07.07.2010 22:43

Autor: marcwandas

Open’erze, nie idź tą drogą

Kategorie: Czytelnia, Felietony, Podsumowania, Relacje z festiwali

Wykonawcy:


skunk.jpg Open’erze, nie idź tą drogą

Redaktor Wandas bawi się w prorokowanie!

Jadę z Gdyni do Krakowa. Daleko jak cholera, moja babcia skwitowałaby tą odległość swoim dygotliwym “ojezusmaryja”. Tak samo by zareagowała, gdybym powiedział jej, że było 60 tysięcy ludzi. I że kebab kosztował 12 złotych. Z moją babcią zobaczę się dopiero za tydzień, a teraz jadę. Jadę i myślę.

Chociaż na myślenie nie mam jakoś specjalnie siły. Do Warszawy tłok jak w psiarni, zmęczony jak cholera. A teraz nagle znalazłem się w odnowionym wagonie “teelki”z fotelami tak wygodnymi, że aż krzyczą “siądź na mnie!”, pustką i i przyciemnianymi szybami. Och, pospałbym sobie. Ale myślenie samo wtrynia mi się w łeb. Spania nie będzie.

Właściwie wpadam w jakiś dziwny wewnętrzny dialog. Jedno myślenie mówi mi: “Ej, człowieku, byłeś na zajebistym festiwalu, przeżyłeś dwa koncerty z serii gigów życia, ciesz się stary!” Siedzę sobie więc w błogości na fotelu, który najchętniej wziąłbym do domu, uprzednio wyrwawszy z podłogi, i napawam się pięknem minionych chwil. Jednak wtem włącza mi się inne myślenie,. Myślenie podszyte dekadencją, w szarym prochowcu i kapeluszu. Paląc czerwonego luchy strike’a chrypi do mnie: “Koleś, daj spokój. Dałeś 390 złotych za taki badziew. Best Major Festival. Pff. Spójrz na Glasto, Reading, na którykolwiek z festiwali w Niemczech, wstukaj odpowiedni adres i zobacz te lajnapy. Gdzie temu Heinekenowi do tego?!”

Wtem jakąś niepojętą magiczną sztuczką z dwóch powstaje jedno. Myślenie racjonalne, które obudziło we mnie smród z radomskiego dworca. Tak, świeżyzny tam było co napłakał sierściuch. Murphy, Foals, Justice,  na siłę La Roux. Albo nawet jakaś do bólu ograna Florence. Bolałoby pomyśleć, sprowadzić, dać indiedzieciakom, żeby sobie zdarły gardło, podarły rajstopy i rozpieprzyły rejbany? Pewnie nie. Za drogie? Pewnie nie. Bezwartościowe? Pewnie nie. A może nie w tę stronę? Pewnie tak.

To było widać już po sprowadzeniu Faith No More. Pan Ziółkowski, mówię to z całym dla niego szacunkiem, buduje specyficzny profil festiwalu. Średnia wieku w ciągu kilku lat podniosła się bowiem drastycznie. To będzie festiwal dla tych trzydziesto-czterdziestolatków, z własną rodziną i dwoma samochodami, mieszkaniem w grodzonym osiedlu, pracą w usługach, informatyce. Klasa średnia, mówiąc krócej. Ci, którzy chcą się poczuć znowu młodzi. Odświeżyć swoje doznania z liceum, kiedy słuchało się Skunk Anansie i Pearl Jam, a za awangardę uchodziła fascynacja Massive Attack.  A przed maturą człowiek na chwilę się otworzył i posłuchał rapu, takiego Cypress Hill na przykład. Teraz natomiast podnieca go granie w stylu Archive. Bo jakiegoś progresu też się słuchało.

To opłacalne. To buduje prestiż. To rozsądne. To swoją drogą również chwalebne i przydatne, bo w końcu można usłyszeć te zespoły w Polsce. Jednak czy niezal ma się na tym festiwalu jeszcze gdzie podziać? Z wystarczająco otwartą głową i zasobnym portfelem- rzecz jasna. A jeszcze wpadnie na Dead Weather, Hot Chip i Klaxons. Przy odrobinie chęci będzie miał wiksę tysiąclecia. Ojj, już Kraków. Koniec myślenia, czas na działanie- trzeba jeszcze na ten tramwaj się dowlec. A potem zbieranie sił na Balkan Beat Box w Lublinie. Gdzieś za miesiąc do Katowic. Bo tam mamy teraz swój festiwal.

Marcel Wandas

Foto: Opener.pl




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.