18.04.2017 10:37

Autor: Katarzyna Borowiec

Płonący akordeon, Solaris i burza z piorunami – wywiad z Jimem Eno z zespołu Spoon

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Płonący akordeon, Solaris i burza z piorunami – wywiad z Jimem Eno z zespołu Spoon

O nowej płycie, historii, inspiracjach oraz planach na przyszłość rozmawiamy z perkusistą i założycielem grupy.

[Jim - drugi od prawej - w nawiasach kwadratowych w tym tekście - przypisy autorki].

Spoon powstał w Austin (Teksas) w latach 90. – na przestrzeni lat skład grupy parokrotnie się zmieniał, ale nigdy nie mogło w nim zabraknąć Britta Daniela, wokalisty i multiinstrumentalisty, naczelnego songwritera Spoon, oraz Jima Eno, odpowiedzialnego za perkusję. To od nich wszystko się zaczęło. Miałam przyjemność rozmawiać z nim telefonicznie 13 kwietnia, w czwartek, z uroczej warszawskiej kawiarni łącząc się z hotelem w Londynie. Zespół jest obecnie w trasie promującej dziewiąty album, “Hot Thoughts”.

Dwa dni temu [11 kwietnia] występowaliście w Later… with Jools Holland, jak było?

To było niesamowite! To była wielka frajda. Nigdy wcześniej tam nie występowaliśmy, zazwyczaj zapraszają tam 5-6 zespołów i Jools to taki wariat, chodzi dookoła, wskazuje cię, i grasz piosenkę, potem podchodzi do innej grupy i oni grają, i jest tam publiczność reagująca na żywo… To było dosyć szalone i bardzo fajne.

Czy to był główny powód waszego przyjazdu do Wielkiej Brytanii?

Tak, to był główny powód, dla którego wyruszyliśmy w tę podróż, wystąpiliśmy u Joolsa Hollanda i mieliśmy kilka promocyjnych występów w radiu, wywiady, etc. A jutro wracamy.

A potem jedziecie do Meksyku?

Tak, najpierw gramy w programie “The Ellen Show”, ale to w poniedziałek, to dzienny program telewizyjny emitowany w Stanach, a zaraz potem jedziemy do Meksyku koncertować.

W czasach “Gimme Fiction” [2005] powiedziałeś w jednym z wywiadów, że trasa koncertowa jest bardzo intensywna i czasem nie wiesz nawet, w jakim kraju się znajdujesz (chodziło o Europę). Czy od tamtej pory coś się zmieniło i mieliście już okazję coś pozwiedzać?

Tak, teraz staram się więcej zobaczyć w odwiedzanych miejscach. Minęło sporo czasu od “Gimme Fiction”, mamy więcej osób w ekipie technicznej, nie musimy sami zajmować się całym naszym sprzętem, więc mamy więcej czasu dla siebie. Możemy pozwiedzać i się trochę rozejrzeć. Niestety wytwórnia czasem chce, żebyśmy zrobili trochę rzeczy… więc czasami nie możemy wyjść i się bawić, ale próbujemy.

Czytałam, że okładkę waszej najnowszej płyty “Hot Thoughts” Britt znalazł na Instagramie swej znajomej, używacie też mediów społecznościowych do komunikacji z fanami – przez te ponad 20 lat waszej kariery Internet niesamowicie zmienił przemysł muzyczny. Kiedy zaczynaliście, w latach 90., wszystko wyglądało inaczej…

Wow, mogę mówić o tym przez co najmniej pół godziny! Haha. Przede wszystkim od lat 90. zaszło wiele zmian, dzięki którym jeżdżenie w trasy koncertowe jest o wiele łatwiejsze. Pamiętam, że w tamtych czasach, gdy chcieliśmy udzielić telefonicznego wywiadu, musielimy po pierwsze zaplanować przerwę podczas jazdy i znaleźć sklep, w którym będzie można skorzystać z telefonu. I trzeba było stanąć w kolejce i zapłacić za trzy telefony, i tak udzielaliśmy wywiadów, na poboczu w trasie. A teraz mamy telefony komórkowe, możemy sobie wysyłać pytania e-mailami, mamy GPS, wtedy go nie było, więc to wszysto jest o wiele łatwiejsze.

Zmienił się też sposób nagrywania płyt, technologia, kiedyś nagrywaliśmy na taśmę, teraz robimy dużo rzeczy cyfrowo. Ma to swoje plusy i minusy.

Ale jedna z największych zmian w przemyśle muzycznym to oczywiście streaming vs. sprzedaż. No cóż, jest ciężko. Chcielibyśmy sprzedawać więcej płyt, bo to rozumiemy, to dobry wskaźnik. Teraz jest nam trudno ocenić, ludzie streamują więcej naszej muzyki, ale czy jesteśmy bardziej znani?… Sam nie wiem, sprzedaż płyt spada, ale streaming idzie mocno w górę. Czy zyskujemy więcej fanów? Czy spisujemy się dobrze? Na przykład w mediach społecznościowych, o czym wspomniałaś. No więc próbujemy się zaadaptować, próbujemy robić to lepiej, haha, ale musimy się ciągle uczyć.

W kwestii fanów i koncertów – jaką publiczność uznałbyś za najbardziej satysfakcjonującą, a jaką za najbardziej wymagającą?

Hm, no nie wiem, właśnie niedawno zagraliśmy trzy koncerty w Austin, w ramach festiwalu South by Southwest, i zagraliśmy w klubie, w którym graliśmy we wczesnych latach 2000, i to były niesamowite trzy koncerty. To było bardzo satysfakcjonujące, to było bardzo dobre uczucie, grać tam, to była świetna zabawa. To nasze miasto rodzinne i czuję, że to robi wielką różnicę, granie przed publicznością z twojego rodzinnego miasta. Więc to bym uznał za najlepsze, aczkolwiek jest wiele świetnych miast, w których super się gra.

Najbardziej wymagająca byłaby… powiedziałbym, że czasem Japonia jest wyzwaniem. Bo oni są tak bardzo, bardzo uprzejmi, więc podczas piosenek zachowują się spokojnie, ale za to szaleją pomiędzy piosenkami, haha. Ale lubimy grać wszędzie! Koncerty są zawsze fajne.

A wciąż jeszcze nie graliście w Polsce…

Tak, wiem, musicie nas tam ściągnąć! Wiem, że musimy udzielić więcej wywiadów.

Długo czekam na wasz koncert i mam nadzieję, że w końcu się uda.

Też mamy taką nadzieję. To niewiarygodne, ale w ogóle nigdy nie graliśmy w Europie Wschodniej. To dziwne. Więc staramy się o to. Jaka jest w ogóle publiczność w Polsce?

Wspaniała! Być może po części przez grzeczność, ale artyści bardzo często podkreślają, że polska publiczność jest super – bardzo entuzjastyczna i szalona. [Nie miałam jak tego przekazać Jimowi, ale tego samego wieczoru lider zespołu Jambinai, Lee Il-woo, mówił do nas ze sceny o tym, jak świetnie czuje się grając w Polsce].

Szepnę zatem jeszcze słówko w tej sprawie i mam nadzieję, że uda nam się przyjechać z nową płytą.

Trzymam kciuki! Wracając do tematu mediów społecznościowych, ostatnio podzieliliście się informacją, że będziecie gośćmi na koncertach The Shines, opowiesz o tym coś więcej?

Po prostu szukaliśmy okazji, aby zagrać wspólnie z nimi, koncerty są w dobrych miejscach. Będziemy grać w miejscu, które nazywa się Red Rocks w Colorado.

[Naprawdę pięknie położony amfiteatr, patrz niżej. Źródło zdjęcia]

Graliśmy tam już dwa albo trzy razy, dokładnie nie pamiętam; to miejsce położone w naturze, niesamowite. Ostatnio, gdy tam graliśmy z The Decemberists, idealnie na koniec naszego koncertu rozpętała się szalona burza z piorunami i zamknęli całe to miejsce na około półtorej godziny, aż burza przejdzie, a potem grali The Decemberists. To był naprawdę epicki występ, to tak, jakbyśmy mieli swój własny pokaz świetlny, własny naturalny pokaz świetlny, światło było nieziemskie. Te miejsca są duże i naprawdę świetne, gdy tam gramy, musimy występować z kilkoma zespołami, które znamy.

A jeśli mógłbyś współpracować z wybranym zespołem, kim byliby twoi wymarzeni partnerzy, także biorąc pod uwagę muzyków z przeszłości?

Ostatnio zasłuchuję się w Can i w Kraftwerku. Wiem też, że niedawno odszedł perkusista Can [Jaki Liebezeit zmarł w styczniu tego roku]. Więc powiedziałbym – Can.

To w końcu zespół, w nawiązaniu do którego nazwaliście się “Spoon”.

Dokładnie tak.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że zabrałbyś na bezludną wyspę płytę “In Rainbows” Radiohead, a co sądzisz o ich najnowszym albumie, “Moon Shaped Pool”?

Ojej, słuchałem go tylko parę razy. To jeden z ulubionych albumów jednego z naszych gitarzystów. Zapisałem tę płytę na swoim koncie na Spotify i muszę się jej jeszcze przysłuchać. Może zrobię to w samolocie, gdy jutro wylecimy. Chciałbym mieć coś więcej do powiedzenia na ten temat, ale niestety, wybacz. Może następnym razem.

A czy wciąż wziąłbyś tę płytę na bezludną wyspę, czy masz teraz innego faworyta?

To trudne pytanie. Tak, wciąż wziąłbym ze sobą tę płytę. Ten gość od wywiadu trochę mnie wkopał – pytał mnie zdaje się o kilka rzeczy, które zabrałbym na bezludą wyspę, a potem powiedział, że większość ludzi wzięłaby raczej łódkę… A ja o tym zapomniałem. Ale miałbym ze sobą “In Rainbows”, haha.

Wracając do waszej muzyki, w innym z kolei wywiadzie powiedziałeś, że masz ulubione linijki z tekstów Britta, na które zwracasz mu uwagę, żeby ich czasem nie wykreślił przed nagraniem. Jaki jest twój nr 1 na “Hot Thoughts”?

Zdecydowanie – Coconut milk, coconut water, you still like to tell me they’re the same / And who am I to say? z “First Caress”. To jest taaakie dobre.

A propos “First Caress” – to chyba jedyna piosenka w waszej karierze, której pisania nie rozpoczął Britt? Zazwyczaj to on pisze piosenki, nagrywa demo i przesyła je tobie. W tym przypadku zaczęło się od melodii, którą nagrał Alex Fischel, wasz nowy klawiszowiec, świeża krew w waszym zespole, grający w Spoon od 2013. Jak myślisz, wniesie on wiele zmian do waszego sposobu działania?

O tak, wniesie na pewno dużo w przyszłości. Właściwie to ja z Alexem siedliśmy razem i stworzyliśmy trochę muzyki dla Britta, żeby napisał do niej teksty, Britt jest zawsze na takie działanie otwarty, ale nic z tych materiałów nie dostało się na tę płytę. Ale wiem, że Alex pisze piosenki i mam nadzieję, że tak będzie dalej, bo czuję, że dodaje to nowej perspektywy płycie i odciąża trochę Britta, więc jest to korzystne.

No i w końcu otwartość na nowe wyzwania to coś, co sprawia, że nagrywacie coraz lepsze płyty i jednocześnie eksperymentując, ciągle zachowujecie unikatowe brzmienie Spoon. Kiedyś powiedziałeś, że nic, żadne brzmienie nie jest poza zasięgiem waszego albumu, może za wyjątkiem polki. Czy jest instrument, którego nie wyobrażasz sobie na waszej płycie?

Hmmm, niech pomyślę… Wiem, że nigdy nie było banjo na żadnym albumie Radiohead…

[fun fact: oto cytat z publikacji "Radiohead. The Coplete Guide by Wikipedians" (do przeczytania tutaj)

Ostatnio został zauważony z banjo. Zespół grał próbę na swojej ostatniej trasie, podczas której Greenwood zagrał na banjo w piosence Radiohead "I Am a Wicked Child". Inni członkowie zespołu powiedzieli, że banjo są "zakazane" i pomimo ciągłych prób Greenwooda, aby zawrzeć je w piosenkach, nie zostaną uwzględnione.

Tego fragmentu próby można posłuchać tutaj. Johnny ma ponoć obsesję na punkcie tego instrumentu, ale jego brat, Colin, skutecznie go powstrzymuje stwierdzając po prostu "banjo mają bana"].

Nie wiem, czy na naszym albumie pojawiłoby się banjo, chyba też nie. Musiałoby być mocno zmodyfikowane efektami, aby brzmieć jak inny instrument. Nie wyobrażam sobie też akordeonu na albumie Spoon. Chyba, żeby go może podpalić… i potem zagrać. Albo coś w ten deseń. Haha.

A jest instrument, który chciałbyś wykorzystać, ale póki co nie było dla niego miejsca?

Hmm, myślę, że chciałbym wykorzystać taki zupełnie dziwny syntezator modularny. Zazwyczaj nie robimy takich rzeczy. Taki stary… na przykład Moog, ale modularny. To są te, które widuje się z wszystkimi tymi kablami w środku, tego rodzaju rzecz.

Pomiędzy “Transreference” a “They Want My Soul” Britt współtworzył Divine Fits, opowiadał, że bardzo mu to pomogło w trudnym momencie po niesatysfakcjonującym albumie. Czy ty masz tego rodzaju projekty poboczne? Wiem, że nagrywasz albumy z innymi zespołami jako producent.

Nie mam takieg projektu pobocznego z prawdziwego zdarzenia, ale spędzam dużo czasu w studio. Mam fajne studio nagraniowe w Austin, to osobny budynek, ale zaraz obok mojego domu, bardzo blisko. I gdy tylko Britt jest zajęty, rezerwuję tam czas z zespołami na wspólną pracę. Pracuję z moim znajomym Rafaelem Cohenem, który gra w zespole !!! (chk chk chk), wyprodukowałem kilka ich płyt. A teraz nagrywa solo i nad tą płytą pracujemy tylko ja i on. To chyba najbliżej do projektu pobocznego z tego, czym się zajmuję.

Na “They Want My Soul” w jednej z piosenek jest mowa o filmie “Garden State” – nie jest zbyt dobrze oceniony, delikatnie mówiąc. Czy jest film, który nieco bardziej pozytywnie wpłynął na muzykę Spoon?

Hmmm, znasz film “Solaris”? On ma niesamowitą ścieżkę dźwiękową, jest bardzo przestrzenna i marzycielska i tak myślę, że to właśnie wpłynęło – jeśli miałbym wskazać taki film, związany ze Spoon; wiem, że Britt jest wielkim fanem tego soundtracku, używaliśmy go po koncertach, albo przed koncertami jako muzykę puszczaną pomiędzy występami zespołów. Uważaliśmy to za swego rodzaju interesujący punkt odniesienia.

A wiesz, że to film oparty na książce polskiego pisarza?

Nie, nie zdawałem sobie z tego sprawy! Ha ha ha.

To książka polskiego pisarza science-fiction, Stanisława Lema, cenionego także jako wizjoner – pisał m.in. o telefonach komórkowych, zanim te się pojawiły.

Wow, to zabawne, nie mogliśmy tego zaplanować lepiej, nieprawdaż? Ha ha ha.

He he, zaiste. A jest jakaś książka, która zainspirowała cię podczas tworzenia muzyki w ramach działalności Spoon?

Ojoj, czytam dużo, hm, wiem, że to trochę nudne, ale czytam dużo książek o producentach, nagrywaniu, albo po prostu o zespołach, dużo czytam tego typu książek. Ostatnio czytam książkę o The Smiths, to szczegółowa historia ich albumów i piosenek. To, co mi się w niej podoba, to to, że jest w niej dużo informacji o tym, czego członkowie tego zespołu słuchali w danym czasie. Mogę więc w pewien sposób przenieść się w czasie i słuchać tych utworów, o których mowa i pogrzebać trochę głębiej w tym, co zainspirowało ich piosenki, które naprawdę uwielbiam. Nie mogę sobie przypomnieć tytułu książki, ale to coś jak ustna historia dyskografii The Smiths, coś w tym stylu. Widzę kolor jej okładki, jest niebieska, jest na niej zdjęcie zespołu, ha ha.

[Obiecałam to zgooglać i mój typ to "Songs That Saved Your Life: The Art of The Smiths 1982-87" Simona Goddarda. Znacie inną publikację, która by pasowała?]


A z jakim producentem najbardziej chciałbyś współpracować? Czy to wciąż Flood?

Flood byłby super, zgadza się. Zawsze też chciałem pracować ze Stephenem Streetem, który wyprodukował kilka ostatnich albumów The Smiths i Morrisseya, zawsze sądziłem, że on byłby super. Hm, Brian Eno – bardzo chciałbym z nim współpracować, z kilku powodów – między innymi dlatego, że mamy takie samo nazwisko. I jedno z pytań, jakie najczęściej dostaję, to czy jestem spokrewniony z Brianem Eno. Więc chciałbym któregoś dnia jego zapytać, czy kiedykolwiek ktoś go zapytał, czy jest spokrewniony z Jimem Eno. I to byłoby superekstra, gdybym wiedział, że Briana Eno pytano, czy jest spokrewniony ze mną. Ja byłem o niego pytany chyba z tysiąc razy, więc to by było ciekawe, gdyby i jego o to zapytano.

Wasza pierwsza płyta została wydana przez Matador, “Hot Thoughts”, najnowsza, też – to swego rodzaju klamra dla całej waszej kariery…

Tak, była pomiędzy tym dwudziestoletnia przerwa, podczas której – i Matador, i my – oboje udaliśmy się swoją drogą, żeby badać inne rzeczy. A teraz, po dwudziestu latach, jesteśmy znowu razem. I mamy nadzieję, że wszystko pójdzie świetnie.

A gdybyś miał wybrać 5 najistotniejszych dla rozwoju Spoon piosenek z tego dwudziestoletniego okresu?

Powiedziałbym tak:
1. “Inside Out”
2. “I Summon You”
3. “The Beast and Dragon, Adored”
4. “Small Stakes”
5. Hmmm, myślę o jednym utworze z “Girls Can Tell”, opartym na klawiszach… ale chyba w życiu nie przypomnę sobie tytułu. Powiedzmy zatem po prostu – “I Ain’t the One”, z najnowszej płyty.

Wspomniałeś o “Inside Out” – czytałam, że uważacie ją za początek “Hot Thoughts” na “They Want My Soul”. Czy na “Hot Thoughts” jest taki utwór – początek czegoś nowego? Czy w ogóle myślicie już o kolejnym albumie, czy jesteście wyłącznie skupieni na “Hot Thoughts”?

Jesteśmy zdecydowanie skupieni na “Hot Thoughts”, ale mogę powiedzieć, że jest grupa piosenek na tej płycie, które są dla nas wyczuwalnym krokiem na przód. Jeśli miałbym wskazać takie “Inside Out” na tej nowej płycie, to byłyby to “I Ain’t the One” i “Pink Up”.

Też myślałam w tym kontekście o “Pink Up”, zdecydowanie się wyróżnia. A gdybyś miał opisać “Hot Thoughts” w trzech słowach?

Dzika muzyka rockowa!

Rozmawiała: Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.