08.01.2009 23:57

Autor: marcin

Plants and Animals – “Parc Avenue”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


plantsandanimals-parcavenue.jpg Plants and Animals – “Parc Avenue”

Już nie reprezentacja hokejowa, ale muzyka powoli staje się sztandarowym towarem eksportowym Kanady. Wszystko za sprawą prężnie rozwijającej się sceny alternatywnej skupionej głównie wokół Montrealu. Do absolutnych pewniaków pokroju Arcade Fire, The Dears czy Wolf Parade co chwilę dołączają nowi debiutanci, którzy depczą swoim poprzednikom po piętach.

Muzycznie oczywiście. Plants and Animals, którzy swoim ubiegłorocznym debiutem otarli się o “Polaris Music Prize”
(kanadyjską nagrodę dla albumu roku – w 2008 otrzymał ją Caribou) są tego świetnym przykładem. Trio wyemigrowało z odizolowanej Nowej Anglii do Montrealu w okolicach roku 2004. Sami przyznają, że miejsce to przypomina samowystarczalny rynek muzyczny – przez jakiś czas działalności nie odwiedzali innych miast. Skupiali się na koncertowaniu i pozyskiwaniu własnej publiczności. “Świetni ludzie, świetne sale koncertowe”, a do tego mnogość i różnorodność działających zespołów sprzyja graniu, tworzeniu. Z drugiej strony, by zostać zauważonym należy osiągnąć pewien poziom oryginalności – w tej kwestii poprzeczka jest ustawiona wysoko.  Po wydaniu dwóch EP (w 2006 i 2007 roku) zespół zarejestrował materiał długogrający, w którego nagrywaniu wzięły udział m.in. Sarah Neufeld (odpowiedzialna w Arcade Fire za partie smyczkowe) oraz Katie Moore.

Okładka doskonale oddaje to, co dzieje się na płycie. Pierwszy utwór “Bye Bye Bye” wrzuca nas w sam środek imprezy, gdzie w zasadzie nie wiadomo kto śpiewa, kto gra, ale i tak wszyscy bawią się świetnie. Płyta jest bardzo kontrastowa, od takich oto momentów przesytu – gdzie tłoczno od chóralnych śpiewów i ścian gitar – do chwil całkowitego wyciszenia. Utwory delikatniejsze jak “Early in the Morning” czy “Sea Shanty” odwołują do folkowej tradycji spod znaku “Harvestowego” Neila Younga czy Dylana (zwłaszcza w singlowym “Feedback In The Field”). Sporo tutaj pasji i chęci grania. Tej zwyczajnej, która często dochodzi do głosu dopiero na koncertach, a w wypadku wielu płyt pozostaje całkowicie nieobecna. Być może wpływa na to “dopieszczenie” brzmienia krążka, gdzie każdą wolną przestrzeń dźwiękową wypełniono rozmaitym instrumentarium. Mamy tutaj sporo pianina, ale też harfę, flety, skrzypce. Pięknie wypada “Mercy” z ciekawie wyśpiewanym, a w zasadzie wykrzyczanym damskim refrenem.

“Feedback In The Field”
If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Można zapomnieć, że za wszystkim stoi trójka muzyków. Nie mam pojęcia jak materiał ten prezentuje się w ich wykonaniu na żywo, ale jeśli wierzyć ich zapewnieniom radzą sobie z tym całkiem nieźle. Nie chciałbym krzywdzić tego materiału zbytnimi odniesieniami do Arcade Fire, ale zarówno maniera wokalisty, jak i niektóre rozwiązania kompozycyjne wyraźnie wskazują na podobieństwa. Dobrym tego przykładem jest “Fearie Dance”, w którym wyraźnie słychać rękę Sarah Neufeld. Smyki zostały zaaranżowane w podobnej tonacji, która w wielkim uproszczeniu przynosi skojarzenia z gwizdkiem czajnika. Zabieg ten wydaje się być ściągnięty z “7 Kettles” arkadyjczyków, w którym poza nazwą z czajnikiem dodatkowo kojarzą się obecne w utworze “żywe” i słyszalne przedmioty. Oba utwory przez to są rażąco podobne w warstwie melodycznej, lecz trzeba przyznać, że Plants and Animals pozwalają sobie na dużo więcej niż sąsiedzi. W utworze pojawia się trzykrotna zmiana tempa, wokalnie udziela się kilkanaście osób, wszystko przypomina zlepek co najmniej 3 różnych utworów, a do tego to świetnie razem współgra. Takich momentów jest tutaj więcej i byłoby grubą przesadą przekreślać je wyłącznie z uwagi na pozorne podobieństwo do wspomnianego Arcade Fire czy jakiejkolwiek innej grupy.

Muzycy sami przyznają, że nie planowali żadnej muzycznej rewolucji. “Zdecydowaliśmy, że od teraz gramy klasycznego rocka czy raczej post-klasycznego rocka” tłumaczyli w jednym z wywiadów. Nie wiem ile uda się zespołowi w przyszłości wycisnąć z podobnej konwencji, ale na tym albumie pokazali, że twórczy dialog z przeszłością jest jak najbardziej realny.

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.