24.01.2011 16:30

Autor: Kuba

Pogodno w Puzzlach – relacja

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | |


IMG_6480.JPG O narkomanii, alkoholizmie i rzeczywistości w krzywym zwierciadle na uroczym koncercie w samym centrum Wrocławia.

Wrocławski klub Puzzle jest dla mnie bardzo interesującym miejscem znajdującym się w centralnej części Rynku. Przyjemnie schowany w jednym z przejść stanowi genialne miejsce do spędzenia miłego wieczora w ciekawym towarzystwie, przyjemnej muzyce i około-designerskim klimacie, który miło się udziela. Jednak w czwartek, po zmierzchu, w zatłoczonym klubie dawało się odczuwać dziwną emanację mocy, nerwowe wyczekiwanie. Na neonowej scenie wystąpić miał zespół, który przeżył swój upadek, a zaraz później powstał niczym feniks z popiołów wydając, bądź co bądź, całkiem dobry album, pomimo diametralnej zmiany składu. Mowa tu o Pogodno.

Zaczęło się niewinnie. Jacek “Budyń” Szymkiewicz pojawił się ze swoją gitarą w odległości ok. 1 metra od mojej twarzy poczynając pobrzękiwać z pozoru chaotyczny motyw. Kolejne instrumenty powoli się dołączały, aż wszystko utworzyło sielankową, karkołomną całość. Wszystko grało razem, lecz obok siebie, brudząc i budując wyłaniające się utwory – potwory. Nowy skład widocznie wpłynął na swego rodzaju świeżość. Świetnie zbudowana sekcja rytmiczna, którą reprezentował Bajzel (zastąpił on Damiana Pielkę) ze swoją kosmiczną gitarą z wbudowanym Kaossilatorem oraz Paweł Osicki na perkusji, który wydawał się czasem zagubiony, lecz mimo wszystko uśmiech na twarzy i rytmiczne szaleństwo, jakim nas raczył pokazało, że dobrze się bawi. Do tego doszły genialne partie dęte i powstało niezłe instrumentarium.

Lecz widać było już na pierwszy rzut oka, że to Budyń jest reżyserem tego show. Jego kontakt z publicznością, który w kulminacyjnym momencie przerodził się w aktorską grę pijaczyny wyzywającego cały świat, wymagającego skupienia zaćpanego megalomana chcącego rozkazywać całej publiczności pokazał żywioł. Był to tak kiczowaty i pastiszowy moment, który jednak  trzymał w napięciu, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że Budyń jest  genialnym liderem i obecnie jedynym motorem zespołu, który w jakiś sposób nawiązuje do tego, co było.

Muzycznie było to dość złożone i bardzo emocjonalne widowisko. Psychodeliczne kompozycje przeskakiwały stylistycznie przez cały koncert. Czasem było wolno i spokojnie, czasem energia niemal wymykała się spod kontroli i powodowała palpitację serca. Były różne przyśpiewki: gdzieś przewinął się fragment tekstu Edyty Bartosiewicz, Bajmu czy “Snu o Warszawie” Niemena. Do tego pojawił się nawet mistyczny fragment “Ave Maria” i różnego rodzaju śmieszne przyśpiewki Budynia. Standardowo Szymkiewicz nie stronił od mocnych tekstów i sporej ilości wiązanek, ale kto zna Pogodno, ten wie, czego się spodziewać. Choć improwizacji było pełno, dało radę wyłapać hity, jak “Zasilanie”  czy “Narkotyki” ze zmienionym na bardziej aktualny tekstem o dopalaczach, zaś finałowe “Poli” z solowego repertuaru Budynia zakończyło się “scenicznym samogwałtem” używając słów wokalisty, gdyż ten zaczął w takt refrenu Policzalni, niepowtarzalni liczyć obecnych w klubie. Skończył na 183.

Nowe Pogodno odrywa się troszkę od poprzedniego składu. Jest tu mniej teatralnie, bardziej psychodelicznie, pokrętnie pod względem muzycznym. Budyń nie ma już tak wielu hamulców, w pełni się rozwija. Choć czasem to wszystko wydawało mi się podobne do jego solowego projektu, to nie przeszkadzało mi to w powiedzeniu, że Pogodno AD 2011 to całkiem prężnie działająca maszyna. Świetny koncert, świetna muzyka, genialna atmosfera. Oby takich więcej.

Kuba Serafin

fot. Maria Grudowska


wyszperaj coś więcej ▼





Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.