05.06.2009 15:05

Autor: marcwandas

Patrick Wolf – “The Bachelor”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


patrick_wolf-the_bachelor.jpg Patrick Wolf – “The Bachelor”
Bloody Chamber/2009

Gdyby możliwe było klonowanie, Patrick Wolf mógłby zastąpić całą orkiestrę, obsadziłby skład kilku chórów, stałby za dekami w najlepszych klubach w każdym większym mieście i komponował muzykę do najciekawszych hollywoodzkich i niezależnych produkcji filmowych. Jednak póki czekamy na genialnych naukowców i zgodę episkopatu, musimy zadowolić się jego talentem w formie bardziej skondensowanej.

Patrick daje nam właśnie kolejną szansę na obcowanie z nim. Na “The Bachelor” udowadnia, że jako jeden z niewielu współczesnych muzyków, jednocześnie zdając sobie sprawę, że w muzyce wszystko już było, ma na tyle talentu, aby będąc pogodzonym z tym faktem podejść do niej kreatywnie. Muzyka zdaje się tutaj być rozwalona na części pierwsze, a potem znów poskładana i posklejana w spójną całość. Swój domek Wolf buduje z klocków rockowych, folkowych, elektronicznych, motywów etnicznych różnych kultur.

Co nas jeszcze może zdziwić, kiedy usłyszymy, że w gruncie rzeczy popowe “Hard Times”, rozpoczynające się ciekawą elektroniką (przypominającą trochę początek… “Hunting for Witches” Bloc Party) pobrzmiewa Tańcami Węgierskimi Brahmsa? A dalej mamy jeszcze odniesienia wprost do country – Eliza Carthy i ciekawy dialog wokalny w kawałku tytułowym, muzykę jak z brzmiących monumentalnie soundtracków westernów- “Thicets” (kolejny raz Tilda Swinton deklamująca w tle – po raz pierwszy pojawia się tutaj w “Oblivion”), chóry przebijające się przez ostre bity w “Counts of Casuality”, nadające się na parkiety i do radia Eska ejtisowe “Vulture”, rockowe “Battle”. I tak by wymieniać… Bo każdy kawałek ma w sobie coś nietuzinkowego, niezwykłego, nie do przewidzenia.

Szczególnie warte docenienia jest to, że Patrick skacze na nowym albumie między estetykami, jednocześnie się w nich nie gubiąc i nie tracąc spójności treści. Tak bywało i na wcześniejszych albumach, jednak czuć było w nich czynnik spinający radosną twórczość w całość – pewny krok w stronę elektroniki na “Lycanthropy” czy pierwiastek popowej łagodności w “The Magic Position”. Teraz, mimo braku podobnej muzycznej klamry, materiał gęsty i nieoczywisty daje się słuchać z przyjemnością.

Na zachętę – trochę perwersji w wersji sado-maso, czyli klip do “Vulture”:

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Ciekawy chłopaczek, co nie?

Świetny album. Nic, że okładka będzie pewnie brylować w zestawieniach najgorszych wszech czasów ;).

Marcel Wandas

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (31 głosów, średnio: 7,77 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.