Podsumowanie roku 2009

12.06.2009 20:43

Autor: Gosia

Placebo - “Battle For The Sun”

Kategorie: Aktualności festiwalowe, Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


placebo-battle-for-the-sun.jpg

Placebo - “Battle For The Sun”
Virgin/2009

Placebo po 3 latach wracają ze swoim szóstym studyjnym albumem “Battle For The Sun”. Zmienili perkusistę, a Brian i Stefan zmienili fryzury. Co jeszcze zmieniło się u tego niegdyś kontrowersyjnego tria?

Pamiętam jak 3 lata temu zniecierpliwiona czekałam na premierę poprzedniego krążka Placebo. Pamiętam też jak bardzo byłam zawiedziona tym wydawnictwem. Podobne odczucie miałam słuchając po raz pierwszy ich szóstego albumu. Dodam tylko, że teraz ani trochę nie byłam podekscytowana oczekiwaniem. Zatem jaka to sztuka zawieść kogoś, kto nie ma żadnych oczekiwań. Wydaje mi się, że to najlepiej świadczy o poziomie muzycznym “Battle For The Sun”.

Bo ta płyta to w większości już nie jest Placebo. Począwszy od tytułu i okładki, na klimacie kończąc (nie mylić z brzmieniem, bo to zostało zachowane, choć jakość spadła o co najmniej kilka klas). W sumie tylko wokal i teksty są podobne. Jest jednolicie i nierówno zarazem - całość zlewa się ze sobą, a poszczególne piosenki jeśli nawet posiadają dobre fragmenty, to zaraz panowie wymyślają coś co to zepsuje. Takie “Julien” np. najdziwniejsze intro na całej płycie, które zmienia się w dość ciekawie brzmiący utwór z wstawkami, które powodują, że za dobry nie można go uznać, choć trzeba przyznać, że jest to utwór o najlepszych zakończeniu. Podobnie jest w “Bright Lights”. Początek brzmi zaskakująco dobrze i przywodzi na myśl stare dobre czasy, ale im dalej w piosenkę, tym bardziej banalna się ona wydaje.

Inaczej jest natomiast choćby w otwierającym płytę “Kitty Litter” i następującym zaraz po nim “Ashtray Heart”. Tu nie da się znaleźć nic dobrego. Te utwory są miałkie i nijakie. Do tego to straszne klaskanie w pierwszym i refren drugiego - to przyprawia mnie o ciarki i to nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Niestety podobne wrażenie odnoszę słuchając większości utworów. Na tle całej płyty, słabe single prezentują się dość przyzwoicie. Ale nawet najbardziej kiczowaty, kolorowy obraz na tle szarej ściany wydaje się jakby trochę lepszy.

Całość wypada bardzo pospolicie i banalnie. Mam wrażenie, że panowie nie do końca przemyśleli tę płytę. Znajdują się na niej piosenki dobre, jak np. “The Never-Ending Why”, ale są to nieliczne fragmenty i nie urzekają i raczej umilają całość zamiast wzbudzać zaciekawienie. Cała płyta wydaje mi się bełkotem, który szybko odejdzie w zapomnienie, ale jeśli pozostanie w pamięci to tylko jako najsłabsze dzieło tria. W dodatku męczy mnie pytanie: gdzie podziały się ballady? Smutne, placebowe ballady? Takie jak “My Sweet Prince”, “Centerfolds” albo chociażby “Follow The Cops Back Home”. Placebo byli królami nastroju. Te smutne, depresyjne fragmenty ich płyt wyróżniały ich z tłumu innych szarpidrutów. Niestety teraz jest to już historią. Gdyby tak wyglądał ich debiutancki album, podejrzewam, że byłby ich ostatnim.

Najbardziej bolesne w ocenianiu tej płyty jest to, że stworzył ją zespół, który w 2002 roku wyciągnął mnie z szerokich spodni i szarpiących trochę zbyt mocno za struny muzyków i pchnął na tor, który po mału zaprowadził mnie do tego w czym teraz siedzę. Nie potrafię obiektywnie podejść do tego zespołu, gdyż emocjonalnie jestem z nim bardzo związana i sentymentem darzyć go będę jeszcze bardzo długo. No ale właśnie - tylko sentymentem, bo z płyty na płytę udowadniają, że grać jeszcze potrafią, ale jak się urzeka słuchacza zapomnieli już jakiś czas temu. Płytę odstawiam na półkę, a sięgam po “Whithout You I’m Nothing”. I może oni też powinni żeby przypomnieć sobie jak się gra.

Małgorzata Lewandowska

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (50 głosów, średnio: 5.46 / 10)

Zobacz więcej:

Wszystkie artykuły o:

Nowości w działach: Aktualności festiwalowe, Albumy zagraniczne, Recenzje

Ranking albumów


 


Komentarze


  1. Łukasz Stasiełowicz

    @ Narc

    gratuluję zrównania poziomu przebojowości z subiektywnym odczuciem. Fenomen “ułomności muzycznej” byłby interesującym przedmiotem badań naukowych; czy są jeszcze jakieś inne symptomy niż awersja do “Battle for the Sun”? Boć wtedy większość słuchaczy byłaby ułomna i w konsekwencji być nią zarazem nie mogła (jeżeli przyjmiemy, że ułomność jest przypisana tylko do mniejszości)



  2. Gosia

    Recenzentka przesłuchała tą płytę wielokrotnie i każdy kolejny raz bolał coraz bardziej. Recenzowałam podstawową wersję płyty a nie BOX Edition, stąd nie znam utworu “The Movie On Your Eyelids”. Krok na przód? Może w porównaniu z “Meds”, ale mały, a nie wielki. Ja jednak będę się upierać, że BFTS nie jest płytą przebojową ani dobrą. Pozdrawiam. Muzycznie ułomna.



  3. Narc

    Recenzentka chyba nie przesłuchała całej płyty… Otóż Movie on your eyelids jest w klimacie depresyjnego Placebo…A pomijać tak przebojowe kawałki jak Speak in Tongues, King of Medicine,Unisex czy Devil in the details to świadczyć może chyba tylko o muzycznej ułomności… Poza tym ta płyta to wielki krok naprzód. Przestali korzystać z tych samych motywów rozwinęli się wreszcie… jeśli fani Placebo tego nie widzą to współczuję upodobań muzycznych…




  4. Bardzo lubię tę płytę. Jest inna niż wcześniejsze dokonania Placebo jednak mi to nie przeszkadza. Wszyscy mogą sobie po niej jechać, a ona i tak będzie często gościć w moim odtwarzaczu :)



  5. ewa

    Battle For The Sun z pewnością nie zasługuje na taką krytykę. Moim zdaniem świetna płyta, świetne brzmienia. Ta płyta jeszcze lepiej niż w odtwarzaczach sprawdza się na koncertach. Sam występ Placebo na Openerze sprawił, że zawładnęła mną od razu. Na Torwarze zespół potwierdził wspaniałość tej płyty. Więc moje zdanie różni się znacznie od zdania recenzentki.
    PS. Jak chcecie znów usłyszeć “stare” Placebo to sięgnijcie po STARE płyty i nie zniechęcajcie nikogo do ewoluowania :)



  6. ingrid

    Zgadzam się z recenzja w 100% płyta jest szmirowata!Nie porozumienie kompletne. Podoba mi się jedynie utwór tytułowy.



  7. A.

    Choć recenzja sama w sobie jest wg mnie bardzo dobra ;)



  8. A.

    Fajnie, że nie zgadzasz się z autorkOM.

    Moim zdaniem na Battle każdy znajdzie coś dla siebie. Mi się płyta podoba. Nie jest tak dobra jak poprzednie albumy, coś się zmieniło. Lecz i tak zdecydowanie zasługuje na uwagę. Płytę zamówiłam w postaci set boxa na długo przed premierą i nie żałuję, choć to przecież sporo kasy. W zespół wierzę i wierzyc będę, z niecierpliwością czekam na listopadowy koncert.

    A co do ballad - w wielu wywiadach Brian mówił, że ze względu na to, iż Meds była ponura, mroczna i smutna, Battle jest jej przeciwieństwem. I że każda ich płyta jest odbiciem poprzedniej. Czyli na kolejnym albumie na pewno znajdą się jakieś utwory w stylu My Sweet Prince czy Pierrota.



  9. anna b

    nie zgadzam sie z autorkom ich wczesniejsze płyty nie porazały mnie n moze bitter end infra red i centerfolds ale to wszystko ta płyta jest po prostu lepsza chocby utwór ashtrey heart…



  10. xffg

    ja wole nowe placebo stare było takie nudne teraz jest nowa jakosc nowy perkusista całkiem spoko zrobili ogromny postep w przód a nie tak jak na black market music drętwo brzmiace pojedyncze dzwieki mmm kings od medicine naj



  11. dami

    anna xxx a ja uwazam ze to najlepsza płyta chłopaki sie rozwineli płyta black market… nie podoba mi sie



  12. Krzysztof Kowalczyk

    Madź: Opinia z samej definicji nie może być obiektywna.

    A co do płyty, to przyznam, że materiał zyskuje dla mnie z każdym kolejnym przesłuchaniem. Według mnie na Openerze nowe kawałki sprawdziły się bardzo dobrze i chętnie jeszcze raz zobaczę ich w listopadzie.



  13. Gosia

    do której oczywiście, nie ‘o której’.



  14. Gosia

    być może ja nie znam angielskiego, ale koleżanka Madź najwidoczniej nie umie czytać ze zrozumieniem bo nigdzie nie napisałam, że teksty są nieprzemyślane. Akurat teksty to jedyna rzecz na tej płycie o której nie mam zastrzeżeń. Pozdrawiam



  15. Madź

    Płyta jest poprostu świeża, nie wiem co w tym złego?
    Są na niej dobre kawałki 1, 5, 8, 9 i cudowne Happy You’re Gone. Zamierzam iść na koncert listopadzie, bo uwiebiam sluchać Briana na żywo.
    Jedynym rozczarowaniem było dla mnie to, że mało na niej naprawdę mocnych brzmień.
    Jeśli chodzi o teksty nie uważam że są nieprzemyślane.
    Jestem ciekawa czy Pani Małgosia zna na tyle język angielski, aby je zrozumieć..
    Tak poza tym to uwielbiam piosenki Special Needs, Centrefolds, Running Up The Hill i wersję Ifra-Red z płytki Extended Play.
    NO. Także również zapraszam do posłuchania sobie płytki i wyrobienia własnej, OBIEKTYWNEJ opinii.



  16. futrzak

    Droga Pani, czy sądzisz, że poprzednie płyty Placków były adresowane do 40-letnich intelektualistów po 2 fakultetach, a rozprowadzano je za darmo pocztą pantoflową? :)

    pzdr



  17. michał

    czytam i nie wiem co myśleć na temat waszych opini .. a co do BFTS to napewno jest to konkretne granie (w szczególności piewsze kawałki), troche za dużo smutno-cięzko-przebojowych refrenów takich jak w devil in the details a za dużo nawiązywania do Meds, napewno kawałki typu kitty litter, astray heart, BFTS są na wysokim poziomie (szczególnie kitty litter). zmiana perkusisty wyszła im na dobre!! z kawałka dobrego (battle for the sun) on sam jeden zrobił niesamowitego rockera przedewszystkim fajnie eskaluje napięcie i emocje, jest lepszy po prostu niż poprzedni stefek ;] sam nie wiem jeszcze jaką ocene dać tej płycie .. może 8/10 byłoby sprawidliwe? …



  18. pani

    bitwa przegrana! Wiecie co? Tu nie chodzi o to czy płyta jest lepsza od poprzedniej czy gorsza..Ja się czuje oszukana! To komercyjnie plastikowa płyta której odbiorcami docelowymi maja byc dzieciaki z USA. Słuchając jej wstydzę się, że ten zespół tyle dla mnie znaczył, z naciskiem na czas przeszły. To tak jakby DM nagrało płytę jak Pet Shop Boys.Porażka i mam nadzieje, że tantiemy wyjdą im bokiem. Zespół który był ikoną stylu jest już tylko miałką propozycją dla nastolatków. Brzmi jak soundtrack serialu o amerykańskim colegu. Przykre, ale prawdziwe.



  19. futrzak

    Chyba tak :) Ale Placebo zawsze miało tylko zagorzałych fanów i zagorzałych wrogów. Np. Ian Cohen z Pitchforka tak zjechał BFTS, że dzięki, ale nigdy ich nie lubił :)
    Ja ich zawsze lubiłem, muzę znam na pamięć, więc i to ostatnie też łykam. Choć faktycznie - to jest zupełnie inny zespół. I tamten stary wolę bardziej.
    P.S. Ejże, na Meds jest sporo fajnej muzy :)
    pzdr



  20. Gosia

    ja przesłuchałam z 10 razy i nadal mi nie leży. Ta płyta będzie mieć swoich zagorzałych wrogów i wiernych obrońców, to chyba normalne:) Faktycznie do BMM produkcyjnie jest podobna, ale klimatycznie już nie. Nie przekonam się chyba nigdy do tej płyty tak samo jak nadal z ciężkim sercem sięgam po “Meds”.



  21. futrzak

    Posłuchałem ze 4 razy, i sorry Autorko, to świetna płyta :) Ashtray Heart i For What It’s Worth w otoczeniu innych brzmią b. dobrze. Tytułowy kawałek to będzie killer koncertowy. Sporo pomysłów, przebojowa, równa, niewymuszona, i - co mnie zdziwiło - dość pozytywna. Naprawdę polecam przesłuchać kilka razy bez uprzedzeń.
    A że nie brzmi to jak klasyczne Placebo? Nie do końca, Kitty Litter świetnie by pasowało do Black Market Music. W ogóle, BFTS kojarzy mi się z tamtą płytą. Przez produkcję, masywną ścianę dźwięku.
    Fakt, że całościowo brzmi to inaczej, niż do tego przywykłem; to już inne Placebo.
    Niemniej, warto spróbować. Placebo wcześniejsze znam na wyrywki, byłem wielkim fanem i po 1-szym przesłuchaniu też BFTS mi nie podeszła.

    pzdr



  22. Gosia

    ach i oczywiście również zachęcam do wyrobienia własnego zdania, nie należę do osób, które narzucają własne przekonania innym za wszelką cenę. Przynajmniej jest okazja do dyskusji:)



  23. Gosia

    Najwidoczniej jestem zagubiona dziewczyną. Po prostu nie słyszę w tej płycie nic dobrego, żadnego kroku na przód, a na pewno nic tanecznego. Dla mnie słaba i tyle. A pierwszą płytę słyszałam wiele razy ( w ogóle), no i?



  24. WTF???

    Moim zdaniem bardzo dobra płyta, mnóstwo ciekawych motywów, zdecydowana przewaga przebojowych i energicznych kawałków nad balladami dla zagubionych dziewcząt. Krok w przód, nowoczesne granie, często bardzo taneczne, a mimo to bardzo w klimacie Placebo. Wszystko fajnie, szkoda tylko, że brzmienie taki spłaszczone ale takie czasy… Ktos z Was słyszał wogule pierwszą płyte Placebo? Polecam zamiast Sleeping With Ghost. Bardzo slaba i nie przemyślana jest natomiast recenzja… Zanim kogoś zniechęci zachęcam do wyrobienia sobie własnego zdania. Ja byłem miło zaskoczony, już dawno spisałem ich na staraty, a tu taka płyta!



  25. adas

    jeny, placebo to najwieksza wies swiata chyba..



  26. seYden

    Świetna recenzja, całkowicie podzielam zdanie Pani Małgosi.
    Ech… Gdzie jest ten zespół z płyty Sleeping With Ghosts? Czy kiedyś powróci?



  27. futrzak

    Bardzo fajna recenzja. Płyty nie słyszałem, ale słyszałem, że lipa. Singiel tytułowy jest OK, ale 2 kolejne trochę nijakie.

    Aha, Meds było wporzo. Może nie odkrywcze, może nieco słabsze, niż wielka trójka (Without You, Black Market, Sleeping with), ale całkiem fajna.

    pzdr



  28. Patryk

    okropieństwo. na uwagę zasługuje jedynie ostatni kawałek na płycie, bardzo źle się słucha i strasznie denerwuje. a szkoda, bo fajna recenzja;)


Dodaj swój komentarz. Porozmawiaj o muzyce.




Uwolnijmuzyke.pl - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2009 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.