25.09.2009 09:29

Autor: marcin

Pearl Jam – “Backspacer”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


pearl-jam-backspacer.jpg Pearl Jam – “Backspacer”
Monkeywrench/Universal/2009

Wraz z pomyślnym wynikiem ostatnich wyborów prezydenckich w USA, Eddie Vedder spuścił nieco z tonu i wraz z kolegami z zespołu postanowił nagrać osobisty album. Czy Pearl Jam w końcu zadowolił malkontentów rozpamiętujących czasy “Ten”? 

Nie da się ukryć, że Pearl Jam należy do zespołów najgłośniej akcentujących swoje niezadowolenie z polityki
panującej w USA. Konflikty i nieporozumienia narastające wokół wojny w Iraku czy wydarzeń powiązanych z huraganem Katrina znalazły swoje odbicie na poprzednim albumie “Pearl Jam”. Krążek został przyjęty umiarkowanie, czego nie można było powiedzieć o trasie promującej, w trakcie której zespół dotarł także do Polski. Stała się ona jedną wielką manifestacją wobec polityki Busha. Słusznie czy nie – nieważne. Chorzowski koncert z 2007 roku udowodnił inną istotną rzecz – Pearl Jam to przede wszystkim zespół, który posiada niesamowite pokłady energii. Energii obracającej koncert w prawdziwe rock’n'rollowe widowisko. Grunge przeminął, z dawnej sceny Seattle nie zostało zbyt wiele (nic?), a Pearl Jam trzyma się całkiem nieźle, czego dowodem jest ciągła i intensywna aktywność zespołu.

Podpieram się tymi wszystkimi argumentami, bo nie ukrywam, że mam pewien problem z jednoznacznym odniesieniem się do “Backspacer”. Album z pewnością wypadł lepiej niż dwa poprzednie krążki. Na plus działa przede wszystkim energia uderzająca w słuchacza w pierwszej połowie albumu. Niestety, pomimo tego, że chłopaki nabrali rozpędu, to w utworach przeszkadza brak charakterystycznego rysu, melodyki zarezerwowanej dla Pearl Jam, która sprawiała, że takie utwory jak “I Am Mine” czy “Given To Fly” (nie wspominając o klasykach z “Ten”) zapadały na długo w pamięć. Wprawdzie “Got Some” ze wszystkich utworów najbardziej można zestawić z klasykami z poprzednich płyt, to reszta krążka trzyma słabszy poziom. Próba uderzenia w rockowe przeboje w radiowym “The Fixer” nie wypadła zbyt dobrze, chociaż sam utwór po kilku przesłuchaniach daje się polubić.

Oczywiście Pearl Jam to nie tylko szybkie riffy i mocny wokal Veddera. “Backspacer” posiada swoje spokojniejsze oblicze. O ile “Speed of Sound” spóźnił się o mniej więcej 3 albumy, to już “Unthought Known” z delikatnym pianinem i odrobiną elektroniki prezentuje się całkiem okazale. Podobnie jest z akustycznym “Just Breathe”, który jest bliższy solowym dokonaniom Veddera. To wciąż nie ballady na miarę “Nothingman” czy “Indifference”, ale na tle górującej mocniejszej części albumu, podobne łagodniejsze utwory wypadają całkiem nieźle. Zwłaszcza finałowy “The End”, który w niecałe trzy minuty prezentuje najbardziej emocjonalną i wrażliwą barwę głosu Eddiego, z jaką możemy spotkać się na albumie.

Zatrudnienie do pracy nad płytą dawnego producenta Brendana O’Briena pozwoliło stworzyć dobrze brzmiący materiał zakrojony do zaledwie 35 minut. Bolączką “Backspacer” jest jednak właśnie to, że płyta brzmi zbyt poprawnie. Jeśli zawodzi to tylko ze względu na brak wyraźnych punktów, które rozjaśniłyby ten album na tle pozostałych wydawnictw Pearl Jam. Czyżby stabilizacja źle służyła kreatywności grupy z Seattle?

Marcin Bieniek

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (29 głosów, średnio: 7,28 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.