08.04.2009 15:43

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Pete Doherty – “Grace/Wastelands”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


grace-westerlands.jpg Pete Doherty – “Grace/Wastelands”

I don’t like the drugs, but the drugs like me – śpiewał kiedyś Marilyn Manson. Zapewne Pete Doherty doskonale wie, co posiadacz kilku żeber mniej miał na myśli śpiewając te słowa.

Nie da się ukryć, że ostatnio głośno było o liderze The Libertines głównie za sprawą jego przygody z używkami i pobytem w więzieniu. Nic dziwnego więc, że znacznie częściej można było o nim przeczytać na łamach tak “prestiżowych” gazet jak The Sun, a niżeli NME. Co prawda czasem znalazła się jakaś notka w prasie muzycznej, że artysta coś tam solowo brzdąkał na kilku festiwalach, lecz występy te nie robiły zbytniej furory. Jedni postawili na nim krzyżyk, przyklejając mu łatkę ćpuna, a inni mimo wszystko mieli nadzieję, że jeszcze uda mu się zrobić w życiu coś godnego uwagi.  Chyba więcej racji mieli ci, co wierzyli w jego powrót.

Kiedy po raz pierwszy zacząłem słuchać “Grace/Wastelands” i poleciało otwierające płytę “Arcady”, pomyślałem: “No tak, teraz pewnie będę miał do czynienia z dwunastoma odrzutami z zapomnianej sesji Babyshambels”. A tu proszę, im dalej w las, tym więcej drzew, tzn. lepszych piosenek. Zapewne część z Was już słyszało singlowe “Last Of The English Roses”. To pierwszy skowronek, zwiastujący fakt, że Doherty wrócił do formy. Elegancko grająca sekcja rytmiczna, harmonijka pobrzmiewająca gdzieś w tle i ciekawie napisany refren. Do tego Pete gadający na końcu coś po francusku. Miał czas na zebranie wielu fajnych pomysłów podczas odsiadki.

Tytuł piosenki “1939 Returning” nie tylko zdradza tematykę utworu, ale i stylistykę retro. W ogóle bluesowe zabarwienie i aranżacje niektórych kawałków przywodzą na myśl to, co zrobił Mark Ronson z debiutem Amy Winehouse. Smyczki, organy, trąbka, bardzo dobre brzmienie całości – nie ma co się dziwić, bo za produkcję płyty odpowiadał niejaki Stephen Street, znany choćby ze współpracy ze The Smiths czy Blur. Dla urozmaicenia, bluesowa stylistka jest łamana przez osadzone w kabaretowej stylistyce “Sweet By And By” oraz “Palace of Bones”, w którym robi się bardziej songwritersko, na modłę amerykańskich bardów. Na “Grace/Wastelands znalazło się też miejsce dla kilku gości. Zaśpiewane wspólnie z Dot Allison “Sheepskin Tearaway” jest typową słodką balladą, których Doherty ma już sporo na koncie, ale kontrastując z pozostałymi utworami wypada ona całkiem zgrabnie.

Gdyby usunąć początkowe “Arcady” mielibyśmy właściwie płytę bez żadnych słabych momentów. Szczerze mówiąc, solowy debiut Doherty’iego jest lepszy niż dwie poprzednie płyty Babyshambles. Co prawda w dziale “dzieła wybitne” się on nie znajdzie, ale w “bardzo sympatyczne krążki” – na pewno. Jeśli ktoś chce usłyszeć zmartwychwstanie człowieka, któremu pisano artystyczną śmierć już za życia, to zapraszam do przesłuchania tego albumu. Słuchając “Grace/Wastelands” uwierzyłem, że powrót The Libertines ma rację bytu.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (20 głosów, średnio: 6,90 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.