opener_pearljam.jpg Open’er 2010

Czyli do dziesięciu odlicz.

“01” to tytuł debiutanckiej płyty formacji Niwea, której występ udowodnił, że na Babich Dołach występują nie tylko “gitarowe kapele dla dzieciaków”. Mało tego, chłopkom udało się nieźle wypełnić namiot Alter Space. Bąkowski wyszedł na scenę, powiedział “Proszę wstać” i już było wiadomo, kto tym wszystkim rządzi. Potem popłynęły w stronę publiki ociężałe bity, gęsty dym (podobno właśnie przez jego brak odmówili występu w studiu radiowej Trójki) i bardzo często powtarzane “no”. Zwieńczeniem całej ceremonii było masowe śpiewanie refrenu “Miłego, młodego człowieka”, idealnego kandydata na antyprzebój letniego festiwalu.

Dwa duety. Pierwszy, stawiający na taneczną pożogę oraz drugi, śpiewający spokojne, nieinwazyjne, urocze czy jaki tam jeszcze sobie przymiotnik wymyślicie, piosenki. 2manydjs zaserwowali wszystkim najlepszą imprezę festiwalu, miksując m.in. utwory Justice, LCD Soundsystem i Joy Division, dokładając do tego wyśmienite wizualizacje składające się z okładek wziętych na warsztat utworów. Kings Of Convenience wbrew wyglądowi rodem z planu filmowego “Zemsty Frajerów” i dzierżeniu dwóch gitar akustycznych, porwali cały szczelnie wypełniony Tent Stage, dając najpiękniejszy tegoroczny występ na Open’erze. Brawa należą się też publiczności, wręcz histerycznie reagującej na każdą nutę wydobywającą się z instrumentów Erlenda Oye i Eirika Glambeka Boe.

To już 3 wizyta Jacka White’a na Babich Dołach, którą odbył on wraz ze swoim trzecim znakomitym zespołem. Lecz krzywdząco byłoby patrzeć na The Dead Weather tylko poprzez pryzmat jednego z najbardziej utalentowanych na świecie gitarzystów. Tym razem Jackie ustąpił miejsca Alison Mosshart, której osobowość sceniczna łączy cechy poruszającej się jak w transie wiedzmy i zmysłowej kobiety. Wystarczy dodać do tego Deana Fertite i Jacka Lawrence’a obsługujących vintage’owe gitary, mistrzowską oprawę sceniczną oraz wyjątkową, blues-rockową chemię i już mam najlepszy gitarowy koncert Open’era 2010.

Niestety, 46 wiosen jest wiekiem, który w przypadku Normana Cooka, szerzej znanego jako Fatboy Slim, mocno daje się we znaki. Może to wina rewelacyjnego setu 2manydjs, który widziałem wcześniej, ale to, co pokazał Anglik, nie zrobiło na mnie wrażenia. Gdyby jeszcze puszczał hit za hitem, przynajmniej zrobiłoby się sentymentalnie, ale za bardzo uwierzył w swoje siły i udowodnił, jak bardzo zestarzał się jego styl. Słabe wizualizacje nie ratowały sytuacji.

Piątka amerykanów występujących pod szyldem Yeasayer zagrała na takim poziomie na jakim stoją ich dwa albumy studyjne, czyli niezłym. Niestety grupa pozostała wierna studyjnym wersjom utworów, toteż w wielu momentach, kiedy aż prosiło się o mocniejszą i dynamiczniejszą grę, muzycy zawodzili. Lecz sądząc po aplauzie, fani byli zadowoleni.

6 – tyle strun miała gitara, którą Eddie Vedder rzucił o scenę. Zabawne, że pierwszym muzykiem wykonującym ten kanoniczny rockowy gest, którego widziałem na Open’erze, był facet mający 45 lat na karku. Wcale nie było po nim tego stażu widać, tak jak zresztą po całym zespole, będącym w świetnej formie. Setlista była dość przekrojowa, a kawałki z mocno kontrowersyjnego “Backspacera” zabrzmiały na żywo znakomicie. I, co najważniejsze, mimo, że już od dawna grunge leży sześć stóp po ziemią, Pearl Jam wypadł autentycznie.

Menora to tradycyjny, 7-ramienny świecznik, symbol judaizmu. To właśnie ze względu na odnoszenie się w tekstach piosenek do swojego wyznania i łączenie ich z elementami reggae, elektroniki i rocka, Matthew Paul Miller zyskał swoją popularność. Wyjątkowa fuzja sprawdziła się na scenie World, gdzie Matisyahu dał długi i fascynujący koncert.

Grace Jones znana jest ze swojego androgenicznego wizerunku, roli w jednym z filmów o Jamesie Bondzie oraz kariery muzycznej, którą cholernie trudno zaszufladkować. I jeszcze jeden mały szczegół: urodziła się w roku 1948. Lady GaGa musi jeszcze wiele zrobić, żeby chociaż trochę zbliżyć się do klasy Jamajki, ponieważ Grace Jones nie gra koncertów spektakularnych, prowokujących i kontrowersyjnych. Ona po prostu wszystkich hipnotyzuje swoją charyzmą i nie ma w tym ani odrobiny inspirowania się innymi artystami, bo to od niej cały ten wizerunkowy cyrk się zaczął. Nie inaczej było, kiedy gościła w piątek na scenie namiotowej.

Rok 2009 był dla Kasabian nadzwyczaj udany – ich trzeci krążek, “West Ryder Pauper Lunatic Asylum”, został świetnie przyjęty zarówno przez prasę jak i słuchaczy. Miałem wielkie oczekiwania co do ich występu, które nie do końca zostały spełnione. Owszem, grupa dała dobry, a miejscami bardzo dobry występ, ale raz, że akustycy skopali ich nagłośnienie, a dwa, że nie był to koncert na miarę rzekomych następców Oasis. Ale pośpiewać z tłumem “Fire” czy “L.S.F” było bardzo przyjemnie.

Ocena 10 to standardowa nota przyznawaną albumom Pavement przez portal Pitchfork. Kto był drugiego dnia festiwalu o 1 nocy w Tent Stage, ten wie dlaczego. Stephen Malkmus pokazał, jak być antybohaterem rockowego patosu, grającym każdy numer z typową dla siebie bezceremonialnością. Grupa zabrała openerowiczów w podróż po swojej całej dyskografii, nie pomijając takich przebojów jak rozpoczynający koncert “”Cut Your Hair”, “Stereo” i oczywiście “Shady Lane”.

Krzysztof Kowalczyk
foto: www.opener.pl




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.