30.06.2017 19:48

Autor: Kuba

Open’er Festival 2017 – relacja z dnia drugiego

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | | | |


Open’er Festival 2017 – relacja z dnia drugiego

Legendy i tańce.

Gdy spływać zaczęły deszczu strugi, to znak, że rozpoczął się właśnie dzień drugi. Open’era, rzecz jasna. Od początku wiadomo było, że gwoździem programu będzie Foo Fighters, ale czwartkowy wieczór miał o wiele więcej kolorów niż z początku można było się spodziewać.

Koncert Foo Fighters możemy ocenić w dwójnasób. Przede wszystkim, Grohl i jego załoga to weterani sceny, a sam zespół w kategorii stadionowego rocka plasuje się wysoko w czołówce. Dzięki temu dostaliśmy świetnie wykonane widowisko, w którym Foo Fighters, niczym dobrze naoliwiona maszyna, pędzili do przodu przez swoją ekstensywną dyskografię. Nie obyło się bez miłych niespodzianek, m.in. pojawieniu się na scenie Alison Mosshart z The Kills, która towarzyszyła zespołowi przy premierowym wykonaniu “La Di Da” z nadchodzącej płyty “Concrete and Gold”, która ujrzy światło dzienne już tego września. W Gdyni zespół zagrał także swój singiel “Run” – ciężki, metalowy riff z antemicznym, charakterystycznym dla Foo Fighters refrenem. Oprócz tego zespół jest tak świadom swoich kompozycji, że bez przeszkód są w stanie zaimprowizować fragmenty pasujące do call and response czy zmieniać w lot aranże wewnątrz swoich utworów, jak m.in. w “Monkey Wrench” czy “Wheels”.

Z drugiej strony warto zadać sobie pytanie: co dalej? Jeśli mówimy o Foo Fighters, myślimy o wielkim zespole rockowym na czele peletonu, jednym z najważniejszych reprezentantów wielkoformatowego rocka. Nie była to nigdy muzyka najwyższych lotów, ale zespół traci powoli na aktualności, przez co koncerty stały się okazją do pośpiewania znanych szlagierów, a nie zdobywania nowych terytoriów. Sam Grohl przyznał podczas koncertu, że Foo Fighters to już zespół, który nie podróżuje w promocji nowych wydawnictw, bo mają już tyle materiału, że mają z czego wybierać. Jedno im trzeba jednak przyznać: potrafią robić to perfekcyjnie za sprawą swoich zdolności i uroku osobistego. Grohl śmieszkował, flirtował, dziękował, zabawiał i robił to w tak naturalny i ciepły sposób, że oglądało i słuchało się go z czystą przyjemnością. (Słyszałem, że wczoraj Radiohead grali sześć godzin. My mamy lepsze rzeczy do roboty). Może to już dad rock, ale za to podany na srebrnej tacy.

Występ Foo Fighters na Scenie Głównej poprzedzali The Kills, którzy w ubiegłym roku powrócili do aktywnego koncertowania po dłuższej przerwie za sprawą nowego albumu “Ash & Ice”, który silnie promowali na gdyńskim festiwalu. Wszystko wydawało się na miejscu, ale brakowało jednej zasadniczej rzeczy – iskry. Koncert wydawał się chaotyczny, nierówny, kompletnie niewciągający. Rozumiem, że stateczność ma swoją istotną przyczynę w postaci wypadku, w wyniku którego Jamie Hince stracił kontrolę nad palcem i musiał ponownie nauczyć się grać na instrumencie, niemniej jednak rzutuje to na całości wykonania, przez co The Kills na scenie zaprezentowali się na poziomie średniozaaawansowanego zespołu, a nie pełnoprawnej gwiazdy rocka.

Z bardziej punkowej i energetycznej strony zaprezentowała się za to dwójka wykonawców na Tent Stage – M.I.A. oraz Trentemoller. Angielska raperka niemal natychmiast zawładnęła publicznością, gdy tylko pojawiły się pierwsze dźwięki “Borders” aż do samego “Paper Planes” zamykającego koncert. Świetny kontakt z publicznością, utwory w jeszcze bardziej zakręconych i ciężkich aranżacjach i niezwykłe wizualizacje sprawiły, że występ M.I.A. na długo będzie w sercach za nieskrępowaną niczym imprezą z przesłaniem. Na drugim końcu szali znalazł się Trentemoller, który wraz z towarzyszącym mu zespołem wprowadził w swój świat, w którym synthwave mieszał się z rockiem, dając nieoczekiwanie taneczne rezultaty. Duński producent zadbał o to, by było duszno, mrocznie, ciężko, ale z niesamowitą gracją i transem mogącym trwać jak najdłużej. Szkoda jedynie, że koncert producenta zazębił się z występem Blanck Mass na Alter Stage. Benjamin John Power robił wszystko, by przyciągnąć tłumy do tańca, ale scena świeciła pustkami. A szkoda, bo “World Eater” to jedna z ciekawszych tanecznych propozycji tego roku i dowód na to, że muzyk radzi też sobie całkiem nieźle poza macierzystym Fuck Buttons.

Jeśli już o elektronice mowa, świetnym akcentem na zakończenie dnia był koncert Daniela Avery’ego. Jego niepokorne techno zakręciło sceną Beat Stage, która pękała w szwach od ludzi spragnionych dalszej imprezy. Świetnie poradził też sobie A_GIM, czyli znany m.in. z Oszibarack Agim Dżejlijli w swoim pierwszym solowym projekcie. Niestety jego pojedynek z Foo Fighters pod kątem ilości publiczności również był skazany na porażkę.

W formie ciekawostek, całkiem udał się też pierwszy koncert w Polsce w karierze Jimmy Eat World. Zespół był w wyśmienitej formie i zgrabnie balansował między emo szlagierami z pierwszych płyt oraz mocniejszych, pop punkowych melodii z późniejszego okresu twórczości. Cieszy też to, że koncertowy materiał w dużej mierze składał się z bodaj najważniejszego albumu dla grupy, “Bleed American”. Pysznym akcentem na czwartkowej mapie dźwięków była także rodzima Bitamina, która swoją mieszanką jazzu, soulu i hip-hopu ułożyła ciekawe, melodyjne kolaże, które tak bardzo były potrzebne w deszczową pogodę. Ciekawie było także zobaczyć tłumy na koncercie G-Eazy’ego. Raper z przyczyn pogodowych pojawił się na głównej scenie dopiero o 1 w nocy, ale nadrobił to pokaźną ilością nawijek. Muzyk tak był zachwycony, że postanowił wykonać także kilka utworów z nadchodzącego albumu, “The Beautiful and Damned”. Polska publiczność ponoć nie zawodzi.

Drugi dzień udowodnił, że można pogodzić ze sobą dwa światy – ten powiązany z wielkimi, utytułowanymi artystami będącymi gwarantem dobrych koncertów oraz ten z gwiazdami nowej fali, młodymi eksperymentatorami, którzy wielcy dopiero będą, jeśli tylko będzie im dane. Póki co, jest dobrze i nie zapowiada się, by najbliższe dni ujawniły spadek formy. Jak na razie, wszystko idzie w dobrym kierunku.

Kuba Serafin




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.