Podsumowanie roku 2009 / Michał Wieczorek


więcej: #1 #2 #3 #4 #5 #6 #7 #8 #9

Podsumowanie roku 2009
/ Michał Wieczorek

Arctic Monkeys – “Humbug” (recenzja)

arctic-monkeys-humbug.jpg

O tym, że w XXI wieku w odwiecznym rock’n'rollowym pojedynku prowadzi Ameryka, wiadomo nie od dziś. Nowa płyta Arctic Monkeys jest kolejnym dowodem. Jak to? – ktoś może zapytać. Ano tak to, że pojechali do Stanów i nagrali swoją najlepszą płytę. Ot tak, po prostu. Pożegnali się z tanecznością poprzednich płyt, dorzucili trochę piasku (za namową Josha Homme’ego – producenta płyty), teksty Turnera są jeszcze lepsze, nabrali pazura, którego nie boją się pokazywać. A jeszcze nie tak dawno oświadczenia zespołu, że największą inspiracją podczas nagrywania “Humbuga” był Black Sabbath, brzmiały abstrakcyjnie. Wbrew tytułowi to wcale nie jest żaden przekręt.

The Black Tapes – “The Black Tapes” (recenzja)

theblacktapesaaa.gif

Misiaki nie zawiodły i po raz drugi pokazały, jak wygląda prawdziwy punk. To nie żaden kult, pidżama porno czy inne nasze przaśne wynalazki. Tejpsi grają punk bez obciachu czy poczucia żenadki. Kopią tyłki każdemu rockowemu zespołowi w tym kraju i większości poza nim.

Japandroids – “Post-Nothing” (recenzja)

japandroids-post-nothing1.jpg

Jest ich dwóch. Grają, jakby było przynajmniej 3 razy więcej, ładunek energetyczny porównywalny z mistrzami, czyli At The Drive-In i ich “Relationship Of Command”. Strukturalnie jest prościej, bardziej przesterowo. Do tego te tematy: dorastanie, opuszczanie domu rodzinnego, laski, francuskie laski. Powrót lat 90. Do tego jeszcze same piosenki miażdżą. Jest ich niby tylko 8, ale chciałbym pisać takie piosenki.

Norah Jones – “The Fall” (recenzja)

norah-jones-the-fall.jpg

Tę płytę można dopisać do listy tych albumów, które udowadniają tezę, że nieszczęśliwy artysta to dobry artysta. Norah rozstała się ze swoim wieloletnim partnerem, Lee Alexandrem, a żal, gniew przelała na taśmę i wyszła jej najlepsza płyta.

Pablopavo – “Telehon” (recenzja)

telehon.jpg

To chyba najlepsza polska płyta, jaką słyszałem w tym roku. Pablo nawija o moim mieście, ale to nieważne, bo ta płyta potrafi dotrzeć do każdego, nieważne skąd jest, ponieważ Pablo opowiada historie, które mogły zdarzyć się każdemu. I na dodatek robi to w świetny sposób. Teksty to najmocniejsza strona tego krążka. Podkłady, za które odpowiadają Sir Michu i Emiliano Jones to połączenie hip-hopu, ragga i miejskiego folku.

Q-Tip – “Kamaal/The Abstract

q-tip-kamaal-the-abstract.jpg

Właściwie to ta płyta nie powinna się pojawić w tym zestawieniu, bo przecież Q-Tip nagrał ją w 2001 roku, ale przeleżała osiem lat na półce. Wreszcie w tym roku udało się Q-Tipowi ją wydać. Przy okazji zakasował całą konkurencję. Jazz, rap, pop, rock, wszystko to jest wymieszane na tej płycie w idealnych proporcjach.

Sunstet Rubdown – “Dragonslayer” (recenzja)

sunset-rubdown-dragonslayer.jpg

W zeszłym roku panowie z Wolf Parade zrobili sobie zawody. W kategorii płyty o włos wygrał Spencer Krug i jego Sunset Rubdown, po raz kolejny zabierając do swojej wymyślonej muzycznej krainy.

Them Crooked Vultures“Them Crooked Vultures” (recenzja)

themcrookedvulturescover.jpg
Mieć taki skład – szacuneczek, ale jak wiadomo, nie od dziś nazwiska nie grają. W tym przypadku zamiast kolejnego supergrupowego niewypału mamy płytę na najwyższym poziomie. Niby składniki doskonale znane, ale po wymieszaniu tworzą coś zupełnie nowego. Doskonała odpowiedź na ciągle powracające stwierdzenie, że rock umarł.

William Elliott Whitmore – “Animals In The Dark” (recenzja)

william-elliott-whitmore-animals-in-the-dark.jpg

Co wystarczy do nagrania płyty roku? Amerykanin udowadnia, że nic więcej niż gitara, banjo, głos i doskonałe piosenki o prawdziwym, ciężkim ludzkim żywocie, buncie, niesprawiedliwości, opowiadające o tym, co może zdarzyć się każdemu, pod warunkiem, ze mieszka na Dzikim Zachodzie. Każde jego słowo brzmi autentycznie, nawet, gdy śpiewa o takich wyświechtanych sprawach, jak miłość. Idealna odtrutka na zblazowane dzieciaki.

Yeah Yeah Yeahs – “It’s Blitz” (recenzja)

yeah-yeah-yeahs-its-blitz.jpg

Nowojorczycy podążyli za trendami i przenieśli się na parkiet. Wygładzili brzmienie, ale w kilku piosenkach pokazali, że nie stracili dawnej zadziorności. Jednak to spokojne, liryczne momenty, jak “Skeleton” czy “Little Shadow” świadczą o sile tej płyty. Bo to po prostu piękna płyta jest.

Michał Wieczorek

więcej: #1 #2 #3 #4 #5 #6 #7 #8 #9




Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.