14.12.2009 22:16

Autor: Radek

Omar Rodriguez-Lopez – “Xenophanes”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


omar-rodriguez-lopez-xenophanes.jpg Omar Rodriguez-Lopez – “Xenophanes”
Omar Rodriguez Lopez Productions/2009

Jak śpiewał zabrzański poeta hip-hopu, niejaki Stasio, każdy gitarzysta – od Ameryki południowej po Sztokholm – cierpi na nieuleczalny “kompleks mikrofonu”. Niestety, wydaje się, że mimo wysiłków Rodrigueza-Lopeza, od skutecznego panaceum jesteśmy nader daleko.

Cały “Xenophanes” nagrany został po hiszpańsku. To nowość, acz jeszcze nie bomba. Drugą nowością jest brak odwiecznego kompana, Bixlera-Zavali (The Mars Volta, At the Drive-In). Więc tak jak wspomniałem, mikrofon dzierży gitarzysta, basista, kompozytor, producent, aranżer, a teraz i śpiewak, Wielki Omar. Głodny nowych wyzwań muzycznych, głodny dźwięków jak nikt inny na świecie.

W sumie nie dziwię się Zavali. Ile można nagrywać? 5 płyt w roku (bywały lata płodniejsze) to jednak całkiem spory wysiłek. Kto spłodzi tyle tekstów? Zavala musiałby zacząć melorecytować instrukcje obsługi. W tej sytuacji, Rodriguez podniósł kabel od mikrofonu i spełnił skryte marzenia zostania liderem totalnym. Wspomagany przez sprawdzony skład – Thomas Pridgen, Juan Alderete, brat Omara, Marcel – robi co chce.

Pierwszy numer krążka jest znakomity. Pewnie dlatego, że to utwór instrumentalny, a może nie tyle utwór, a intensywne intro, wprowadzające w nastój płyty. “Azoemia” zaczyna się strachem, podnieceniem. Przeszywającym hukiem helikopterowych(?) skrzydeł. Tak mógłby rozpocząć się “Czas Apokalipsy”, bo reszta płyty przeszywająca nie jest. Chwalone intro wprowadza w błąd. Kolejne utwory to już zwykła rodriguezowa rąbanka.

Tak jest. Biją, walą. Rozstrzeliwują dźwiękami publiczność. Szkoda tylko, że numer nie różni się od numeru. Mowotrawiaste popisy wokalne katują na jedną nutę, równo i skutecznie przez 42 minuty trwania albumu. Głos podnosi się i usuwa. Omar próbuje falsetów. Słychać wyraźne inspiracje Zavalą, ale jeszcze bardziej nieudolność, niepewność. Co więcej, głosy wydają się jakby dodane. Przyklejone do całości, wlepione nie w swój świat. Może powiem za dużo, ale wychodzi w tym wszystkim jakaś wielka latynoska pretensjonalność, podszyta skłonnością do przesady.

Na koniec, wrócę do początku. Tak, Omar Rodriguez-Lopez prochu nie odkrył, ale ilu nie-wokalistom tak naprawdę się udało? Na szarym tle, wyróżniają się perkusiści (Dave Grohl, Phil Collins), cały czas rozwija się Josh Homme, jeszcze paru innych. Śpiewanie to jednak trudna sprawa. Na całe szczęście wie o tym Wielki Omar. Nie przejmuje się, idzie do przodu. Już 28 grudnia, premiera kolejnej jego płyty. Na “Solar Gambling” usłyszymy tym razem kobietę. Jej imię to Ximena Sarinana Rivera, obecna na “Xynophanes” jedynie w nielicznych chórkach.

Radosław Orzeł

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (3 głosów, średnio: 7,33 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.