25.11.2010 01:27

Autor: Maria

Po prostu granda! – relacja z pierwszego koncertu Granda Tour

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


IMG_3720.JPG Po prostu granda! – relacja z pierwszego koncertu Granda Tour

Pierwszy koncert z rozpoczynającej się właśnie trasy Moniki Brodki miał miejsce w niedawno otwartym klubie Kultowa we Wrocławiu. Naszym jednak zdaniem najbardziej kultowa była tego wieczoru sama wokalistka!

KUBA: Zacząłbym od tego, jak to się właściwie zaczęło. Nawet się nie spodziewałem takiej ilości osób! Kolejka formowała się coraz bardziej i bardziej. W ciągu kilku minut przybywało kilkadziesiąt kolejnych fanów Brodki.

MARIA: Na wstępie zagrało dla mnie osobiste objawienie ostatniego czasu, zespół Sorry Boys z wokalem Izy Komoszyńskiej: delikatnie, zwiewnie, ale z powerem! Stylistyka trochę inna od gwiazdy wieczoru. Rozbujało, posmutniało, ale grono fanów zespołu po tym wieczorze zdecydowanie się powiększyło!

KUBA: O Sorry Boys powiem tyle, że w świetny sposób celebrują wydanie swojego debiutanckiego krążka. Zagrali miły i przyjemny dla ucha koncert, który rozruszał ludzi. Pokazał też zespół jako dobrych instrumentalistów nie bojących się kombinować z różnorakimi stylami. Głos Izabeli Komoszyńskiej skakał sinusoidalnie od dołów, aż po wysokie falseciki i dodawało to różnorodności. Trochę Björk, trochę Camera Obscura. Ładnie, zgrabnie i powabnie. W każdym razie nie zanudzili, a jak na support, to duży sukces!

Sorry Boys skończyło grać po bardzo okrojonym, 25 – minutowym secie, panny obok nas zdążyły w przerwie zrobić sobie sesję słit foci z ręki, techniczni pokręcili się po scenie i zaczęło się wyczekiwanie?

IMG_3951.JPG MARIA: Właściwie to wybierałam się na koncert, żeby sprawdzić jak Brodka w trasie poradzi sobie z wymogiem tak dużego instrumentarium, jakie wykorzystane zostało na ostatniej płycie. Skoro Golec Uorkiestra czy KZWW mogą to wszystko wozić ze sobą, to Monika też! Niestety szkoda, że tak dużo sampli poleciało z MacBooka. Z drugiej strony i tak Monika gdy wyszła na scenę w sukience z poduszek, ze złotym makijażem -przyćmiła wszystko i wszystkich naokoło!

KUBA: Ach, Monika i jej kosmiczne sukienki! Jako głos męski mogę stwierdzić, że wyglądała uroczo! Dodatkowo ten miś na plecach, potupywanie nóżkami w tyci bucikach, dyskretne poprawianie sukienki przy wykonywaniu utworów siedząc na barowym krzesełku. Najbardziej chciałem chyba ujrzeć “Grandę” w wersji live z powodu wokalu Moniki. Nie miałem złudzeń, że na trasę nie wciągną wszystkich instrumentów i część poleci z sampli, ale jakoś specjalnie nie przeszkodziło mi to w odbiorze.

MARIA: Wiadomo było, że wszyscy będą się bawić przy “Grandzie”, “Szyszy”, czy “K.O”, ale co zrobić z takim  “Hejnłem”? Uwaga, podaję rozwiązanie: Trzeba go wymieszać z “Bez tytułu”, okrasić bitem i puścić na rozgrzewkę. Potem przejść do “Szyszy” i impreza rozkręci się sama!

Koncert Brodki, zrealizowano z rozmachem godnym samego Hitchcocka: zaczęło się od trzęsienia ziemi, później emocje stale rosły. Dawno nie słyszałam, żeby publika śpiewała z wykonawcą wszystkie piosenki z najnowszej płyty!

KUBA: Sam koncert dla mnie wypadł poprawnie, by nie powiedzieć, świetnie. Same kawałki z “Grandy” to małe cudeńka i majstersztyki, które wypadają wyjątkowo dobrze na żywo. Dodatkowo sama ta radosna konferansjerka Brodki powodowała, że cały występ dostał cukierkowej otoczki. “W pięciu smakach”, “Krzyżówka Dnia”, czy “Excipit” ślicznie wypadły wprawiając publikę w zachwyt. A klimat sięgnął zenitu na tytułowej “Grandzie”, bo pani Monika niczym charyzmatyczny głos wielkiej kapeli stoi na barierkach, śpiewa z publicznością, chodzi między tłumem i szaleje. Po prostu grandzi!

MARIA: Co tam Muse! Co tam rzucający się w tłum Jared Leto! Mamy Brodkę!

KUBA: Jeszcze, jak pięknie potem przeszli na cover “King Of My Castle”.

MARIA: Wamdue Project, Ann Lee, Arcade Fire, ale tylko jedna piosenka ze starszego dorobku! Spodziewałam się więcej i przebierałam nóżkami, żeby usłyszeć wcześniejsze, smutne utwory o nieszczęśliwej miłości, które Monika zapowiadała, że będą przerabiać na potrzeby trasy koncertowej.

KUBA: Może i jedna, ale za to jak! Electropop pełną gębą! I “Dziewczyna Mojego Chłopaka” zyskała dużo na tej przeróbce, przynajmniej brzmi jako ciekawa odskocznia od tego klasycznego, czysto popowego brzmienia. Może i bym chciał więcej, bo przynajmniej koncert by trwał dłużej, a nie “ledwie” 85 minut. I tak sporo wykrzesano z tak krótkiej, acz intensywnej płyty, jaką niewątpliwie jest “Granda”.

Maria Grudowska & Kuba Serafin
Foto: Maria Grudowska




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.