08.07.2009 09:52

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Phoenix – “Wolfgang Amadeus Phoenix”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


wolfgang-amadeus-phoenix.jpg Phoenix – “Wolfgang Amadeus Phoenix”

Laurent Brancowitz, gitarzysta Phoenix, mógł jeszcze kilka lat temu zazdrościć swoim kolegom z Daft Punk sukcesu, jaki odnieśli. Podczas gdy duet, z którym niegdyś tworzył zespół Darlin’, stawał się gigantem house’u, Phoenix odnosił dość umiarkowane sukcesy. Teraz ma powód, aby wyleczyć się z wszelkich kompleksów.

Forma Phoenix ma ewidentne tendencje zwyżkowe. O ile koło pierwszej płyty przeszedłem dość obojętnie, o tyle druga wzbudziła już u mnie pewną sympatię. “It’s Never Been Like That”, czyli numer trzeci w dyskografii Francuzów, to krążek aż kipiący od znakomitych melodii i energii. No i w końcu przyszedł czas na “Wolfgang Amadeus Phoenix”, który wydaje się być ich opus magnum.

Z natury nie jestem zbyt ufny wobec muzyki niosącej ze sobą garść cholernie pozytywnych i wesołych dźwięków. Jakoś tak się składa, że jeśli ktoś ma mi wciskać przy pomocy kolorowych piosenek propagandę, że świat jest piękny, to musi mieć wsparcie od Boga w postaci wielkiego talentu. I chłopaki z Phoniex są takimi wybrańcami. Słuchając pierwszych trzech kawałków na ich nowym albumie, czyli “Lisztomanii”, “1901″ i “Fences” natychmiast nasunęło mi się skojarzenie z debiutanckim krążkiem The Kooks. Niby inne brzmienie, ale umiejętność pisania przebojów wręcz definiujących termin “chwytliwość” ta sama. Zresztą podobnie jak w wypadku Anglików, ich granie można określić jako popowe i to w jak najbardziej pozytywnym sensie tego słowa.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Po tej dawce piosenkowego szaleństwa, przychodzi czas na małe zaskoczenie, a mianowicie dwie części kompozycji “Love Like A Sunset”. Pierwsza z nich, czyli instrumentalny akustyczno-syntezatorowo-taneczny eksperyment zmniejsza zawartość cukru w płycie. Dzięki temu prawie sześcio-minutowemu oddechowi, z przyjemnością znów zostajemy złapani na “Lasso”, kolejną eksplozję fantastycznych melodii. Perkusyjne intro przechodzące w delikatne gitarowe pobrzękiwanie i dźwięczny śpiew Thomasa Marsa to mały majstersztyk. Zresztą wszystko co się dzieje później na “Wolfgang Amadeus Phoenix” to nieustające pasmo, nie bójmy się tego słowa, przebojów.

Indie pop, alternatywny rock – nazwijcie sobie to jak chcecie. Chłopaki z Phoenix zasługują na butelkę dobrego szampana za album dający tyle nieskrępowanej radości. Idealny soundtrack dla wszystkich letnich wypadów, jakie mogą Wam się w najbliższym czasie przydarzyć.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (20 głosów, średnio: 7,60 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.