29.12.2010 18:00

Autor: marcin

Podsumowanie 2010 – Albumy Polska

Kategorie: Czytelnia, Podsumowania


podsumowanie_paytypl.jpg Podsumowanie 2010 – Albumy Polska

Najlepsze polskie wydawnictwa płytowe mijającego roku.

Tegoroczny rok wydawniczy był niezwykle interesujący zwłaszcza jeśli chodzi o krajowe wydawnictwa. Wystarczy przyjrzeć się emocjom, które wzbudziła zorganizowana przez nas ankieta. Rozstrzygnięcie głosów czytelników dopiero pod koniec stycznia. Poniżej publikujemy rankingi redaktorów Uwolnij Muzykę! Jednocześnie dziękujemy za wspólne ocenianie i komentowanie wydawnictw, których recenzje pojawiły się na portalu.

Michał Wieczorek

zapiski.jpeg

1. Eldo – “Zapiski z 1001 nocy”

Eldo wreszcie nauczył się dobrego flow, wreszcie nie jest ono kwadratowe, lecz płynie razem z muzyką. Podkłady zrobili mu The Returners, więc jest to najbardziej klasyczna płyta warszawskiego rapera, pełna odniesień do złotych lat nowojorskiego rapu. Do tego piekielnie inteligentne, czasem socjologiczne, czasem bardzo osobiste teksty. I Warszawa w tle.

2. Brodka – “Granda” (recenzja)

Największe zaskoczenie tego roku. Inteligentna mieszanka góralszczyzny, nowoczesności, orientu, disco, tradycji i czego tam sobie jeszcze chcecie. Bez żadnych wad toczących nasz mainstream. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, wszyscy to wiemy, ale bardzo bym chciał, żeby “Granda” była zapowiedzią zmian w naszym popie.

3. Village Kollektiv – “Subvillage Sound” (recenzja)

Wykorzystując przerwę w działalności Kapeli ze wsi Warszawa, Rafał Kołaciński skrzyknął Village Kollektiv i znów wyruszył z nimi w podróż po Europie Środkowej i Wschodniej, zahaczając o Wielki Step, a nawet Indie, jednak najwięcej czasu spędzamy na Bałkanach. Wszystko brzmi bardzo spójnie dzięki dubowej podstawie, która jest największym wyróżnikiem tego projektu.

4. Kristen – “Western Lands” (recenzja)

Ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu drogi rozgrywającego się na Ziemiach Odzyskanych.

5. Muchy – “Notoryczni debiutanci” (recenzja)

Przeskoczyli “Terroromans”. Wystarczy.

6. Incarnations – “Radio Retro” (recenzja)

Zadymiony bar, blues, soul, gospel, country. Stylowe piosenki. Trochę nostalgii za dawno minionymi czasami, wyrafinowanie Buena Vista Social Club. To wszystko składa się na”Radio Retro”.

7. Młynarski Plays Młynarski – “Rebeka nie zejdzie dziś na kolację”

Zdolny syn znanego ojca postanowił odświeżyć piosenki rodzica. Zaprosił wybitnych muzyków, przed mikrofonem postawił fenomenalną Gabrielę Kulkę, a piosenki Młynarskiego seniora przeniósł w zupełnie nowy wymiar, który rozciąga się od piosenki kabaretowej do noise rocka.

8. The Black Tapes – “Shipwreck” (recenzja)

Znów 28 minut. Znów jest szybko i do przodu, przecież to punk rock. Znów jest sporo Gang of Four i The Clash. I ciągle jest wyśmienicie, bo warszawiacy nie stoją w miejscu, lecz ciągle się rozwijają .

9. Niwea – “01″

Niezgłębiony fenomen. Albo kochasz albo nienawidzisz. No.

10. Searching For Calm – “Celestial Greetings” (recenzja)

Pos-hardcore’owa petarda. Taka była ich poprzednia płyta. Na “Celestial Greetings” flirtują z popem i post-rockiem, nie zapominając o swoich korzeniach.

Łukasz Stasiełowicz

brodka-granda.jpg

Brodka – “Granda” (recenzja)

Sztuczna, promowana na siłę, pozbawiona autentyczności. Zarzutów wobec wokalistki nie brakuje, udało jej się jednak poruszyć alternatywne środowisko, a przede wszystkim zaskoczyć słuchaczy drastyczną zmianą jakościową.

Cukunft – “Itstikeyt”

Pierwszy z krążków oznacza teraźniejszość (drugi to Fargangenheit, czyli przeszłość | cukunft = przyszłość). Zapis koncertu grupy Raphaela Rogińskiego obfituje w dobrze znane melodie świetnie wkomponowane w odgórny koncept. Muzyka żydowska w bardzo przystępnym wydaniu.

incarNations – “Radio Retro” (recenzja)

Duet Maja Kleszcz – Wojtek Krzak nagrał zaskakujący materiał, odbiegający od tego znanego z Kapeli ze wsi Warszawa. Mamy retro koncept, adekwatną warstwę instrumentalną, rozpoznawalny wokal i ten wyjątkowy, zajmujący klimat.

Levity – “Chopin Shuffle”

Na pewno jeden z najbardziej niestandardowych projektów wynikających z okoliczności roku Chopina w Polsce. Trio śmiało zmodyfikowało znane Preludia – instrumentalne szaleństwo, zaskakujące aranżacje.

Mikromusic – “SOVA” (recenzja)

Wyjątkowy głos, niepospolite teksty i niezwykłe kompozycje. Trzecim albumem Natalia Grosiak, Dawid Korbaczyński oraz reszta kompanów wspólnie zapełniają polską lukę pomiędzy alternatywą, a popem.

Newest Zealand – “Newest Zealand” (recenzja)

Oceny albumu dobitnie ukazują, jak trudno jest wydając wyrok powstrzymać się przed łączeniem osobowości Borysa Dejnarowicza z jego kompozycjami. Na słuchaczy czeka jednak mnóstwo smaczków, inspiracji i gości zintegrowanych w przystępne struktury utworów.

Smolik – “4″

Po raz czwarty Andrzej Smolik zaprosił mniej lub bardziej znane osobistości do współpracy nad odprężającą muzyką. Natalia Grosiak, Gaba Kulka, Mika Urbaniak czy znany z Pensao Listopad Joao T. de Sousa – wszyscy odnajdują się w tutaj znakomicie.

Sorry Boys – “Hard Working Classess” (recenzja)

Debiutanckim albumem nie tylko pozwolili długo wyczekującym odetchnąć z ulgą, pobudzili również apetyt na przyszłe wydawnictwa. Specyficzny w swej nieprzeciętności głos Izy Komoszyńskiej frapuje, warstwa instrumentalna porywa natomiast w eklektyczną podróż.

Tomek Sowiński and the Collective Improvisation Group – “Synergy”

Album, który rozparcelowany na poszczególne kompozycje może nie przekonuje ale słuchany bez przerw ma szansę przyjemnie wyłączyć nas na kilkadziesiąt minut z tego świata. Wydana nakładem Multikulti płyta polskiego perkusisty wcale nie ogranicza się do rytmu (w tym tkwi zresztą jej geniusz), duża w tym zasługa zaproszonych gości i ich instrumentów – saksofon, trąbka, gitary, klawisze, sample.

We Call It A Sound – “Animated” (recenzja)

Docenieni przez konkursowe jury, dziennikarzy profesjonalnych i amatorskich, do tego występ przed Yeasayer. Wydawałoby się, iż wszystko zmierza w optymalnym kierunku, jednak pomimo niewątpliwych atutów ich spokojne i ubarwione elektroniką piosenki nie zdobyły kilka miesięcy po premierze zbytniej popularności.

Gosia Lewandowska

l-stadt-el-p.jpg

10.Wieże Fabryk – “Dym” (recenzja)

10tkę otwiera Łódź. Wieże Fabryk powracają. Chyba najbardziej łódzka płyta jaką słyszałam od dłuższego czasu. Przepraszam, lokalny patriotyzm przemówił.

9. Tin Pan Alley – “Palm Waves” (recenzja)

Na początku roku było o nich dość głośno. Teraz mam wrażenie trochę to zamieszanie przycichło. A szkoda, bo nie dość, że “Palm Waves” to materiał precyzyjnie przemyślany i zrealizowany z wielką dokładnością, to przede wszystkich kawał porządnego gitarowego grania. A nie tam żadne tam pitu pitu!

8. We Call It A sound – “Animated” (recenzja)

I kolejni ‘poszkodowani’. Kiedy ukazało się”Animted” zachwycało się nimi wielu. I jakimś cudem nic większego z tego nie wynikło. A ja proszę, żeby takie zespołu jak We Call It A Sound i takie płyty jak “Animated” nie popadły w zapomnienie!

7. 19 Wiosen – “Pożegnanie ze światem”

Jedna z moich słabostek. 19stki mają w sobie coś tak cudownie surowego, że nie jestem się im w stanie oprzeć.

6. Niwea – “01″

Miejsce 6. za to jaką furorę zrobili w tym roku, za najsłynniejsze “No!” dziesięciolecia i za pokazanie, że nie trzeba grać tanecznego elektro, żeby wypełniać sale koncertowe i żeby zaprosili Cię na Selectora.

5. Muchy – “Notoryczni Debiutanci” (recenzja)

Padł ostatni bastion. Poddałam się, choć broniłam się do ostatniej chwili. Muchy mnie kupiły. Głównie za sprawą “93″ i “Księgowych i Marynarzy”. Perełki. I nawet wokal Wiraszki przestaje drażnić.

4. The Complainer – “Amor” (recenzja)

Jest coś takiego w The Complainer co chwyta mnie za serce i każe stać przy nich murem. Ich urok osobisty – być może, ich talent to pisania lekkich i przyjemnych piosenek – na pewno. Przecież oni mogliby co chwila wydawać nowy album a i tak za każdym razem sięgałabym po niego z podobną ekscytacją.

3. Brodka – “Granda” (recenzja)

Biję brawo. Mocno. Pani Moniko, gratuluję wyboru. No żeby z miałkich popowych hitów, z biegania po łące w męskiej koszuli i z całej tej idolowej otoczki wybić się na poziom “Grandy”. Super! W ciągu chwili Brodka stała się ulubienicą alternatywnej młodzieży i pokazała, że ona jeszcze nie skończyła i do powiedzenia ma dużo.

2. Tryp – “Kochanówka”

Pisałam niedawno, że łódzkie miszmasze muzyczne nie przestaną mnie zaskakiwać. I mimo, że wiedziałam czego mogę się spodziewać po tym zestawieniu to i tak “Kochanówka” mną mocno “trzepnęła”. I szkoda tylko, że na dwie najlepsze polskie płyty roku trzeba było czekać aż do grudnia.

1. L.Stadt – “El.P” (recenzja)

W końcu tupnęli i szarpnęli za struny. Na takie żywe i przebojowe L.Stadt czekałam od dawna. Przecież takie “Ciggies” czy “Death Of A Surfer Girl” mogłoby spokojnie konkurować z indiehitami z Wysp. Do tego Panowie przenoszą tą energię na koncerty co jeszcze parę miesięcy temu nie wychodziło im tak dobrze.

Krzysiek Kowalczyk

Print

Nawet nie będę próbował ustawiać poniżej wymienionych płyt w konkretnej kolejności. Jeśli miałbym stawiać jakieś podium, to wspomnę, że najlepsze polską płytą w 2010 roku był dla mnie “Blanik” Indigo Tree. Nie obyło się bez wielu dylematów, a to może tylko cieszyć. Już dawno nie było tak dobrego roku dla polskiej alternatywy – czuć, że nasi rodzimy wykonawcy co raz śmielej wychodzą z cienia i nie boją się walczyć o publiczność, często za pomocą trudnej i ambitnej muzyki. Uśmiech pojawia się na twarzy, są samą myśl co może się wydarzyć na naszym podwórku w 2011 roku.

Indigo Tree – “Blanik” (recenzja)

Kupicz, Zawady i Lety nagrali jedną z najlepszych płyt jakie słyszałem w tym roku, tworząc oszczędne, pełne skupienia piosenki, potrafiące schwytać niezwykle ulotne emocje.

Kristen – “Western Lands” (recenzja)

Znakomity powrót studyjny po pięciu latach – gdyby każdy zespół rozwijał się z albumu na album tak, jak Kristen, Polska już dawno byłaby muzycznym imperium.

The Complainer – “The Amor” (recenzja)

Egzotyczny, zaskakujący, a przede wszystkim przepełniony pomysłami i energią Ameryki Południowej album, zabierający nas w podróż za Wielką Wodę.

Paula i Karol – “Overshare” (recenzja)

Bezpretensjonalna i jakże szczera muzyka, przepełniona pogodą ducha, która momentalnie udziela się słuchaczowi.

We Call It a Sound – “Animated” (recenzja)

Debiut zaskakujący mnogością inspiracji niepopularnych w naszym kraju – elektronika występuje tu obok folku oraz popu i wcale nie ma się wrażenia niespójności.

Niwea – “01″

W 2010 roku można było zjawisko, jakim jest Niwea, wielbić albo nie znosić, ale nie sposób było koło tego duetu przejść obojętnie.

Cieślak i Księżniczki – “Cieślak i Księżniczki” (recenzja)

Piękne dzieło pod każdym względem – wysmakowane aranżacje, świetnie napisane piosenki i marzycielska atmosfera.

The Black Tapes – “Shipwreck” (recenzja)

Warszawiacy idą za ciosem: zdrowa dawka punka i rock’n'rolla, przyprawiona szczyptą oldschoolowych klawiszy. Dowód na to, że grać prosto, nie oznacza grać prostacko.

Mikrokolektyw – “Revisit”

Nasza narodowa duma. Nie dość, że nagrali fascynującą płytę, którą nie sposób zaszufladkować, to jeszcze wydali ją w kultowej, chicagowskiej wytwórni Delmark.

Igor Boxx – “Breslau” (recenzja)

Znakomita płyta odpowiadająca historię niezwykłego miasta – płyta nie wydana przez żaden instytut historyczny ani muzeum; płyta, która nie próbowała żerować na żadnej okrągłej rocznicy.

Krzysiek Żyła

brodka-granda.jpg

Brodka – “Granda” (recenzja)

Z pomocą Radka Łukasiewicza, Budynia i Marcina Borsa wycisnęła z muzyki POPowej absolutne maksimum.

Czesław Śpiewa – “Pop” (recenzja)

Czesław udowonił, że poza smutną miną i zabawnym akcentem jest także kapitalnym kompozytorem. Do tego jego skandynawscy przyjaciele – ja jestem “zawsze na tak”.

Dagadana – “Maleńka” (recenzja)

Zjawiskowi, co w dzisiejszej muzyce nie zdarza się ad hoc. Barwni, emocjonalni, zaskakujący. Pokazali wszystkim, którzy przewidywali płytkość tego pomysłu. Do tego te koncerty!

Indigo Tree – “Blanik” (recenzja)

Zgarniają wyróżnienia jak leci. Zdobywają laury i zaszczyty. Nie pozwalają się opisać i przypisać. Pionierzy, odkrywcy? Nie wiem, po prostu słucham.

Ms. No One – “The Leaving Room” (recenzja)

Islandia na kontynencie? Trip-Hop po polsku? A może górnośląski krajobraz i ponadprzeciętna wrażliwość? Pewnie wszystkiego po trochu, “trochę chmur, trochę słońca”. Pięknie-smutno.

Muchy – “Notoryczni Debiutanci” (recenzja)

“To, że cię nie gonią nie znaczy, że masz stać” Sami sobie to wymyślili i sami sprawdzają sobie dzienniczki uwag. “Notorycznymi” udowodnili, że mogą być głosem pokolenia, nie tylko tego urodzonego w nowym systemie.

Niwea – “01″

Nie wiem sam czy bardziej mnie żenują czy fascynują. Nie wiem co grają, nie wiem co biorą. Nie wiem i nie rozumiem. Ale w kategorii “o co cho?” roku – niepodważalni.

NYC – “Women in Love, Men in Uniforms” (recenzja)

Po hucznym debiucie, drugą płytę wydali ukradkiem. Za to z jeszcze większą dawką nowego post-rocka poziomem wykraczającym daleko poza naszą ekstraklasę.

Pogodno – “Wasza Wspaniałość” (recenzja)

Mimo perturbacji Budyniowi udało się wrócić, zmienić styl i rym, basistę oraz gitarzystę i nagrać nowe  Pogodno. Inne, czy lepsze? Wielce wartościowe.

Sorry Boys – “Hard Working Classes
(recenzja)

Lech Janerka był pod wrażeniem ich brzmienia. Ja podziwiam ich zapał, entuzjazm i brak zgody na kompromis, dzięki czemu ciężka robota jaką wykonali podczas prawie dwóch lat pracy nad materiałem zaowocowała muzyką przenikającą, nawet tych gruboskórnych.

Kamila Madajczyk

leavingroom_cover.jpg

Ms. No One – “The Leaving Room”
(recenzja)

Pierwsza dama polskiego trip-hopu, choć ten album oferuje dużo więcej niż tylko dźwięki spod znaku Massive Attack. Cała masa cudownych melodii i aranżacje na najwyższym poziomie.

L.Stadt – “EL.P” (recenzja)

Druga płyta łódzkiego zespołu zaskakuje rock’n'rollową radością grania i całą gamą muzycznych umilaczy. Tu śpiewa dziecięcy chórek, tam perkusista zagubi się na moment w latynoskim rytmie… Krótko, na temat i z klasą.

Digit All Love – “V (Fau)” (recenzja)

Natalia Grosiak tym razem w objęciach elektroniki. Łagodność dźwięków smyczkowego tria przeplatająca się z brzmieniami rocka mrocznymi jak okładka płyty; trip-hop i fortepian – każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Mitch And Mitch With Their Incredible Combo – “XXII Century Sound Pioniers”

Swingująco-staroświecko-jazzująco-żartobliwa płyta z promykami włoskiego słońca. Jedyna w swoim rodzaju.

Brodka – “Granda” (recenzja)

Nowocześnie brzmiący folk, którego przyjemnie słucha się nie tylko od święta. “Granda” to jedno z największych zaskoczeń tego roku.

Sorry Boys – “Hard Working Classes” (recenzja)

10 udanych słodko-gorzkich melodii w delikatnym odcieniu shoegaze i jeden z ciekawszych polskich głosów Isabelle K.

The Complainer – “The Amor” (recenzja)

Kawałek Meksyku dla każdego.

We Call It a Sound – “Animated” (recenzja)

Elektronika, loopy, gitary, dęciaki i kalimba urozmaicają brzmienie We Call It A Sound. Ta mnogość mogłaby wprowadzać zamęt, ale na “Animated” wszystko ma swoje przemyślane miejsce. Sprawia to, że muzyki tego młodego zespołu słucha się z wielką przyjemnością.

tres B. – “The Other Hand” (recenzja)

Polsko-holendersko-duński tercet nagrał gitarową płytę pod wodzą producenta albumów Nicka Cave’a and The Bed Seeds i PJ Harvey. To musiało się udać.

Anna Lenarcik

baaba_disco_externo_front.jpg

Przyznać się muszę, iż nie śledziłam z zapartym tchem wszystkich nowości muzycznych, które sukcesywnie ukazywały się przez cały mijający rok. Ot, przesłuchiwałam po prostu to, co mi akurat wpadło w ręce, o czym przez przypadek gdzieś przeczytałam lub usłyszałam. Nie sądziłam nawet, że uda mi się z tego skompilować jakieś zestawienie, ale – jak widać – jakoś poszło…

Tego typu rankingi zawsze traktuję z dystansem – nie da się bowiem jednoznacznie i jednomyślnie wyłonić tej “najlepszej płyty roku”, “najlepszego wykonawcy”, “najlepszej piosenki”. Przed przystąpieniem do tworzenia rankingu, należałoby przyjąć pewien zestaw kryteriów, według których poszczególne płyty byłyby oceniane, a co jest obecnie – przy takiej różnorodności gatunków muzycznych – wręcz niemożliwe. Dlatego z premedytacją zignoruję wszelkie konwencje i po prostu zaproponuję kilka tytułów, które w 2010 roku zrobiły na mnie wrażenie.

Baaba – “Disco Externo”

Za niesamowicie kreatywny i pełen dowcipnych “smaczków” muzyczny miszmasz jazzu, yassu, bossa novy, disco, elektro, etno, rocka i mnóstwa innych gatunków muzycznych.

DagaDana – “Maleńka”
(recenzja)

Za oryginalność repertuarową i rewelacyjne wokalizy.

Grzegorz Turnau – “Fabryka Klamek”

Za kolejną już płytę z błyskotliwie zaaranżowaną, zinterpretowaną i zaśpiewaną poezją.

Jazzpospolita – “Almost Splendid”

Za feeling, przestrzenność brzmienia i wszechstronne inspiracje.

L.Stadt – “EL.P” (recenzja)

Za brytyjski klimat, melodyjność, swoistą liryczność i profesjonalne brzmienie.

Paristetris – “Honey Darlin’”

Za fantazję, zabawę stylami, nieobliczalność i szalone eksperymenty muzyczne.

Paula i Karol – “Overshared” (recenzja)

Za bezpretensjonalność i radosną aurę całego albumu.

Smolik – “4″

Za chillout, perfekcyjną produkcję i wspaniałych gości, którzy zgodzili się zaśpiewać na płycie.

Sorry Boys – “Hard Working Classes” (recenzja)

Za wokal Izy i nastrojowość.

Tres.B – “The Other Hand” (recenzja)

Za ładne popowe kompozycje i ciekawe aranże.

Kuba Serafin

sorry-boys-hard-working-classes-okladka.jpg

Sorry Boys – “Hard Working Classes” (recenzja)

Iza Komoszyńska i spółka w ciągu dwóch ostatnich lat doszli do znakomitej formy. Ich utwory, jak na debiutantów, są bardzo dojrzałe i świeże. Aż miło jest gubić się w stworzonym przez nich muzycznym świecie. I na żywo też się sprawdza!

Ms. No One – “The Leaving Room” (recenzja)

Krótko mówiąc: dobra płyta. Ciekawy klimat, trochę ciężki, miejscami industrialny. Nie jest to czysta, dream-popowa płyta, muzycy bawią się stylistykami, skłaniając się ku mrocznym klimatom. Plus przepiękny głos Asi Piwowar.

Levity  – “Chopin Shuffle”

Bezpretensjonalnie o Chopinie. Jazz, rock, blues – wszystko wymieszane w przyjemnych proporcjach, dając w rezultacie energiczną i kompletnie odjechaną płytę.

Brodka – “Granda” (recenzja)

Jedno z największych zaskoczeń tegorocznej jesieni wydawniczej. Monika Brodka zmieniła image, nagrała radosną, elektro-folkową płytę i zaskarbiła sobie gigantyczną rzeszę nowych fanów. Płyta cud.

Jazzpospolita – “Almost Splendid”

Kolejny dowód na to, iż jazz w Polsce trzyma się niezwykle dobrze. Dużo zróżnicowanych kompozycji, doskonałych pomysłów zahaczających o przeróżne gatunki muzyczne z jednym hasłem przewodnim – grunt to dobra zabawa.

Indigo Tree – “Blanik” (recenzja)

Takich trzech, jak ich dwóch, to nie ma ani jednego. Jeden z bardziej interesujących projektów na rynku rodzimym z drugim albumem. Klimatycznie, dojrzale, pokrętnie.

Paristetris – “Honey Darlin’”

Awangardowe przeskoki, fikołki muzyczne, spora doza szaleństwa, eksperymentu i improwizacji. Płyta ma wymiar niemal absurdalny. Chaos wynikający z połączenia różnorakich gatunków daje nieraz kuriozalny wynik, jednak brakowało tak prawdziwej i wyrazistej muzyki.

Searching For Calm – “Celestial Greetings” (recenzja)

Post-hardcore’owcy z duszą, którzy wydali drugi album, zdecydowanie mniej hardcore’owy niż debiut. Dużą rolę spełniają dalej dwa basy, tak charakterystyczne dla grupy, nie mniej jednak położono także nacisk na melodię i kompozycję. Zdecydowany plus.

Igor Boxx – “Breslau” (recenzja)

Igor Pudło aka 1/2 Skalpela wydał solową płytę, w której opisuje to, co dziać się miało podczas Festung Breslau w jego własnej interpretacji. Niesamowity klimat i melodie jako ilustracja wydarzeń świetnie pokazują, jaką klasą pan Pudło dysponuje. W końcu nie na darmo wydaje go Ninja Tune.

tres.b – “The Other Hand” (recenzja)

W sumie można potraktować to jako polską płytę, bo jest tam przecie Polka. Radosne, wymieszane, poplątane style. Jest i pseudo beach rock, są i dream-popowe zagrywki, nieraz wychyla się mocniejszy akcent. Płyta światowa, jak i oni sami. Młodzieńcza energia i pasja zamknięta na fenomenalnym krążku.

Ania Wojciechowska

c-h-districtconclusion.jpg

1. C.H. District – “Conclusion”

Mirosław Matyasik, jeden z najlepszych i najbardziej zasłużonych twórców IDM w Polsce, wraca z genialnym albumem- dostajemy 10 utworów składających się na opowieść spod znaku nowej elektroniki, utrzymaną w industrialnym klimacie.

2. Igor Boxx – “Breslau” (recenzja)

Igor Pudło za pomocą dźwięków stworzył swoisty teatr wyobraźni, robiąc to w sposób bardzo subtelny i metaforyczny. Zero nachalności, martyrologii, patetyzmu i innych elementów, które nieodłącznie kojarzą się z tego typu projektami.

3. Pleq – “My Life Begins Today”

Pleq nadal chodzi własnymi ścieżkami, nie za bardzo oglądając się na to, co aktualnie modne i “pożądane”. W efekcie powstał album niesamowicie ascetyczny, ale też melancholijny (by nie rzec smutny), a dzięki chociażby takiemu “Noisy Stars” możemy Dziadoszowi spokojnie wybaczyć, że czasem zdarza mu się uciekać w schematy.

4. L.U.C – “PyyKyCyKyTyPff”

Wreszcie jakaś awangardowa produkcja – brawa dla tego artysty, że nie boi się eksperymentować. L.U.C jest również bacznym obserwatorem szarej polskiej rzeczywistości, co znalazło odzwierciedlenie w niebanalnych tekstach.

5. Aabzu – “Rambo”

Inteligentna gra ze słuchaczem plus obezwładniająca swoją gęstością masa dźwięków wystarczy by “Rambo” można określić jako jedno z najciekawszych tegorocznych wydawnictw powstałych na rodzimym gruncie.

6. Pink Freud – “Monster of Jazz”

Mazolewski i spółka stworzyli prawdziwego muzycznego potwora. To ludzie, którzy na język muzyki instrumentalnej przełożyli klasyków poszukującej elektroniki i wyszło im to zaskakująco dobrze (“Goz Quarter”).

7. Mikromusic – “SOVA” (recenzja)

Bardzo wdzięczna oraz niesamowicie nastrojowa i subtelna płyta. Muzykom nie można odmówić zdolności do pisania łatwo wpadających w ucho melodii. Jednak na trzecim albumie pozwolili sobie delikatnie poeksperymentować i dobrze na tym wyszli.

8. Kim Nowak – “Kim Nowak” (recenzja)

Bracia Waglewscy dali upust swoim rockowym fantazjom- króluje tu więc zgiełk, jest szybko i ostro, ale nie brak też snujących się sennie melodii.

9. Kristen – “Western Lands” (recenzja)

Gęsty brzmieniowo, bogaty w znaczenia album, tętniący wręcz pomysłami, co niestety momentami może potęgować wrażenie chaosu. Z drugiej strony taki eklektyzm sprawia, że słuchacz przez cały czas zastanawia się, co go jeszcze czeka i w takim stanie pozostaje on aż do końca płyty.

10. Wojtek Grabek – “8″ (recenzja)

Muzyka Grabka nadal nie jest wyjątkowo odkrywcza, czy innowacyjna, ale połączenie delikatnych skrzypiec z elektroniką przekonuje mnie do tego, aby ponownie sięgać po ten album.

Maria Grudowska

niwea_01.jpg

Niwea – “01″

Można ich śmiało nazwać pierwszymi skandalistami polskiej alternatywy AD 2010. Uwielbiani albo znienawidzeni, ale trzeba przyznać, że intrygujący. Tekst, który prozą nie miałby szans zaistnieć na antenie, okraszony bitem Dawida Szczęsnego, okazuje się ciekawą mieszanką. Nie ma, że ci się to nie podoba, no!

Sorry Boys – “Hard Working Classes” (recenzja)

Za piękny głos który układa się w sinusoidy, przeszywa i przemawia do podświadomości. Za lekkość, delikatność, za czar jaki zespół rozsiewa wokół siebie muzyką nawet podczas słuchania na youtube. Jakość debiutu, niezaprzeczalnie światowa!

Brodka – “Granda” (recenzja)

Sto punktów dla panny, która im starsza, tym mniej przejęta rzewnymi historiami miłosnymi w stylu R’n'B i soul, a która w wieku lat 23 sięgnęła po melodie folkowe, elektronikę, po dźwięki pełne zabawy, porywające do tańca, które śpiewa z nią cały klub, a panna nurkuje w tłumie!

Muchy – “Notoryczni debiutanci”
(recenzja)

Jedni mówią, że panowie poznaniacy dorośli, inni, że się postarzeli. Tak czy inaczej, czarują już w zupełnie inny sposób, ale nadal skutecznie. W końcu “to, że cię nie gonią, nie znaczy, że masz stać”.

Kim Nowak – “Kim Nowak” (recenzja)

Jest ich trzech, a robią hałasu za pięcioro! Brudne, surowe brzmienia gitar, klasyczny, garażowy rock, jakiego słuchali nasi rodzice, wszystko nagrane na setkę, bez zbędnych dodatków i brokatu w postaci klawiszy czy syntezatorów. Podobno w świecie to znowu jest modne. A, i jeszcze wszystko po polsku.

Out of Tune – “Lights so bright”

Wraz z wydaniem drugiej płyty warszawiacy dokonali przewrotu stylistycznego. W oczekiwaniu na debiut Kamp! Zaintrygowały mnie ich fascynacje latami 80., synth-popem, disco i syntezatorowym plumkaniem. Poza tym, bezapelacyjnie, bije od nich radość .

Lao Che – “Prąd stały/prąd zmienny” (recenzja)

Zaskoczenie dla tych, którym Lao Che kojarzy się przede wszystkim z gitarami.  Ponadto, to płyta z nietuzinkowymi historiami: o zakochanym prądzie, o tramwaju, zimie stulecia czy bliżej nie określonych koligacjach rodzinnych. Plus za umiejętność alternatywnego patrzenia na świat.. Bo czy zawsze musi być tak dosłownie?

Star Guard Muffin – “Szanuj” (recenzja)

Cala Polska tańczy reggae od kiedy ten dziewiętnastolatek pojawił się na wizji. Jest nadzieja, że od teraz niepełnoletni zamiast ciąć sobie żyły i wypłakiwać się na blogach, będą śpiewać o miłości do bliźniego.

Michał Baniowski

dzem-muza.jpg

1. Dżem – “Muza”

Płyta w ogóle nie hype’owa i całkowicie nie lanserska. Płyta po prostu dobra i zrobiona z uczuciem. Ważna jest kompozycja, ważny jest tekst. Z pełnym szacunkiem dla tradycji.

2. No!No!No! – “No!No!No!”

Po wielu trudach, ale jednak doceniona. Makowiecki jeszcze nigdy nie był tak zagadkowy. Trudny album dla wymagającego słuchacza.

3. Kumka Olik – “Podobno nie masz już Francji” (recenzja)

Totalne przewartościowanie. Nowe inspiracje, nowe brzmienie, nowa jakość. Pokażcie mi drogę do Indii!

4. Miss Polski – “Miss Polski” (recenzja)

Pięknie, stylowo i romantycznie. Sentyment do czasów, w których nigdy nie żyłem. Chęć bycia jak James Bond i Humphrey Bogart. Z taką Miss poszedłbym na dancing.

5. Poluzjanci – “Druga płyta”

Bez wątpienia jedna z najsmaczniejszych płyt roku. Zespołu z najlepszym wokalistą w kraju. Zmienili nazwę, ale nie zmienili siebie.

6. Muchy – “Notoryczni debiutanci” (recenzja)

Klasa sama w sobie. Ugruntowana pozycja na polskiej scenie zmobilizowała do nagrania najlepszej płyty w karierze. Super!

7. Czesław Śpiewa – “Pop” (recenzja)

Zachwyca cały koncept. Okładka, plastelina, muzyka, słowa, osobowość Czesława. Prawdziwy oryginał. Chrońmy jak niepodległości!

8. Mikromusic – “SOVA” (recenzja)

“Sennik” był chyba trochę lepszy. Lecz na tle wszechobecnej miałkości, to właśnie Mikromusic pozostaje bastionem dobrego smaku.

9. Brodka – “Granda” (recenzja)

Mała Monika, mała muzyka. Duża Brodka, wielka płyta. Wyrosła na zdecydowanie barwną i, przede wszystkim, zdolną postać. Obrany kierunek jak najbardziej słuszny.

10. Kim Nowak – “Kim Nowak” (recenzja)

Muzycy ściśle związani z hip-hopem nagrali najlepszy rockowy album ostatnich dwunastu miesięcy. Dziwne? Raczej fascynujące.

Michał Stępniak

brodka-granda.jpg

Jak co roku, miałem wielki problem z ułożeniem “polskiej” pierwszej dziesiątki i o zachwycie mogę  mówić tylko w przypadku zwyciężczyni. Brak w zestawieniu takich projektów jak Cieślak i Księżniczki, Igor Boxx czy Neweast Zealand wynika z faktu, że ich twórczość zupełnie nie trafia w moje gusta i chyba nigdy nie będzie… Aczkolwiek rozumiem, że komuś może się podobać.

10. THE BLACK TAPES  “Shipwreck”
(recenzja)

Syndromu “drugiej płyty” w przypadku Black Tapes z pewnością nie ma, ale też radość z obcowania z twórczością warszawiaków tym razem jest zdecydowanie mniejsza. Przesłuchać kilka razy i odłożyć na półkę – raczej nie o to powinno chodzić.  Gdyby nie klawisze, po pierwszym razie nie wróciłbym do “Shipwreck” chyba już nigdy.

9. VOO VOO – “Wszyscy muzycy to wojownicy”

Tytułowy utwór z płyty mógłby kandydować do nagrody dla największej żenady, jaką moje uszy słyszały w tym roku, ale poza tym… jest nieźle. Takie Voo Voo lubię, a i senior Waglewski zostawił daleko w tyle swoich synów. Zresztą, on nie musi już niczego udowadniać.

8. MUCHY – “Notoryczni debiutanci” (recenzja)

Z tą płytą miałem największy problem. Debiut kładzie na łopatki drugie wydawnictwo pod niemal każdym względem. Zwłaszcza – tekstowym. Liryki tym razem pisane były chyba przez Wiraszkę na kolanie. Nóżka jednak wystukiwała rytm, a momentami uśmiech pojawiał się na twarzy.

7. LAO CHE – “Prąd stały / Prąd zmienny” (recenzja)

Dotychczas wydawali płyty co trzy lata. Tym razem strategia się zmieniła i nowy album pojawił się w sklepach po upływie dwudziestu czterech miesięcy. Niestety, to najsłabsza płyta Lao Che w dyskografii, ale i tak na tle innych wykonawców, są ciągle w dobrej formie. Dodatkowy plus za to, że na koncertach utwory brzmią jeszcze lepiej.

6.NIWEA – “01″

Wakacyjną porą nie mogłem się uwolnić od tych utworów. Teraz robią już na mnie zdecydowanie mniejsze wrażenie. “Ciekawe” – taki przymiotnik chyba jest najbardziej celny w przypadku “01″. Mam jednak obawy, że w moim zestawieniu pojawiają się pierwszy i ostatni raz. Taka muzyka po prostu nie sprawdza się na dłuższą metę.

5. L.STADT – “El.P” (recenzja)

Można narzekać, że to zaledwie niecałe 30 minut muzyki, ale skoro każdy z tych dziewięciu utworów jest na światowym poziomie, mała ilość jest wybaczona. Fajnie, że mamy taką kapelę w Polsce.

4. SORRY BOYS – “Hard Working Classes” (recenzja)

Nazwa zespołu idiotyczna, ale zawartość płyty zmieniła całkowicie moje podejście. Najlepszą recenzją niech pozostanie fakt, że po odsłuchaniu krążek nie znikał z mojego odtwarzacza przez kilka dni. Głos Izy Komoszyńskiej zniewala.

3. STRACHY NA LACHY – “Dodekafonia” (recenzja)

Możecie mnie szczypać, gryźć, kopać, ale zdania nie zmienię – Grabaż to wielki artysta. Najlepszy album w dyskografii zespołu. Czas zadziałał na korzyść SNL i można wybaczyć dwie poprzednie płyty z coverami. Przy słowach z ostatniego utworu: “Zostawiam pożegnalny list i Kopertę z moim DNA” ciarki przechodzą po ciele za każdym razem.

2. 52UM – “Superego” (recenzja)

Brylewski potwierdza, że jest jednym z najzdolniejszych muzyków w naszym kraju. “Superego” wciąga i nie chce długo wyjść z głowy. Świetny muzyczny narkotyk.

1. BRODKA – “Granda” (recenzja)

Pierwsze miejsce przyznaję bez żadnych wątpliwości. Gdyby ktoś mi powiedział przed rokiem, że Brodka nagra coś tak szaleńczo wspaniałego, nigdy bym nie uwierzył. Program “Idol” na coś się jednak przydał.

Iza Komoszyńska i spółka w ciągu dwóch ostatnich lat wyrobiła się bardzo mocno. Utwory, jak na debiutantów, dojrzałe i świeże. Aż miło się słucha, kiedy tak się zagłębi w liryczno-muzyczny horyzont przez nich utworzony. I na żywo też się sprawdza!

Ms. No One – “The Leaving Room”

Krótko mówiąc: dobra płyta. Ciekawy klimat, trochę ciężki, nieraz industrialny. Nie jest to czysta, dream-popowa płyta, tylko kompozycje bawiące się stylistyką, nierzadko niesamowicie brudną. Plus przepiękny głos Asi Piwowar.

Levity Trio – “Chopin Shuffle”

Bezpretensjonalnie o Chopinie. Jazz, rock, blues – wszystko wymieszane w przyjemnych proporcjach dając w rezultacie energiczną i kompletnie odjechaną płytę.

Brodka – “Granda”

Jedno z największych zaskoczeń tegorocznej jesieni wydawniczej. Monika Brodka zmieniła image, nagrała radosną, elektro-folk’ową płytę i zaskarbiła sobie gigantyczną rzeszę nowych fanów. Płyta cud.

Jazzpospolita – “Almost Splendid”

Kolejny dowód na to, iż jazz w Polsce trzyma się niezwykle dobrze. Dużo zróżnicowanych kompozycji, doskonałych pomysłów zahaczających o przeróżne gatunki muzycznej z jednym hasłem przewodnim – dobrą zabawą.

Indigo Tree – “Blanik”

Takich trzech, jak ich dwóch, to nie ma ani jednego. Jeden z bardziej interesująch projektów na rynku rodzimym z drugim albumem. Klimatycznie, dojrzale, pokrętnie. Ale co najważniejsze, wyśmienicie.

Paristetris – “Honey Darlin’”

Awangardowe przeskoki, fikołki muzyczne, spora doza szaleństwa, eksperymentu i improwizacji. Płyta ma wymiar niemal absurdalny. Chaos wynikający z połączenia różnorakich gatunków daje nieraz kuriozalny wynik, jednak brakowało tak prawdziwej i wyrazistej muzyki.

Searching For Calm – “Celestial Greetings”

Post-hardcore’owcy z duszą, którzy wydali drugi album, zdecydowanie mniej hardcore’owy niż debiut. Dużą rolę spełniają dalej dwa basy, tak charakterystyczne dla grupy, nie mniej jednak położono nacisk na melodię i kompozycję niż sam hałas. Zdecydowany plus.

Igor Boxx – “Breslau”

Igor Pudło aka 1/2 Skalpela wydał solową płytę, w której opisuje to, co dziać się miało podczas Festung Breslau w swojej interpretacji. Niesamowity klimat i melodie jako ilustracja wydarzeń świetnie pokazują, jaką klasą owy pan Pudło dysponuje. W końcu nie na darmo wydaje go Ninja Tune.

tres.b – “The Other Hand”

W sumie można potraktować to jako polską płytę, bo jest tam przecie Polka. Radosne, wymieszane, poplątane style. Jest i pseudo beach rock, są i dream popowe zagrywki, nieraz wychyla się mocniejszy akcent. Płyta światowa, jak oni sami. Młodzieńcza energia i pasja zamknięta na fenomenalnym krążku.

Ania Wojciechowska

1. C.H. District – “Conclusion” (Requiem Records)

Mirosław Matyasik, jeden z najlepszych i najbardziej zasłużonych twórców IDM w Polsce, wraca z genialnym albumem- dostajemy 10 utworów składających się na opowieść spod znaku nowej elektroniki, utrzymaną w industrialnym klimacie.

2. Igor Boxx – “Breslau” (Ninja Tune)

Igor Pudło za pomocą dźwięków stworzył swoisty teatr wyobraźni, robiąc to w sposób bardzo subtelny i metaforyczny. Zero nachalności, martyrologii, patetyzmu i innych elementów, które nieodłącznie kojarzą się z tego typu projektami.

3. Pleq – “My Life Begins Today” (U- Cover)

Pleq nadal chodzi własnymi ścieżkami, nie za bardzo oglądając się na to, co aktualnie modne i ?pożądane?. W efekcie powstał album niesamowicie ascetyczny, ale też melancholijny (by nie rzec smutny), a dzięki chociażby takiemu ?Noisy Stars? możemy Dziadoszowi spokojnie wybaczyć, że czasem zdarza mu się uciekać w schematy.

4. L.U.C – “PyyKyCyKyTyPff” (EMI Music Poland)

Wreszcie jakaś awangardowa produkcja- brawa dla artysty, że nie boi się eksperymentować. L.U.C jest również bacznym obserwatorem szarej polskiej rzeczywistości, co znalazło odzwierciedlenie w niebanalnych tekstach.

5. Aabzu – “Rambo” (Audio Tong)

Inteligentna gra ze słuchaczem plus obezwładniająca swoją gęstością masa dźwięków wystarczy by ?Rambo? można określić jako jedno z najciekawszych tegorocznych wydawnictw powstałych na rodzimym gruncie.

6. Pink Freud – “Monster of Jazz” (Universal)

Mazolewski i spółka stworzyli prawdziwego muzycznego potwora. To ludzie, którzy na język muzyki instrumentalnej przełożyli klasyków poszukującej elektroniki i wyszło im to zaskakująco dobrze (“Goz Quarter”).

7. Mikromusic – “Sova” (Adapter)

Bardzo wdzięczna oraz niesamowicie nastrojowa i subtelna płyta, a muzykom nie można odmówić zdolności do pisania łatwo wpadających w ucho melodii. Jednak na trzecim albumie pozwolili sobie delikatnie poeksperymentować i dobrze na tym wyszli.

8. Kim Nowak – “Kim Nowak” (Universal)

Bracia Waglewscy dali upust swoim rockowym fantazjom- króluje tu więc zgiełk, jest szybko i ostro, ale nie brak też snujących się sennie melodii.

9. Kristen – “Western Lands” (Lado ABC)

Gęsty brzmieniowo, bogaty w znaczenia album, tętniący wręcz pomysłami, co niestety momentami może potęgować wrażenie chaosu. Z drugiej strony taki eklektyzm sprawia, że słuchacz przez cały czas zastanawia się, co go jeszcze czeka i w takim stanie pozostaje on aż do końca płyty.

10. Wojtek Grabek – “8″

Muzyka Grabka nadal nie jest wyjątkowo odkrywcza, czy innowacyjna, ale połączenie delikatnych skrzypiec z elektroniką przekonuje mnie do tego, aby ponownie sięgać po ten album.

Maria Grudowska

Niwea – “01″

Można ich śmiało nazwać pierwszymi skandalistami polskiej alternatywy anno domini 2010. Uwielbiani albo znienawidzeni, ale trzeba przyznać, że intrygujący. Tekst, który prozą nie miałby szans zaistnieć na antenie, okraszony bitem Dawida Szczęsnego, okazuje się ciekawą mieszanką. Nie ma, że ci się to nie podoba, no!

Sorry Boys – “Chance”

Za piękny głos który układa sie w sinusoidy przeszywa i mówi do podświadomości, za lekkość, delikatność, za czar jaki zespół rozsiewa wokół siebie muzyką nawet podczas słuchania na youtube. Jakość debiutu, niezaprzeczalnie światowa!

Brodka – “Granda”

Sto punktów dla panny, która im starsza, tym mniej przejęta rzewnymi historiami miłosnymi w stylu R?n?B i soul, a która w wieku lat 23 sięgnęła po melodie folkowe, elektronikę, po dźwięki pełne zabawy, porywające do tańca, które śpiewa z nią cały klub, a panna nurkuje w tłumie!

Muchy – “Notoryczni debiutanci”

Jedni mówią, że panowie poznaniacy dorośli, inni, że się postarzeli. Tak, czy inaczej, czarują i tekstami, już w zupełnie inny sposób, ale nadal skutecznie. W końcu ?to, że cię nie gonią, nie znaczy, że masz stać?.

Kim Nowak – “Kim Nowak”

Jest ich trzech, a robią hałasu za pięcioro! Brudne, surowe brzmienia gitar, klasyczny, garażowy rock, jakiego słuchali nasi rodzice, wszystko nagrane na setkę, bez zbędnych dodatków i brokatu w postaci klawiszy czy syntezatorów. Podobno w świecie to znowu jest modne. A, i jeszcze wszystko po polsku.

Out of tune – “Lights so bright”

Wraz z wydaniem drugiej płyty warszawiacy dokonali przewrotu stylistycznego. W oczekiwaniu na debiut Kamp! Zaintrygowały mnie ich fascynacje latami 80., synth popem, disco i syntezatorowym plumkaniem. Poza tym, bezapelacyjnie, bije od nich radość .

Lao che – “Prąd stały/prąd zmienny”

Zaskoczenie dla tych, którym Lao che kojarzy się przede wszystkim z gitarami.  Ponadto, to płyta z nietuzinkowymi historiami: o zakochanym prądzie, o tramwaju, zimie stulecia czy bliżej nie określonych koligacjach rodzinnych. Plus za umiejętność alternatywnego patrzenia na świat, plus za ciekawe personifikacje. Bo czy zawsze musi być tak dosłownie?

Star Guard Muffin – “Szanuj”

Cala polska tańczy reggae od kiedy ten dziewiętnastolatek pojawił się na wizji. Jest nadzieja, że od teraz niepełnoletni zamiast ciąć sobie żyły i wypłakiwać się na blogach, będą śpiewać o miłości do bliźniego.

Michał Baniowski

1. Dżem – “Muza”

Płyta w ogóle nie hype?owa i całkowicie nie lanserska. Płyta po prostu dobra i zrobiona z uczuciem. Ważna jest kompozycja, ważny jest tekst. Z pełnym szacunkiem dla tradycji.

2. No!No!No! – “No!No!No!”

Po wielu trudach, ale jednak doceniona. Makowiecki jeszcze nigdy nie był tak zagadkowy. Trudny album dla wymagającego słuchacza.

3. Kumka Olik – “Podobno nie masz już Francji”

Totalne przewartościowanie. Nowe inspiracje, nowe brzmienie, nowa jakość. Pokażcie mi drogę do Indii!

4. Miss Polski – “Miss Polski”

Pięknie, stylowo i romantycznie. Sentyment do czasów, w których nigdy nie żyłem. Chęć bycia jak James Bond i Humphrey Bogart. Z taką Miss poszedłbym na dancing.

5. Poluzjanci – “Druga płyta”

Bez wątpienia jedna z najsmaczniejszych płyt roku. Zespołu z najlepszym wokalistą w kraju. Zmienili nazwę, ale nie zmienili siebie.

6. Muchy – “Notoryczni debiutanci”

Klasa sama w sobie. Ugruntowana pozycja na polskiej scenie zmobilizowała do nagrania najlepszej płyty w karierze. Super!

7. Czesław Śpiewa – “Pop’

Zachwyca cały koncept. Okładka, plastelina, muzyka, słowa, osobowość Czesława. Prawdziwy oryginał. Chrońmy jak niepodległości!

8. Mikromusic – “Sova”

“Sennik” był chyba trochę lepszy. Lecz na tle wszechobecnej miałkości, to właśnie Mikromusic pozostaje bastionem dobrego smaku.

9. Brodka – “Granda”

Mała Monika, mała muzyka. Duża Brodka, wielka płyta. Wyrosła na zdecydowanie barwną i, przede wszystkim, zdolną postać. Obrany kierunek jak najbardziej słuszny.

10. Kim Nowak – “Kim Nowak”

Muzycy ściśle związani z hip-hopem nagrali najlepszy rockowy album ostatnich dwunastu miesięcy. Dziwne? Raczej fascynujące.

Krzysiek Żyła

Brodka – “Granda”

Z pomocą Radka Łukasiewicza, Budynia i Marcina Borsa wycisnęła z muzyki POPowej absolutne maksimum.

Czesław Śpiewa – “Pop”

Czesław udowonił, że poza smutną miną i zabawnym akcentem jest także kapitalnym kompozytorem. Do tego jego skandynawscy przyjaciele – ja jestem “zawsze na tak”.

Dagadana – “Maleńka”

Zjawiskowi, co w dzisiejszej muzyce nie zdarza się ad hoc. Barwni, emocjonalni, zaskakujący. Dogadali wszystkim, którzy przewidywali płytkość tego pomysłu. Do tego te koncerty.

Indigo Tree – “Blanik”

Zgarniają wyróżnienia jak leci. Zdobywają laury i zaszczyty. Grają po “nijakiemu”, nie pozwalając się opisać i przypisać. Pionierzy, odkrywcy? Nie wiem, po prostu słucham.

Ms. No One – “The Leaving Room”

Islandia na kontynencie? Trip-Hop po polsku? A może górno-śląski krajobraz i ponadprzeciętna wrażliwość? Pewnie wszystkiego po trochu, “trochę chmur, trochę słońca”. Pięknie-smutno.

Muchy – “Notoryczni Debiutanci”

“To, że cię nie gonią nie znaczy, że masz stać” Sami sobie to wymyślili i sami sprawdzają sobie dzienniczki uwag. “Notorycznymi” udowodnili, że mogą być głosem pokolenia, nie tylko tego urodzonego w nowym systemie.

Niwea – “01″

Nie wiem sam czy bardziej mnie żenują czy fascynują. Nie wiem co grają, nie wiem co biorą. Nie wiem i nie rozumiem. Ale w kategori “o co cho?” roku – niepodważalni.

NYC – “Women in Love, Men in Uniforms”
Po hucznym debiucie, drugą płytę wydali ukratkiem. Za to z jeszcze większą dawką nowego post-rocka poziomem wykraczającym daleko poza naszą ekstraklasę.

Pogodno – “Wasza Wspaniałość”

Mimo perturbacji Budyniowi udało się wrócić, zmienić styl i rym, basistę oraz gitarzystę i nagrać nowe  Pogodno. Inne, czy lepsze? Wielce wartościowe.

Sorry Boys – “Hard Working Classes”

Lech Janerka był pod wrażeniem ich brzmienia. Ja podziwiam ich zapał, entuzjazm i brak zgody na kompromis, dzięki czemu ciężka robota jaką wykonali podczas prawie dwóch lat pracy nad materiałem zaowocowała muzyką przenikającą, nawet tych gruboskórnych.

Kamila Madajczyk

Ms. No One – “The Leaving Room”

Pierwsza dama polskiego trip-hopu, choć ten album oferuje dużo więcej niż tylko dźwięki spod znaku Massive Attack. Cała masa cudownych melodii i aranżacje na najwyższym poziomie.

L.Stadt – “EL.P”

Druga płyta łódzkiego zespołu zaskakuje rock’n'rollową radością grania i całą gamą muzycznych umilaczy. Tu śpiewa dziecięcy chórek, tam perkusista zagubi się na moment w latynoskim rytmie… Krótko, na temat i z klasą.

Digit All Love – “V (Fau)”

Natalia Grosiak tym razem w objęciach elektroniki. Łagodność dźwięków smyczkowego tria przeplatająca się z brzmieniami rocka mrocznymi jak okładka płyty; trip-hop i fortepian – każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Mitch And Mitch With Their Incredible Combo – “XXII Century Sound Pioniers”

Swingująco-staroświecko-jazzująco-żartobliwa płyta z promykami włoskiego słońca. Jedyna w swoim rodzaju.

Brodka – “Granda”

Nowocześnie brzmiący folk, którego przyjemnie słucha się nie tylko od święta. “Granda” to jedno z największych zaskoczeń tego roku.

Sorry Boys – “Hard Working Classes”

10 udanych słodko-gorzkich melodii w delikatnym odcieniu shoegaze i jeden z ciekawszych polskich głosów Isabelle K.

The Complainer – “The Amor”

Kawałek Meksyku dla każdego.

We Call It a Sound – “Animated”

Elektronika, loopy, gitary, dęciaki i kalimba urozmaicają brzmienie We Call It A Sound. Ta mnogość mogłaby wprowadzać zamęt, ale na “Animated” wszystko ma swoje przemyślane miejsce. Sprawia to, że muzyki tego młodego zespołu słucha się z wielką przyjemnością.

Adre’n'alin “Cargo”

Muzyczne pejzaże w chilloutowo-ambientowym klimacie. Igor Szulc wraz ze swoim zespołem wyprawia się na tereny dotychczas przez polskich artystów nie poznane. Z bardzo dobrym skutkiem.

tres B. – “The Other Hand”

Polsko-holendersko-duński tercet nagrał gitarową płytę pod wodzą producenta albumów Nicka Cave’a and The Bed Seeds i PJ Harvey. To musiało się udać.

Michał Stępniak

Jak co roku, miałem wielki problem z ułożeniem “polskiej” pierwszej dziesiątki i o zachwycie mogę  mówić tylko w przypadku zwyciężczyni. Brak w zestawieniu takich projektów jak Cieślak i Księżniczki, Igor Boxx czy Neweast Zealand wynika z faktu, że ich twórczość zupełnie nie trafia w moje gusta i chyba nigdy nie będzie… Aczkolwiek rozumiem, że komuś może się podobać.

10. BLACK TAPES  “Shipwreck”

Syndromu “drugiej płyty” w przypadku Black Tapes z pewnością nie ma, ale też radość z obcowania z twórczością warszawiaków tym razem jest zdecydowanie mniejsza. Przesłuchać kilka razy i odłożyć na półkę – raczej nie o to powinno chodzić.  Gdyby nie klawisze, po pierwszym razie nie wróciłbym do “Shipwreck” chyba już nigdy.

9. VOO VOO – “Wszyscy muzycy to wojownicy”

Tytułowy utwór z płyty mógłby kandydować do nagrody dla największej żenady, jaką moje uszy słyszały w tym roku, ale poza tym… jest nieźle. Takie Voo Voo lubię, a i senior Waglewski zostawił daleko w tyle swoich synów. Zresztą, on nie musi już niczego udowadniać.

8. MUCHY – “Notoryczni debiutanci”

Z tą płytą miałem największy problem. Debiut kładzie na łopatki drugie wydawnictwo pod niemal każdym względem. Zwłaszcza – tekstowym. Liryki tym razem pisane były chyba przez Wiraszkę na kolanie. Nóżka jednak wystukiwała rytm, a momentami uśmiech pojawiał się na twarzy.

7. LAO CHE – “Prąd stały / Prąd zmienny”

Dotychczas wydawali płyty co trzy lata. Tym razem strategia się zmieniła i nowy album pojawił się w sklepach po upływie dwudziestu czterech miesięcy. Niestety, to najsłabsza płyta Lao Che w dyskografii, ale i tak na tle innych wykonawców, są ciągle w dobrej formie. Dodatkowy plus za to, że na koncertach utwory brzmią jeszcze lepiej.

6.NIWEA – “01″

Wakacyjną porą nie mogłem się uwolnić od tych utworów. Teraz robią już na mnie zdecydowanie mniejsze wrażenie. “Ciekawe” – taki przymiotnik chyba jest najbardziej celny w przypadku “01″. Mam jednak obawy, że w moim zestawieniu pojawiają się pierwszy i ostatni raz. Taka muzyka po prostu nie sprawdza się na dłuższą metę.

5. L.STADT “El.P”

Można narzekać, że to zaledwie niecałe 30 minut muzyki, ale skoro każdy z tych dziewięciu utworów jest na światowym poziomie, mała ilość jest wybaczona. Fajnie, że mamy taką kapelę w Polsce.

4. SORRY BOYS – “Hard Working Classes”

Nazwa zespołu idiotyczna, ale zawartość płyty zmieniła całkowicie moje podejście. Najlepszą recenzją niech pozostanie fakt, że po odsłuchaniu krążek nie znikał z mojego odtwarzacza przez kilka dni. Głos Izy Komoszyńskiej zniewala.

3. STRACHY NA LACHY – “Dodekafonia”

Możecie mnie szczypać, gryźć, kopać, ale zdania nie zmienię – Grabaż to wielki artysta. Najlepszy album w dyskografii zespołu. Czas zadziałał na korzyść SNL i można wybaczyć dwie poprzednie płyty z coverami. Przy słowach z ostatniego utworu: “Zostawiam pożegnalny list i Kopertę z moim DNA” ciarki przechodzą po ciele za każdym razem.

2. 52UM – “Superego”

Brylewski potwierdza, że jest jednym z najzdolniejszych muzyków w naszym kraju. “Superego” wciąga i nie chce długo wyjść z głowy. Świetny muzyczny narkotyk.

1. BRODKA – “Granda”

Pierwsze miejsce przyznaję bez żadnych wątpliwości. Gdyby ktoś mi powiedział przed rokiem, że Brodka nagra coś tak szaleńczo wspaniałego, nigdy bym nie uwierzył. Program “Idol” na coś się jednak przydał.

Gosia Lewandowska

10.Wieże Fabryk “Dym”

10tkę otwiera Łódź. Wieże Fabryk powracają. Chyba najbardziej łódzka płyta jaką słyszałam od dłuższego czasu. Przepraszam, lokalny patriotyzm przemówił.

9. Tin Pan Alley “Palm Waves”

Na początku roku było o nich dość głośno. Teraz mam wrażenie trochę to zamieszanie przycichło. A szkoda, bo nie dość, że “Palm Waves” to materiał precyzyjnie przemyślany i zrealizowany z wielką dokładnością, to przede wszystkich kawał porządnego gitarowego grania. A nie tam żadne tam pitu pitu!

8. We Call It A sound “Animated”

I kolejni ‘poszkodowani’. Kiedy ukazało się”Animted” zachwycało się nimi wielu. I jakimś cudem nic większego z tego nie wynikło. A ja proszę, żeby takie zespołu jak We Call It A Sound i takie płyty jak “Animated” nie popadły w zapomnienie!

7. 19 Wiosen “Pożegnanie ze światem”

Jedna z moich słabostek. 19stki mają w sobie coś tak cudownie surowego, że nie jestem się im w stanie oprzeć.

6. Niwea “01″

Miejsce 6. za to jaką furorę zrobili w tym roku, za najsłynniejsze “No!” dziesięciolecia i za pokazanie, że nie trzeba grać tanecznego elektro, żeby wypełniać sale koncertowe i żeby zaprosili Cię na Selectora.

5. Muchy “Notoryczni Debiutanci”

Padł ostatni bastion. Poddałam się, choć broniłam się do ostatniej chwili. Muchy mnie kupiły. Głównie za sprawą “93″ i “Księgowych i Marynarzy”. Perełki. I nawet wokal Wiraszki przestaje drażnić.

4. The Complainer “Amor”

Jest coś takiego w The Complainer co chwyta mnie za serce i każe stać przy nich murem. Ich urok osobisty – być może, ich talent to pisania lekkich i przyjemnych piosenek – na pewno. Przecież oni mogliby co chwila wydawać nowy album a i tak za każdym razem sięgałabym po niego z podobną ekscytacją.

3. Brodka”Granda”

Biję brawo. Mocno. Pani Moniko, gratuluję wyboru. No żeby z miałkich popowych hitów, z biegania po łące w męskiej koszuli i z całej tej idolowej otoczki wybić się na poziom “Grandy”. Super! W ciągu chwili Brodka stała się ulubienicą alternatywnej młodzieży i pokazała, że ona jeszcze nie skończyła i do powiedzenia ma dużo.

2. Tryp “Kochanówka”

Pisałam niedawno, że łódzkie miszmasze muzyczne nie przestaną mnie zaskakiwać. I mimo, że wiedziałam czego mogę się spodziewać po tym zestawieniu to i tak “Kochanówka” mną mocno “trzepnęła”. I szkoda tylko, że na dwie najlepsze polskie płyty roku trzeba było czekać aż do grudnia.

1. L.Stadt “El.P”

W końcu tupnęli i szarpnęli za struny. Na takie żywe i przebojowe L.Stadt czekałam od dawna. Przecież takie “Ciggies” czy “Death Of A Surfer Girl” mogłoby spokojnie konkurować z indiehitami z Wysp. Do tego Panowie przenoszą tą energię na koncerty co jeszcze parę miesięcy temu nie wychodziło im tak dobrze.

Krzysiek Kowalczyk

Nawet nie będę próbował ustawiać poniżej wymienionych płyt w konkretnej kolejności. Jeśli miałbym stawiać jakieś podium, to wspomnę, że najlepsze polską płytą w 2010 roku był dla mnie “Blanik” Indigo Tree, a najlepszą zagraniczną “High Violet” The National. Nie obyło się bez wielu dylematów, a to może tylko cieszyć. Już dawno nie było tak dobrego roku dla polskiej alternatywy – czuć, że nasi rodzimy wykonawcy co raz śmielje wychodzą z cienia i nie boją się walczyć o publiczność, często za pomocą trudnej i ambitnej muzyki. Uśmiech pojawia się na twarzy, sa samą myśl co może się wydarzyć na naszym podwórku w 2011 roku.

Indigo Tree – “Blanik”

Kupicz, Zawady i Lety nagrali jedną z najlepszych płyt jakie słyszałem w tym roku, tworząc oszczędne, pełne skupienia piosenki, potrafiące schwytać niezwykle ulotne emocje.

Kristen – “Western Lands”

Znakomity powrót studyjny po pięciu latach – gdyby każdy zespół rozwijał się z albumu na album tak, jak Kristen, Polska już dawno byłaby muzycznym imperium.

The Complainer – “Amor”

Egzotyczny, zaskakujący, a przede wszystkim przepełniony pomysłami i energią Ameryki Południowej album, zabierający nas w podróż za Wielką Wodę.

Paula i Karol – “Overshare”

Bezpretensjonalna i jakże szczera muzyka, przepełniona pogodą ducha, która momentalnie udziela się słuchaczowi.

We Call It a Sound – “Animated”

Debiut zaskakujący mnogością inspiracji niepopularnych w naszym kraju – elektronika występuje tu obok folku oraz popu i wcale nie ma się wrażenia niespójności.

Niwea – “01″

W 2010 roku można było zjawisko, jakim jest Niwea, wielbić albo nie znosić, ale nie sposób było koło tego duetu przejść obojętnie.

Cieślak i Księżniczki – “Cieślak i Księżniczki”

Piękne dzieło pod każdym względem – wysmakowane aranżacje, świetnie napisane piosenki i marzycielska atmosfera.

Black Tapes – “Shipwreck”

Warszawiacy idą za ciosem: zdrowa dawka punka i rock’n'rolla, przyprawiona szczyptą oldschoolowych klawiszy. Dowód na to, że grać prosto, nie oznacza grać prostacko.

Mikrokolektyw – “Revisit”

Nasza narodowa duma. Nie dość, że nagrali fascynującą płytę, którą nie sposób zaszufladkować, to jeszcze wydali ją w kultowej, chicagowskiej wytwórni Delmark.

Igor Boxx – “Breslau”

Znakomita płyta odpowiadająca historię niezwykłego miasta – płyta nie wydana przez żaden instytut historyczny ani muzeum; płyta, która nie próbowała żerować na żadnej okrągłej rocznicy.

Anna Lenarcik

Przyznać się muszę, iż nie śledziłam z zapartym tchem wszystkich nowości muzycznych, które sukcesywnie ukazywały się przez cały mijający rok. Ot, przesłuchiwałam po prostu to, co mi akurat wpadło w ręce, o czym przez przypadek gdzieś przeczytałam lub usłyszałam. Nie sądziłam nawet, że uda mi się z tego skompilować jakieś zestawienie, ale – jak widać – jakoś poszło…

Tego typu rankingi zawsze traktuję z dystansem – nie da się bowiem jednoznacznie i jednomyślnie wyłonić tej “najlepszej płyty roku”, “najlepszego wykonawcy”, “najlepszej piosenki”. Przed przystąpieniem do tworzenia rankingu, należałoby przyjąć pewien zestaw kryteriów, według których poszczególne płyty byłyby oceniane, a co jest obecnie – przy takiej różnorodności gatunków muzycznych – wręcz niemożliwe. Dlatego z premedytacją zignoruję wszelkie konwencje i po prostu zaproponuję kilka tytułów, które w 2010 roku zrobiły na mnie wrażenie.

Baaba – “Disco Externo”

Za niesamowicie kreatywny i pełen dowcipnych “smaczków” muzyczny miszmasz jazzu, yassu, bossa novy, disco, elektro, etno, rocka i mnóstwa innych gatunków muzycznych.

DagaDana – “Maleńka”

Za oryginalność repertuarową i rewelacyjne wokalizy.

Grzegorz Turnau – “Fabryka Klamek”

Za kolejną już płytę z błyskotliwie zaaranżowaną, zinterpretowaną i zaśpiewaną poezją.

Jazpospolita – “Almost Splendid”

Za feeling, przestrzenność brzmienia i wszechstronne inspiracje.

L.Stadt – “EL.P”

Za brytyjski klimat, melodyjność, swoistą liryczność i profesjonalne brzmienie.

Paristetris – “Honey Darlin’”

Za fantazję, zabawę stylami, nieobliczalność i szalone eksperymenty muzyczne.

Paula i Karol – “Overshared”

Za bezpretensjonalność i radosną aurę całego albumu.

Smolik – “4″

Za chillout, perfekcyjną produkcję i wspaniałych gości, którzy zgodzili się zaśpiewać na płycie.

Sorry Boys – “Hard Working Classes”

Za wokal Izy i nastrojowość.

Tres.B – “The Other Hand”

Za ładne popowe kompozycje i ciekawe aranże.

————————————————-

Łukasz Stasiełowicz

Brodka – “Granda”

Sztuczna, promowana na siłę, pozbawiona autentyczności. Zarzutów wobec wokalistki nie brakuje, udało jej się jednak poruszyć alternatywne środowisko, a przede wszystkim zaskoczyć słuchaczy drastyczną zmianą jakościową.

Cukunft – “Itstikeyt”

Pierwszy z krążków oznacza teraźniejszość (drugi to Fargangenheit, czyli przeszłość | cukunft = przyszłość). Zapis koncertu grupy Raphaela Rogińskiego obfituje w dobrze znane melodie świetnie wkomponowane w odgórny koncept. Muzyka żydowska w bardzo przystępnym wydaniu.

incarNations – “Radio Retro”

Duet Maja Kleszcz – Wojtek Krzak nagrał zaskakujący materiał, odbiegający od tego znanego z Kapeli ze wsi Warszawa. Mamy retro koncept, adekwatną warstwę instrumentalną, rozpoznawalny wokal i ten wyjątkowy, zajmujący klimat.

Levity – “Chopin Shuffle”

Na pewno jeden z najbardziej niestandardowych projektów wynikających z okoliczności roku Chopina w Polsce. Trio śmiało zmodyfikowało znane Preludia – instrumentalne szaleństwo, zaskakujące aranżacje.

Mikromusic – “SOVA”

Wyjątkowy głos, niepospolite teksty i niezwykłe kompozycje. Trzecim albumem Natalia Grosiak, Dawid Korbaczyński oraz reszta kompanów wspólnie zapełniają polską lukę pomiędzy alternatywą, a popem.

Newest Zealand – “Newest Zealand”

Oceny albumu dobitnie ukazują jak trudno jest wydając wyrok powstrzymać się przed łączeniem osobowości Borysa Dejnarowicza z jego kompozycjami. Na słuchaczy czeka jednak mnóstwo smaczków, inspiracji i gości zintegrowanych w przystępne struktury utworów.

Smolik – “4″

Po raz czwarty Andrzej Smolik zaprosił mniej lub bardziej znane osobistości do współpracy nad odprężającą muzyką. Natalia Grosiak, Gaba Kulka, Mika Urbaniak czy znany z Pensao Listopad Joao T. de Sousa – wszyscy odnajdują się w tutaj znakomicie.

Sorry Boys – “Hard Working Classess”

Debiutanckim albumem nie tylko pozwolili długo wyczekującym odetchnąć z ulgą, pobudzili również apetyt na przyszłe wydawnictwa. Specyficzny w swej nieprzeciętności głos Izy Komoszyńskiej frapuje, warstwa instrumentalna porywa natomiast w eklektyczną podróż.

Tomek Sowiński and the Collective Improvisation Group – “Synergy”

Album, który rozparcelowany na poszczególne kompozycje może nie przekonuje ale słuchany bez przerw ma szansę przyjemnie wyłączyć nas na kilkadziesiąt minut z tego świata. Wydana nakładem Multikulti płyta polskiego perkusisty wcale nie ogranicza się do rytmu (w tym tkwi zresztą jej geniusz), duża w tym zasługa zaproszonych gości i ich instrumentów – saksofon, trąbka, gitary, klawisze, sample.

We Call It A Sound – “Animated”

Docenieni przez konkursowe jury, dziennikarzy profesjonalnych i amatorskich, do tego występ przed Yeasayer. Wydawałoby się, iż wszystko zmierza w optymalnym kierunku, jednak pomimo niewątpliwych atutów ich spokojne i ubarwione elektroniką piosenki nie zdobyły kilka miesięcy po premierze zbytniej popularności.

Michał Wieczorek

1. Eldo – “Zapiski z 1001 nocy”

Eldo wreszcie nauczył się dobrego flow, wreszcie nie jest ono kwadratowe, lecz płynie razem z muzyką. Podkłady zrobili mu The Returners, więc jest najbardziej klasyczna płyta warszawskiego rapera, pełna odniesień do złotych lat nowojorskiego rapu. Do tego piekielnie inteligentne, czasem socjologiczne, czasem bardzo osobiste teksty. I Warszawa w tle.

2. Brodka – “Granda”

Największe zaskoczenie tego roku. Inteligentna mieszanka góralszczyzny, nowoczesności, orientu, disco, tradycji i czego tam sobie jeszcze chcecie. Bez żadnych wad toczących nasz mainstream. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, wszyscy to wiemy, ale bardzo bym chciał, żeby ?Granda? była zapowiedzią zmian w naszym popie.

3. Village Kollektiv – “Subvillage Sound”

Wykorzystując przerwę w działalności Kapeli ze wsi Warszawa, Rafał Kołaciński skrzyknął Village Kollektiv i znów wyruszył z nimi w podróż po Europie Środkowej i Wschodniej, zahaczając o Wielki Step, a nawet Indie, jednak najwięcej czasu spędzamy na Bałkanach. Wszystko brzmi bardzo spójnie dzięki dubowej podstawie, która jest największym wyróżnikiem tego projektu.

4. Kristen – “Western Lands”

Ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu drogi rozgrywającego się na Ziemiach Odzyskanych.

5. Muchy – “Notoryczni debiutanci”

Przeskoczyli “Terroromans”. Wystarczy.

6. Incarnations – “Radio Retro”

Zadymiony bar, blues, soul, gospel, country. Stylowe piosenki. Trochę nostalgii za dawno minionymi czasami, wyrafinowanie Buena Vista Social Club. To wszystko składa się na”Radio Retro”.

7. Młynarski Plays Młynarski – “Rebeka nie zejdzie dziś na kolację”

Zdolny syn znanego ojca postanowił odświeżyć piosenki rodzica. Zaprosił wybitnych muzyków, przed mikrofonem postawił fenomenalną Gabrielę Kulkę, a piosenki Młynarskiego seniora przeniósł w zupełnie nowy wymiar, który rozciąga się od piosenki kabaretowej do noise rocka.

8. The Black Tapes – “Shipwreck”

Znów 28 minut. Znów jest szybko i do przodu, przecież to punk rock. Znów jest sporo Gang of Four i The Clash. I ciągle jest wyśmienicie, bo warszawiacy nie stoją w miejscu, lecz ciągle się rozwijają .

9. Niwea – “01″

Niezgłębiony fenomen. Albo kochasz albo nienawidzisz. No.

10. Searching For Calm – “Celestial Greetings”

Pos-hardcore’owa petarda. Taka była ich poprzednia płyta. Na “Celestial Greetings” flirtują z popem i pos-rockiem, nie zapominając o swoich korzeniach.




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.