Podsumowanie: 2015 okiem muzyków

Czyli co działo się po drugiej stronie barykady.

Czasem można zapomnieć, że twórcy też mają swoich ulubionych artystów i najciekawsze propozycje płytowe, którymi nieraz mogą pochwalić się przed ludźmi. Redakcja Uwolnij Muzykę! zapytała kilku muzyków o najciekawsze propozycje ubiegłego roku.

Marcelina

Polska wokalistka ma na swoim koncie trzy albumy długogrające. Jej ostatni album, “Gonić burzę”, ukazał się w październiku ubiegłego roku. Była także bohaterką jednej z naszych wideosesji.

Björk – “Vulnicura”

Zwykle samo jej nazwisko było magnesem przyciągającym mnie do wysłuchania kolejnych płyt, utworów i gościnnych udziałów. Tym razem jednak zaintrygował mnie (poza samym faktem, że wydała nową płytę) polski akcent na jej najnowszym wydawnictwie. Był to Sławomir Zubrzycki i jego rekonstrukcja instrumentu zaprojektowanego przez Leonardo da Vinci – viola organista. Instrument zrekonstruowany z samych rysunków i piękne spotkanie nauk ścisłych, sztuki, muzyki, a finalnie oryginalne brzmienie połączone z głosem i charyzmą Björk. Niesamowite połączenie i ogromna duma z naszego rodzimego artysty! Polecam najpierw wysłuchanie wykonu pana Sławomira na Copernicus Festival i słowo wstępu na temat samego instrumentu, a następnie zagłębienie się w nowej płycie islandzkiej artystki.

Szatt – “Bloom”

Poznałam muzykę Szatta już jakiś czas temu i zakochałam się od razu w tym elektronicznym, subtelnym brzmieniu. Album wydany jest pięknie, kolorowo a bogactwo brzmień, dźwięków i zmysłowych głosów na płycie ogromne. Często słucham tego albumu w samochodzie, szczególnie nocą. Nastawiam płytę odpowiednio głośno, żeby wysłyszeć wszystkie smaczki, szmery, stukoty i oddechy, które u Szatta właśnie tak bardzo lubię!

Lianne La Havas – “Blood”

Piękna, zmysłowa, perfekcyjna. Płyta idealna na zimowe wieczory. W piosence “Wonderful” rozpływam się całkiem, a ten głos jakby wbija się w każdą komórkę ciała. Bardzo żałuję, że nie dotarłam na warszawski koncert tej pani. Po moim facebooku wnioskuję, że było po prostu genialnie. Mam nadzieję, że nadrobię.

Taco Hemingway – “Umowa o dzieło”

Najpierw mi nie podszedł, a później towarzyszył mi przez całe wakacje. Zdecydowanie muszę go wyróżnić, biorąc pod uwagę liczbę odtworzeń na mojej playliście.

Kendrick Lamar – “To Pimp a Butterfly

Ta pozycja chyba nie dziwi nikogo, kto siedzi mocno w tym gatunku. Ja nie siedzę, ale płyty słucham często. Kilka zdecydowanie entuzjastycznych recenzji na temat tego albumu skłoniło mnie do wgłębienia się mocniej w warstwę tekstową, dobór gości i wizję płyty jako całości. Warto.

Blossom

Łukasz Czajewski jest producentem muzyki elektronicznej. Związany jest z wytwórniami Export Label i niemieckim Project Mooncircle. Dotychczas wydał dwie płyty – “Blue Balloons” (recenzja) i “The Longest Journey” (recenzja).

Rysy – “Traveler”

Bardzo dobry i przemyślany album. Elektronika, jaką lubię. Do tego świetny wokal Justyny Święs. Płyta długi czas gościła w moim samochodzie podczas podróży do pracy. Ulubiony numer – “Brat”.

Szatt – “Bloom”

Kolejna polska pozycja. Album, który uwielbiam od A do Z. Kiedy płyta się kończy, po prostu odpalasz jeszcze raz. Magia! Szatt stworzył muzyką świat, w którym cały czas trwam. Numer 1 w 2015 roku.

Aesop Rock – “Cat Food” EP

Uwielbiam takie kooperacje, gdzie spotyka się dwoje artystów, których bardzo cenisz. Blockhead na bitach, Aesop Rock na mikrofonie. Klimat jak z “The Music Scene”. Czego chcieć więcej? Może jedynie więcej numerów.

Rycerzyki

Popowy sekstet, który zadebiutował świetnym albumem “Rycerzyki” w 2015 roku. Polecamy także nasz wywiad z zespołem.

Drynx – “Imperial Blastman” (poleca Michał Mierzwa – klawisze)

Niedawno zacząłem chodzić na siłownię – co znaczy, że byłem tam dotychczas raz czy dwa. Nie przychodzi mi do głowy lepsza “entry level” płyta dla kogoś, kto czuje się w tym miejscu w jakimś stopniu nieswojo. Absurdalność tekstów i wklejanych według jakiegoś dziwnego klucza cytatów z popularnych piosenek (Paul Simon, Enrique Iglesias, Kansas, motyw z “Transformers”, coś znanego z radia, etc.) wyrywa od razu z poczucia nieadekwatności, jakie siłowniany nowicjusz może odczuwać w towarzystwie zatwardziałych bywalców. Muzyka jest przyjemna i energetyczna, idealna do biegania na bieżni, gdzie, słuchając Drynx, czułem się dzisiaj jak postawiony na swoim prywatnym, wyabstrahowanym torze. Przywodzi na myśl plażę, dziewczyny, imprezy, gry komputerowe, głupie filmy, humor życia. Myślę też, że fajnie jeździ się na rowerze słuchając tej płyty. Gorąco polecam.

Thundercat – “The Beyond/Where the Giants Roam” (poleca Maciek Pitala – gitara)

Tak się niestety składa, że z jakiegoś powodu rok 2015 upłynął mi w pewnej części na dosyć uciążliwych rozmyślaniach na temat śmierci (wiem, wiem, cóż to za groteskowy i pretensjonalny wymysł, zwłaszcza w kontekście muzyki Rycerzyków – ale co poradzę, każdego od czasu do czasu jakiś podejrzany nastrój napada…), czego ogólnie nie polecam (mam ciche postanowienie nie robić tego w roku 2016). Zmierzam natomiast do tego, że taki Thundercat też o tym myślał i przynajmniej nagrał całkiem fajną płytkę – good for him, jak mawiają.

Tame Impala – “Currents” (poleca Aleksander Margasiński – bas)

Ta płyta realizuje moje osobiste kryteria “idealnego albumu popowego”. Kryteria te dotyczą proporcji i wzajemnej relacji, z jednej strony songwritingu, z drugiej – produkcji. Rzadko się zdarza, że te dwa aspekty są tak doskonale wyważone. Mam wrażenie, że częściej mamy do czynienia z alternatywą pod tytułem “rozkminione akordy, ale w sumie to mocny lo-fi vs. fajne brzmienie, ale tak właściwie to nuda”. Kevin Parker na swoim trzecim LP osiąga w tym względzie prawdziwe mistrzostwo i popełnia dzieło, które brzmi jak skrzyżowanie Ringo Starra z tęskniącym za miłością robotem z Daft Punk.

Mac DeMarco – “Another One” (poleca Karol Jadach – gitara)

Spośród zeszłorocznych wydawnictw najchętniej sięgałem do małego albumu Maca DeMarco. W porównaniu do “Salad Days” jest tam więcej romantycznych ballad – na szczęście nie są to typowe smęty do kotleta. Piosenki oczarowują mnie szlachetnymi melodiami i ciepłymi, delikatnymi aranżacjami. Chociaż Mac ma swój młodzieńczy luz w graniu i śpiewaniu, to mam wrażenie, że jego kompozycje są coraz dojrzalsze. Słyszę nawiązania do klasyków muzyki pop lat 60-tych (John Lennon?), co mnie bardzo cieszy. Powiedziałbym, że to pop dla starych dziadów w dobrym tego słowa znaczeniu.

Krzysztof Paciorek (Calm the Fire)

Wokalista hardcore-punkowego Calm the Fire. Drugi album, “Doomed From the Start” wydała Antena Krzyku.

Tribulation – “The Children of the Night”

Bardzo przebojowa mieszanka kilku odmian metalu, zagrana na mega luzie i z kopniakiem.

Viet Cong – “Viet Cong”

Może nie jest to odkrywcze granie, ale takie indie bardzo lubię. Trochę tu Interpolu, ale zagrane z większą werwą i lepiej zaśpiewane. Z fajnym feelingiem, trochę psychodelicznych wstawek, które momentami kojarzą się z późnymi Beatlesami.

Royal Headache – “High”

Garage punk z najwyższej półki. Świetne kompozycje, hit na hicie, nie mogłem przestać tego słuchać. Czad nad czady.

Mateusz “Havoc” Śmierzchalski (Blindead)

Współzałożyciel grupy Blindead.

Puscifer – “Money Shot”

Po genialnym “Conditions of my Parole”, nowy materiał zawładnął mną jeszcze bardziej.

Killing Joke – “Pylon”

Najlepsza płyta Killing Joke od czasu “Hosannas From the Basements of Hell”.

Editors – “In Dream”

Doskonały, bardzo emocjonalny album, z dużą ilością elektroniki, a do tego mocno zakorzeniony w latach 80-tych.

Simona Jambor (Spoiwo)

Klawiszowiec trójmiejskiej grupy Spoiwo.

James Welburn – “Hold”

Gęste, dronowe dźwięki w narracji garażowej perki zahaczają tu o shoegaze’owe przestrzenie. Cudownie spójne, debiutanckie dziecko Welburna.

T’ien Lai – “RHTHM”

Ten krążek to prawdziwy kocioł. Porywające dźwięki mantrycznego splotu drono-elektroniki sprawią, że zatańczysz nawet w poniedziałek.

Anna von Hausswolff – “The Miraculous”

“The Miraculous” to płyta jak spacer po średniowiecznym pejzażu. Muzyczna siostra Aleksandry Waliszewskiej i twórczyni Funeral-Popu opowiada dobranocki złożone z organów, dronowych basów i ambientowo-postrockowych przestrzeni, z których trudno się wybudzić.

Kamil Pater (JAAA!)

Gitarzysta takich grup jak Contemporary Noise Quartet, Quintet czy Sextet. Ostatnio członek grupy JAAA! odpowiedzialnej za album “Remik” (recenzja).

Olo Walicki – “Kaszebe II”

Ta płyta mnie bardzo pozytywnie nastraja. Ma pozytywne i oryginalne melodie.

Syny – “Orient”

“Orient” to płyta, która od pierwszych dźwięków pokazuje kto tu rządzi. Przede wszystkim bezkompromisowość i wyraziste brzmienie.

Łukasz Dziedzic

Artysta audiowizualny, kurator Galerii Szara, twórca projektu Lugozi, John Lake, 1/2 duetu Iron Noir.

Oneohtrix Point Never – “Garden of Delete”

Futurystyczny, świetny, brutalny i niesamowicie brzmiący album, świetne video! Żałuję tylko że sam tego nie nagrałem!

Syny – “Orient”

Za to, że zorientowałem się, jak bardzo lubiłem stary dobry rap i hip-hop, kiedy byłem szczylem oraz za to, że podczas koncertów nie idą na kompromisy i z tekstów Piernika, i bitów 1988 płynie mega energia.

Nagrobki – “Stan prac”

Maciek i Adam nagrali naprawdę super płytę. Startując z poziomu prymitywnego punka i necropolo, stworzyli album-majstersztyk pełen absurdalnego klimatu, śmierci, beztroskiej energii i znów śmierci. Idealny do słuchania w samochodzie przed wizytą u psychiatry!

Maciej Karbowski (Tides From Nebula)

Muzyk znany z takich grup jak Tides From Nebula czy Sands of Sedna.

Death Cab for Cutie – “Kintsugi”

Proste, college-rockowe granie. Piękne, poruszające melodie, opowieści o relacjach międzyludzkich, opowiedziane w taki sposób, z którym można się utożsamiać.

OCN – “Demon i Karzeł”

Ocean powraca w wielkim stylu, płyta bardzo dosadna i mocna tekstowo, mnie porusza.

The Internet – “Ego Death”

Zmysłowe, powolne granie, na wieczór jak znalazł. Robi lepiej niż szklaneczka whiskey.

Caspian – “Dust & Disquiet”

Chyba najlepsza płyta Caspian, a na pewno najlepiej brzmiąca. Tytułowy utwór uważam za najlepszy w ich karierze. Czyste emocje.

Radiohead – “Spectre”

Tak, wiem, że to tylko jeden niewydany numer, ale za to jaki. Czekam na nowy album Radiohead!

Aneta Maciaszczyk (Zimowa)

Wokalistka duetu Zimowa, który współtworzy z  instrumentalistą, Michałem Mentlem.

Son Lux – “Bones”

Zespół, który zmienił moje życie na tegorocznym OFF Festivalu. Cała płyta doskonale wpisuje się w mój gust.

Black Wing – “…Is Doomed”

Często mam dość lekkości w aktualnie wydawanych materiałach, nie tęsknię do niej. Ale takie brzmienia przekonują mnie, że inni też odczuwają, jak skomplikowane jest życie.

Zbigniew Wodecki + Mitch & Mitch – “1976: A Space Odyssey”

Bo czasami jest mi dobrze, wtedy słucham takich płyt jak ta.

Luna Bystrzanowska (Tranquilizer)

Wokalistka trójmiejskiej grupy Tranquilizer. W ubiegłym roku odpowiedzialni m.in. za świetną EP-kę “10Ö8″ (recenzja).

Archive – “Restriction”

Wielowątkowość, zmiany dynamiki, wielorakość gatunków muzycznych. Krew, łzy a potem chwila oddechu.

Fismoll – “Box of Feathers”

Częsty gość w moim gramofonie. Delikatność, prostota i precyzja, w między które wplata się gitara elektryczna i perkusja, tworząc tym samym płytę kompletną.

Księżyc – “Rabbit Eclipse”

Mój polski faworyt. Rytualna muzyczna podróż – w większości instrumentalna, kompletne zaprzeczenie banału.

Michał Śliwa (Echoes of Yul)

Muzyk opolskiego Echoes of Yul.

Kowloon Walled City – “Grievances”

Mój zdecydowany numer jeden. Genialnie wyprodukowany i fantastyczny kompozycyjnie miks sludge’u z brzmieniami bezpośrednio nawiązującymi do moich ulubionych zespołów w rodzaju Slint, Tar czy lowercase. Mimo wszystko, to nie jest retro-stylizacja na brzmienia Touch and Go czy AmRep, a współczesna i niesamowicie ekspresyjna muzyka. Do tej płyty w minionym roku najwięcej kiwałem głową.

James Welburn – “Hold”

Cała płyta “Hold” jest świetna, ale ten numer jest po prostu genialny. Taką muzykę lubię najbardziej: transowe granie zacierające granicę pomiędzy noisem a ambientem.

Pyramids – “A Northern Meadow”

Przepiękny album gdzieś na przecięciu black metalu, shoegaze’u i ejtisowego klimatu a’la Cocteau Twins czy Lowlife.

A z naszego podwórka pojawiła się masa świetnych płyt – od Antigamy po Syny. Jednak numer jeden to:

Thaw – “St. Phenome Alley”

Spodziewałem się blastów i dzikiej improwizacji, a dostałem fantastyczny kawał muzyki, jakby piekielną wariację na temat krautrocka. Imponująca drone’owa medytacja naturalnie ewoluuje w stronę monumentalnej ściany hałasu.

POSŁUCHAJ TAKŻE PLAYLISTY NA SPOTIFY




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.