22.02.2010 00:04

Autor: Franc

Peter Gabriel – “Scratch My Back”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


gabriel_cvers1.jpg Peter Gabriel – “Scratch My Back”
Virgin/2010            

Peter Gabriel dość długo kazał czekać na swój nowy album. Po ośmiu latach od ostatniego regularnego wydawnictwa, uraczył publiczność zbiorem coverów w orkiestrowym wydaniu. Muzykowi jego formatu wiele rzeczy uchodzi, ale taki cios znieść trudno.

Nie da się ukryć, że Gabriel jest muzyczną legendą. Popełnił w życiu kilka utworów od lat notorycznie granych w radiu, znanych praktycznie każdemu (jak np. duet z Kate Bush w “Don’t Give Up”); współtworzył Genesis i wyprodukował masę dobrych albumów. Jego wpływ na muzykę współczesną jest godny podziwu. Tym bardziej zaskakujący jest “Scratch My Back”. Płyta, która wydaje się dużo poniżej poziomu osiągniętego przez Petera Gabriela.

Album składa się wyłącznie z coverów. Można to jeszcze jakoś przełknąć, bo obecnie nagrywa się covery wszystkiego i w nieskończoność. Widać ta choroba dotyka również gwiazdy największego formatu. Szkoda, że na taki mało oryginalny zbiór trzeba było tyle czekać. Osiem lat to szmat czasu. Wystarczający, aby nagrać i dopieścić coś oryginalnego i z większym polotem.

Gabriel poddaje własnej interpretacji utwory Radiohead, Bon Iver, Davida Bowiego i innych wykonawców, wpisując ich w konwencję orkiestrowego soundtracku. Nie używa gitar ani perkusji, przez co album nabiera niezaprzeczalnie emocjonalnego brzmienia, przypominającego trochę kompozycje Craiga Armstronga. Smyczki szarpią duszę, brzmią bardzo osobiście i naprawdę potrafią porwać, jak choćby “My Body Is A Cage” (oryginalnie utwór Arcade Fire). Do tego lekko schrypnięty Gabriel, z wyczuwalnym bagażem lat na karku, ma w sobie trochę z autentyzmu Johnny’ego Casha, szczerości wynikającej z doświadczenia i poznanego świata. I, podobnie jak Cash, potrafi chwilami nieźle znudzić.

Cały album ciężko nazwać porywającym. Mocno przypomina muzykę filmową, co być może jest skrzywieniem zawodowym Petera Gabriela, znanego z takowej twórczości. Daje to wrażenie niekompletności, jakby brakowało obrazu, dopełniającego dzieło. Jest to dość rzadki przypadek, kiedy do muzyki brakuje dobrego filmu. Z reguły bywa odwrotnie. Dobór interpretowanych utworów też budzi pewne wątpliwości. “Flume” Bon Ivera albo “Street Spirit” Radiohead to utwory bardzo specyficzne, posiadający własny, oryginalny klimat, wynikający bezpośrednio z niepowtarzalności artystów. Gabriel przerabia je na własną modłę, przez co nie potrafią się samodzielnie obronić, a w porównaniu z oryginałami wypadają blado.

Czy się lubi Petera Gabriela, czy raczej godzi z jego obecnością z grzeczności, nie można mu odmówić statusu gwiazdy. A gwiazdom, szczególnie z takim stażem scenicznym, niektóre rzeczy trzeba wybaczać. Niewątpliwie na “Scratch My Back” znajdziemy kilka interesujących utworów. Resztę wybaczymy, traktując jako chwilowy spadek formy.

Franciszek Szczepaniak

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 7,38 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.