24.01.2011 23:00

Autor: ania

Pleq – “Sound Of Rebirth”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


pleq_sor_cover_0.jpg Pleq – “Sound Of Rebirth”
Impulsive Art/ 2010

Melancholia trzasków.

Zapewne niedługo na temat pracowitości Pleq’a zaczną powstawać legendy. “Sound Of Rebirth” to jedna z pięciu płyt wydanych tylko w 2010 roku, a na 2011 szykują się już następne. Takie podejście może trochę niepokoić, na szczęście w tym wypadku ilość nie przedkłada się nad jakość, w związku z czym dostajemy album, na którym artysta nie schodzi poniżej poprzeczki ustawionej dość wysoko już na poprzednich wydawnictwach.

Otwierający płytę “Black Dog” od razu wprowadza słuchacza w odpowiedni nastrój: trochę smutny, dosyć tajemniczy i mroczny. Duża w tym zasługa niepokojącego głosu Emi Hosokawy, który sprawia, że utwór szczególnie zapada w pamięć. W “Hackneyed Words” następuje wyraźne, jak na Pleq’a, przyspieszenie, a brzmienie momentami zmierza nieco w kierunku breakcore’u. Na szczególną uwagę zasługuje kolejny utwór. “Raindrop”, choć znany jest już z poprzedniego albumu, tym razem został wzbogacony delikatnym, filigranowym wręcz wokalem Natalii Grosiak. Pokazuje to, że kompozycje Bartosza zyskują dodatkowy wymiar, gdy są prowadzone przez narratora. Dzięki temu jego muzyka zdaje się być jakby pełniejsza.

“Integral” to ponowne zaproszenie do melancholijnego świata wszelkiego rodzaju szumów, zgrzytów i trzasków. Tkwiąca w tym stwierdzeniu sprzeczność jest tylko pozorna, w końcu nie bez powodu Bartosz określa to, co gra mianem glitch & melancholy i trzeba przyznać, że mimo pojawiających się krytycznych głosów wobec tej nazwy, coś jednak jest na rzeczy. “I Saw Some Pretty Flowers Today” i “On Your Way” są dodatkowo poprzetykane ładnymi reverbowymi klawiszami.

Gdy nadchodzi czas “The Robot Can’t Swim” na mojej twarzy od razu maluje się zadowolenie. Jako wykonawca widnieje tu Magnitophono, czyli Eleni Adamopoulou, Pleq natomiast  w tym przypadku odpowiedzialny jest za remix. Efektu współpracy artystów mogliśmy posłuchać już wcześniej na “My Life Begins Today”. Tym razem wypadło to równie pięknie. Głos Eleni zdaje się krążyć gdzieś w oddali, zaś klimat utworu wydaje się być nieco baśniowy, mimo, że nadal nie brakuje tu pewnego chłodu i niepokoju.

Dalsza część albumu nie wyprowadzi nas z wcześniej zbudowanego nastroju. Muzyka dalej będzie płynąć, czasem tylko wytrącając nas z tego przyjemnego kołysania, np. poprzez wplecenie szeptanych wokaliz w “A Very Gentle Death”. Na zamknięcie dostajemy trzy remixy. Zarówno Tapage, Nebulo jak i Spyweirdos wnoszą coś swojego do utworów Pleq’a, jednak moim zdaniem żaden z nich nie jest lepszy od oryginału.

Smutek, melancholia i pewna tajemniczość tworzą niepowtarzalną atmosferę tego albumu, która sprawia, że dociera on gdzieś do głębi naszej duszy. Perełki w postaci utworów wokalnych sprawiają, że muzyka Pleq’a jeszcze bardziej nabiera charakteru i być może jest to jakiś pomysł, który można by pełniej wykorzystać na kolejnych płytach.

Anna Wojciechowska

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 7,80 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.