01.07.2017 19:47

Autor: Kuba

Open’er Festival 2017 – relacja z dnia trzeciego

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | |


Open’er Festival 2017 – relacja z dnia trzeciego

Wielcy kontra maluczcy, czyli wojna o słuchacza.

Hasłem przewodnim trzeciego dnia na Open’erze była konfrontacja. Utytułowani artyści zmierzyli się z nowicjuszami w walce o widza. Rezultat? W moich oczach zwycięstwo młodych nad starymi, choć dla wielu uczestników wynik może być zgoła inny. A to świadczy dobrze o tym, że tegoroczna edycja gdyńskiego festiwalu jest na tyle zróżnicowana, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Zacznijmy jednak od rzeczy, którą trzeba powiedzieć głośno – The Weeknd w koncertowym wydaniu nie zachwyca. Szumnie zapowiadany headliner dnia trzeciego bronił się jedynie swoim świetnym zespołem wspierającym go instrumentalnie, zaś sam Tesfaye nie był mnie w stanie przekonać do siebie – ani podejściem do widza, ani zdolnościami wokalnymi. Oczywiście, największe hity artysty, jak rozpoczynający koncert “Starboy”, “Can’t Feel My Face” czy “I Feel it Coming” wsparte fajerwerkami rozbudzały emocje, ale Kanadyjczyk poza nimi nie był w stanie przyciągnąć uwagi. Koncert wydawał się ciężki, długi i nudny. Może i The Weeknd to wonder boy z niesamowitą historią od zera do bohatera, ale po tym, co zaprezentował w Gdyni, można się zastanawiać, czy szczytu możliwości już nie ma za sobą.

#opener2017 fot @filipblank

A post shared by Open'er Festival (@opener_festival) on

Zupełnie innym przedmiotem rozważań jest koncert grupy Prophets of Rage (Against the Machine). Dla mnie był to jeden z najbardziej wyczekiwanych wykonawców tegorocznej edycji. Problem w tym, że oryginalna muzyka Prophets of Rage stanowi tylko ułamek tego, co prezentują na żywo, do tego całkiem zbędny. Wiadomo, że najważniejszym punktem programu było usłyszenie legendarnych utworów Rage Against the Machine w niemal oryginalnym składzie. Sekcja rytmiczna Tima Cummerforda i Brada Wilka pruła groove’m na lewo i prawo, zaś Tom Morello udowodnił, że jest jednym z najbardziej innowacyjnych gitarzystów pod kątem wykorzystania technologii w swoich solówkach.

Chuck D z Public Enemy i B-Real z Cypress Hill to legendy, które świetnie radzą sobie z materiałem niegdyś rapowanym przez Zacha De La Rochę, ale miałem wrażenie, że momentami brakowało tam jego charakterystycznego rapowania. Z koncertu pełnoprawnej formacji zrobił się koncert życzeń, gdzie lwią część występu stanowiły covery utworów, a nie swój materiał. To ma się ponoć zmienić, ponieważ muzycy zapowiadają swój debiutancki krążek na wrzesień tego roku. Przedsmak w postaci “Unfuck the World” niestety nie rozbudził takich wrażeń, jakich bym oczekiwał po zespole takiego formatu. Koncert w pełni zaspokoił moje potrzeby wykrzyczenia słynnych frazesów sprzed dwóch dekad, ale nie wiem, czy na nowo są w stanie być głosem rewolucji, którym tak bardzo chcieliby zostać.

POLAND!!! @opener_festival

A post shared by Prophets of Rage (@prophetsofrage) on

Jednak zdecydowanym faworytem trzeciego dnia festiwalu był występ grupy Warpaint. Kalifornijski kwartet bardzo urósł w moich oczach po kilkuletniej przerwie, kiedy widziałem je jeszcze po premierze debiutanckiego “The Fool”. Dwie płyty i sześć lat później to już kompletnie inny zespół. Do dziś pozostaję pod ogromnym wrażeniem tego, jak dobrze radzą sobie na scenie. Nie chodzi mi jedynie o warsztat techniczny, który, swoją drogą, był bezbłędny, ale także sposób, w jaki członkinie grupy się ze sobą porozumiewają. Dyskretne spojrzenia i delikatne gesty, ale również takie rzeczy, jak wspólne bujanie się w rytm swoich utworów sprawiły, że przyjemnie było oglądać, jak koncert posuwał się do przodu. Choć w dużej mierze składał się on z ostatniej płyty “Heads Up”, niezmiernie cieszyło mnie wykonanie utworów z EP-ki “Exquisite Corpse” z brawurowym wykonaniem “Beetles” na czele. Koncertem w Gdyni kwartet udowodnił, że ich ciemne, dreampopowe brzmienie w połączeniu z alt-rockowymi korzeniami to strzał w dziesiątkę i nie mogę się wręcz doczekać kolejnej okazji zobaczenia Warpaint na żywo.

#warpaint #tentstage #opener2017 fot @krzysztofszlezak

A post shared by Open'er Festival (@opener_festival) on

Atmosferę radości podtrzymywały również występy Moderata oraz Kiasmos. Zarówno jedni, jak i drudzy trzymali w napięciu podczas swoich koncertów. Niemieckie trio opierało set głównie na zeszłorocznym albumie “III”, ale “Bad Kingdom” czy “Rusty Nails” w dłuższych, transowych wersjach poruszyło słuchaczy zgromadzonych pod Sceną Główną. W tej elektronicznej potyczce jednak lepiej wypadło islandzkie duo z Kiasmos. Ólafur Arnalds i Janus Rasmussen świetnie rozumieją się na scenie i z czystą przyjemnością można było słuchać, jak kompozycje z delikatnych partii klawiszowych i prostych bitów stopniowo rozbudowywały się do rozmiarów monolitu szczelnie wypełnionego mocnym i przejrzystym dźwiękiem. Techno w wykonaniu Kiasmos zawsze budzi we mnie czystą i nieskrępowaną radość. Tent Stage zdawał się rozumieć to w pełni.

Wieczór na Alter Stage był również bardzo przyjemny za sprawą występów Hańby oraz duetu Bisz/Radex. Krakowska grupa to dla mnie swoisty fenomen. Czterech muzyków próbujących przywrócić międzywojennego ducha dzięki tekstom tamtejszych poetów i instrumentarium ulicznej orkiestry to wręcz kuriozalny pomysł, ale kiedy rozpędza się do m.in. występu na festiwalu SXSW czy koncertu zrealizowanego dla KEXP, wiadomo, że grupa trafiła na złoto. Gdyński koncert tylko to potwierdził. Po drugiej stronie siedzieli Bisz oraz Radek Łukasiewicz w swoim wspólnym projekcie. Przyznam, że “Wilczy Humor” na albumie nie był zbyt solidny i myślami wracałem do “Wilka Chodnikowego” – moim zdaniem najlepszej płyty w dorobku rapera. Okazało się jednak, że w wydaniu koncertowym muzycy świetnie się odnajdują i materiał zyskał kilka dodatkowych kolorów. “Pollock” zagrany na bis był zaś wisienką na przysłowiowym torcie.

To był dzień pełen wrażeń, zacinającego deszczu, wzlotów i upadków. Przede wszystkim, był to dzień szczelnie wypełniony świetnymi koncertami, które, mam nadzieję, wciąż są najważniejszym punktem Open’era. A tymczasem będę wyczekiwać tego, co do zaprezentowania będzie mieć ostatni dzień imprezy z występem Lorde na czele. Relacja już wkrótce.

Kuba Serafin




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.