10.11.2008 15:15

Autor: fl23

Orange the Juice – “You Name It”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


orange-the-juice.jpg Orange the Juice – “You Name It”

Ostatnio jak słucham jakiejś płyty zastanawiam się jakie były muzyczne inspiracje ludzi, którzy właśnie dla mnie grają w głośnikach. Orange the Juice musieli słuchać dużo muzyki Mike’a Pattona, pewnie trochę Zorna, a szczególnie Naked City, może Franka Zappy.

Orange the Juice powstało w 2002 roku w Stalowej Woli, w tym roku wydali swój pierwszy krążek – “You Name It”. Oprócz wydania płyty ich największym sukcesem był występ na Sziget Festival w Budapeszcie, największym festiwalu muzycznym w Europie Środkowo-Wschodniej. Zanim zacznę pisać o muzyce chciałbym tylko powiedzieć, że ich płyta jest bardzo fajnie wydana, a strona internetowa jest estetyczna i dużo mówi o ich muzyce. Po okładce płyty chodzą robaki, a na środku leży motyl, do którego robactwo chyba chce się dobrać. A wszystko to w ciepłych kolorach pomarańczy.

Zespół tworzy sześciu muzyków, skład jest typowy dla każdego rockowego zespołu – oprócz saksofonu i trąbki. Ich muzyka jest bardzo eklektyczna – nie wiem czy nie za bardzo. Orange the Juice gra coś pomiędzy metalem, jazzem, ska a noisem. Brzmi ciekawie, prawda? Niestety z wykonaniem jest już znacznie gorzej.

Zaczyna się szaloną improwizacją, w której trudno doszukiwać się jakiejkolwiek kompozycji – niestety, tylko przez półtorej minuty – później przez dwadzieścia sekund słyszymy kabaretową melodię, która brzmi jakby została nagrana kilkadziesiąt lat temu, zaraz potem przez kilka minut obcujemy z ostrą metalową melodią. Nagle wokalista przestaje rzęzić i słyszymy chórki rodem z Beach Boys. I tak przez całą płytę – zanim coś się rozwinie już się kończy… Jest tak bardzo namieszane, że aż niesmaczne – mam wrażenie, że ambicją zespołu było pomieszać jak najwięcej stylistyk i jak najszybciej po nich skakać. Pomysł bardzo dobry, ciekawy i przez wielu już wypróbowany, ale w tym przypadku nieudany.

Na płycie najlepiej brzmią momenty metalowe i skoczne cyrkowe melodie – te sprawiły mi naprawdę wielką radość. Myślę, że gdyby muzycy ograniczyli się do połączenia metalu, grind-core’u z muzyką kabaretową byłoby wyśmienicie. Mam wrażenie, że momenty jazzowych solówek trochę ich przerastają, a fragmenty bardziej piosenkowe brzmią dość śmiesznie.

Wiem, że płyta miała być śmieszna, ale niestety – to nie jest moje poczucie humoru. Żeby zmierzyć się z taką muzyką trzeba być wirtuozem, skakanie po konwencjach tego wymaga. Dobrze, że na polskiej scenie muzycznej pojawił się ktoś kto ma inne podejście do muzyki. Mam nadzieję, że Orange the Juice będzie cały czas się rozwijać i wyjdzie z tego coś naprawdę ciekawego. Na razie “You Name It” powędruje gdzieś w głębokie otchłanie półki z płytami, niestety.

Filip Lech

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (39 głosów, średnio: 7,10 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.