem stały się teksty angielskie. Niedługo przyjdzie pewnie kolejny trend“.  Kwestią sporną pozostaje, czy ilość grup wpatrzonych w Wielką Brytanię nie przekracza granic zdrowego rozsądku. Tym bardziej, że wiele z nich ma poważne problemy z dobrym opanowaniem języka angielskiego.  Wiraszko mówi: “Mam nadzieję, że bezpowrotnie minęły czasy tekstów ograniczających się do składni typu I love you in my dreams, my angel. Dominacja angielskich tekstów jest raczej efektem łatwości pisania w tym języku i jednocześnie trudności sprawnego użycia nieśpiewnego – bądź co bądź – języka polskiego.  Cała sztuka w tym, aby unikać banału. Osobiście foruję pisanie polskich piosenek, bo zawsze sprawny, polski tekst, będzie miał ogromną siłę rażenia w naszym kraju“. Hubert Wiśniewski, który ze śpiewaniem po angielsku radzi sobie przyzwoicie, w ogóle nie zauważa problemu: “Do muzyki, którą gramy nie pasuje język polski lub też ja nie umiem go dopasować”.   Kłopotem jest dla niego branża muzyczna i słuchacze, którzy nie potrafią poradzić sobie z tym zjawiskiem. Agnieszka Szydłowska twierdzi, że wydawcy często naciskają na wykonawców, by ci śpiewali w ojczystym języku, gdyż wtedy łatwiej o popularność we własnym kraju. Wiśniewski zdaje sobie sprawę, że porzucenie angielskiego, byłoby korzystne dla popularności The Black Tapes, ale nie zamierza rezygnować:  “Czy w Szwecji, Norwegii czy Niemczech ktoś pyta rock ‘n’ rollowe zespoły, takie jak The Hives, Turbonegro, Hellacopters czy The International Noise Conspiracy, czemu śpiewają po angielsku? Wątpię. U nas ten temat jest strasznie wałkowany i mam wrażenie, że jeszcze przez kilka dobrych lat nie pozbędziemy się tej polskiej specyfiki.”

Jest jednak w naszym kraju zespół, który obecnie przechodzi “językową metamorfozę”. Renton porzucił śpiewanie po angielsku i spotkało się to z pozytywną reakcją krytyków i publiczności. Sami twierdzą, że nie ulegli namowom “branży”, ale była to ich własna decyzja. Marek Karwowski mówi: “W zeszłym roku dziennikarka, Ula Kaczyńska, zaproponowała nam, żebyśmy przygotowali na jej autorską kompilację cover jakiegoś polskiego przeboju z lat 80. Stwierdziliśmy, że to może być dla nas ciekawy sprawdzian. Wybraliśmy utwór Anny Jurksztowicz “Stan Pogody” i efekt naszej pracy nam się spodobał. Okazało się, że Renton po polsku może zabrzmieć bardzo dobrze. Dlatego też ciągle jeszcze badając grunt, nagraliśmy nasz pierwszy w pełni autorski numer w ojczystym języku “Lubię w klubie”. Okazało się też, że dużo lepiej czuję się na koncertach śpiewając do polskiej publiczności po polsku. Dlatego bardzo się cieszę z tego, że mamy już materiał na naszą nową, w całości polskojęzyczną płytę, którą za moment zaczynamy nagrywać. ” Premiera nowej płyty Renton przewidziana jest na połowę 2010 roku.

Może więc nie jest jednak tak źle z kondycją polskich tekstów na scenie rockowej? Może sztucznie tworzymy problemy? Odpowiedź brzmi: NIE!!! Kiedy przyjrzymy się artystom innych gatunków muzycznych, wnioski będą jeszcze bardziej smutne. Skoro oni potrafią, to coś jest nie tak. Pablopavo, jeden z trójki wokalistów reggae-owego zespołu Vavamuffin, zadebiutował w zeszłym roku solowym albumem “Telehon” i wyrósł w jednej chwili na jednego z najlepszych tekściarzy naszego kraju. Duże poparcie ma Michał Hoffmann, czyli Afrojax z Afrokolektywu. O jego talencie pozytywnie wypowiada się Wiraszko: “To teksty przenikliwe, porażające inteligentnymi odwołaniami i porównaniami, naszpikowane błyskotliwością”. Karwowski dodaje: “Afrojax posługując się prostym językiem tworzy teksty bardzo błyskotliwe. Jest w nich dużo autoironii, dystansu do samego siebie i świata – wydaje mi się, że tego brakuje na naszym rodzimym podwórku“.  Agnieszka Szydłowska wskazuje jeszcze inne nazwiska.: “Warto zwrócić uwagę na Zuzę Wrońską (Ballady i Romanse) – jak dobiera słowa, jak lapidarne opisy budują historię, naiwne słowa oddają trudne tematy. Warto również wsłuchać się w teksty na płytach Pustek, na najnowszej – “Kalambury”  jest jeden tekst Radka Łukasiewicza, który w otoczeniu wierszy uznanych poetów w ogóle nie blednie“. Pustki reprezentują rock, ale niestety, jedna kapela to stanowczo za mało.

Czy nowe płyty Strachów Na Lachy, Lao Che i Much spełniły oczekiwania? Największe nadzieje wyzwalał album tych ostatnich. Borys Dejnarowicz powiedział: “Wiraszko na pewno aspiruje do miana kolejnego “wieszcza” młodego pokolenia w Polsce. Po drugim albumie Much będziemy wiedzieć więcej na ten temat“.  Teraz już wiemy i wnioski nie są zbyt wesołe. Wiraszko trochę się potknął, ale jest jeszcze za wcześnie, by ponownie śpiewać starą piosenkę Dezertera: “Łatwa muzyka i debilne słowa / Oto polska młodzież zwarta i gotowa / Listy przebojów, fascynacja kiczem /Oto polska młodzież, która jest niczym“. Nie, aż tak źle nie jest?

Michał Stępniak




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.