15.10.2009 08:52

Autor: Gosia

Relacja z Pepsi Vena Festival 2009

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | |


sd0.jpg Relacja z Pepsi Vena Festival 2009

To już trzecie wydanie festiwalu Pepsi Vena, na którym oprócz konkursu o 100 000 zł dla młodych wykonawców, w programie pojawiły się także występy zagranicznych gwiazd. Zabrakło jednak przebojowego headlinera, który zgromadziłby trochę więcej publiczności, bo z frekwencją było w tym roku słabo.

Poza koncertami takich wykonawców jak Christoph de Babalon, Sons & Daughters, Frankmusik czy Glasvegas oraz stałego punktu programu, czyli konkursu na najlepszą piosenkę, zorganizowano także dodatkową scenę Mega Total, na której prezentowali się młodzi polscy artyści. Dodatkową atrakcją były warsztaty dla producentów muzycznych (prowadzone przez Garetha Jonesa) i twórców wideoklipów (z udziałem Tima Pope oraz Zbigniewa Rybczyńskiego). Nie zabrakło także lokalnego akcentu – koncertu łódzkiej sceny muzycznej, z udziałem zespołów Pornohagen, Blisko Pola i Psychocukier.

Niestety tegoroczny line up nie zainteresował szerszego grona widzów. Nie można powiedzieć, że Klub Wytwórnia świecił pustkami, ale mniej niż 1/3 zajętej przestrzeni pod sceną to max. Zaproponowane w tym roku gwiazdy nie są jeszcze na tyle popularne, żeby mogły ściągnąć większą ilość uczestników spoza Łodzi (w przeciwieństwie do ubiegłorocznych występów Klaxons czy Primal Scream). Błąd strategiczny być może polegał też na nieodpowiednim dobraniu artystów. Jednego dnia można było usłyszeć digital hardcore, indie rock oraz elektropop. Zasada “dla każdego coś ciekawego” dobrze sprawdza się podczas letnich festiwali. Gorzej kiedy wydarzenie organizowane jest jesienią – nie ma wtedy mowy o przypadkowej publiczności, repertuar dobierać trzeba więc dla konkretnego słuchacza.

Słaba frekwencja ma też swoje plusy. Kameralna atmosfera festiwalu okazała się bardzo przyjemna. Nie trzeba było stać w kolejce po drinka, można było położyć wierzchnie okrycie gdzieś w pobliżu, nie obawiając się, że zniknie z pola widzenia i zamienić bez przeszkód kilka zdań z artystami. Było też dużo miejsca do tańczenia, a muzyka docierająca ze sceny, mimo swojej różnorodności, bez przeszkód pozwalała oddać się dzikim pląsom.

Jako pierwszy spośród zagranicznych gwiazd wystąpił Christoph de Babalon – berliński producent muzyczny, którego fanem jest między innymi Thom Yorke. Christoph zaprezentował set onirycznej elektroniki. Muzyka, mimo że była dość senna, to rozbujała lekko nieliczną publikę zgromadzoną pod sceną. Sam muzyk okazał się być bardzo sympatyczną postacią, choć miny, które robił kryjąc się za laptopem mogły każdego zmylić. Bardzo szkoda, że świadkami jego występu była zaledwie garstka osób (na oko około 30), bo Christoph’owi należały się tego wieczoru o wiele większe brawa.

Sons & Daughters natomiast rozruszali publiczność na dobre. Sympatyczni Szkoci z każdą kolejną piosenką zyskiwali coraz większą sympatię słuchaczy, głównie za sprawą fantastycznej wokalistki Adele Bethel, która w dość oryginalnym stroju (zwiewna bluzka, złote rękawki, krótkie spodenki i babcine pończoszki do kolan) pląsała po scenie z tamburynem w ręku. Tego wieczoru kwartet z Glasgow zaprezentował m.in. zainspirowany piosenką Leonarda Cohena (i zarazem hołd dla muzyka) utwór “Dance Me In”, “House In My Head” czy popularny “Johnny Cash”. Miłym gestem było dziękowanie po polsku publice przez gitarzystę Scotta Patersona, choć tego, jak i następnego wieczoru języka polskiego w wykonaniu zagranicznych gwiazd nie zabrakło.

FRANK 1.jpg Wieczór należał jednak do ostatniego wykonawcy, którym był Vincent Frank, znany jako Frankmusik. Jego niedawno wydany, debiutancki album podbija listy przebojów na Wyspach. W dniu koncertu Vincent obchodził swoje 24-te urodziny i z tej okazji otrzymał dwukrotnie odśpiewane życzenia w dwóch wersjach językowych. Widać było, że jest mile zaskoczony tak entuzjastycznym przyjęciem. A było ono w pełni zasłużone, ponieważ swoim występem sprawił, że na sali nie było ani jednej osoby stojącej w miejscu. Poza piosenkami znanymi z longplaya, zaśpiewał i zagrał także kilka coverów, m.in. “It’s a Sin” Pet Shop Boys oraz zaprezentował swoje umiejętności beatboxingu (‘wybeatboxowywując’ na przykład fragment utworu Franz Ferdinand “Take Me Out” albo “Billie Jean” Michaela Jacksona). Po koncercie można było spotkać go na afterparty, gdzie świętował ze wszystkimi uczestnikami festiwalu swoje urodziny.

Drugi dzień na dużej scenie rozpoczął się od konkursu młodych wykonawców. Nam niestety nie było dane go zobaczyć. Niestety, bo bardzo ciekawe byłyśmy poziomu tegorocznej edycji. Nagrodę publiczności zdobyła Ramona Ray, natomiast główna nagroda (czyli czek na 100 000 zł) trafiła w ręce duetu Skinny Patrini.

GLASVEGAS 6.jpg Gwiazdą tego wieczoru, a zarazem całego festiwalu był zespół Glasvegas. I może sprowadził on największą publikę, ale to jednak energiczny występ Frankmusik nazwałabym najjaśniejszym punktem festiwalu. Mierzi mnie sytuacja, w której (podobnie jak w przypadku zeszłorocznych Klaxons) młody zespół mający na koncie jedną płytę zachowuje się jak gwiazda pokroju U2.  Jeszcze gorzej jak wyżej wspomniany zespół przez 45 minut usypia widza swoim występem. Pewnie fani zespołu (o dziwo tacy są) się oburzą, ale występ Szkotów z Glasvegas mimo że krótki, ciągnął się niemiłosiernie. Wielce gwiazdorskie zachowanie jak na zespół, który ma tak mało do zaoferowania muzycznie. Wielka szkoda, bo za pieniądze, które zostały wydane na ten koncert, Vena mogła sprowadzić 2 mniejsze, ale za to ciekawsze grupy.

Mamy nadzieję, że w przyszłym roku, zgodnie z obietnicami, organizatorzy zaoferują nam danie tak soczyste i wykwintne, że sala Klubu Wytwórnia będzie pękać w szwach i każdy znajdzie dla siebie coś miłego.

Małgorzata Lewandowska & Anna Lenarcik

Zdjęcia z festiwalu:

FRANK 8.jpg

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.