19.01.2010 23:29

Autor: Radek

Omar Rodriguez-Lopez – “Solar Gambling”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: | |


omar-solar-gambling.jpg Omar Rodriguez-Lopez – “Solar Gambling”
Omar Rodriguez Lopez Productions/2009

Ostatni z zapowiadanych na 2009r albumów Omara Rodrigueza-Lopeza, to zwrot ku damskim wokalom, a zarazem szczera kontynuacja emblematowego stylu. Jeżeli nie jesteście fanami, mogą pojawić się potężne, przeciągłe bóle uzębienia.

Minął miesiąc, a ja znów wyskakuję z nowym Omarem. Jak wiadomo, Omar jest wszędzie. Tyle co on, nie nagrywa dziś nikt. Niektórzy nazywają go geniuszem. Inni przypadkiem klinicznym. “Solar Gambling” to porządny, choć trudny w odbiorze materiał. I może owa niewypowiedziana “trudność” (zmieszana z “łatwością” komponowania) najlepiej sumuje postawę artysty.

Zaznajomiona ze słuchaczami “Xenophanes”, ostatniego albumu Omara, Ximena Sarinana Rivera śpiewać potrafi aż miło. I co istotne, nie popisuje się. Nie tworzy niczego na siłę. Dobrze jej w jakże nie-piosenkowym repertuarze. Otwierający płytę, niemal przebojowy “Locomocion Capilar”, aż sześciominutowy “Miel Del Ojo” czy “Un Buitre Amable Me Pico” prezentują się świetnie. Omar miksuje dysonanse z wyciszeniem. Obok wycia, schodzi w spokojne rejestry, raz to liryczne, raz zupełnie jakby wyciągnięte z kosmosu. Ximena bez żalu traci głos na rzecz melorecytacji (“Poincaré”), a liczne instrumentalne kompozycje dzielą album na części, niejako podrozdziały. Warto zaznaczyć, że dwa spośród dziewięciu utworów, właśnie wspomniany “Poincaré” oraz “Lorentz” są hołdem złożonym wielkim XIX wiecznym fizykom.

Omar Rodriguez-Lopez dokonał cudów ekwilibrystyki kompozytorskiej, ale momentami stacza się w kierunku rock opery, rozbuchanej arii. Udaje coś, czym zwyczajnie nie jest. Wspólnym problemem “Solar Gambling” – jak i “Xenophanes” – będzie jakieś szczególne nie zestrojenie wokalu z podkładem. Głos Sarinany Rivery, gryzie się z linią melodyczną. Jest jakby doklejony do ścieżek, do wykończonego, wypieszczonego dużo wcześniej (i w innym studiu, przez innych ludzi?) materiału. Z kolejnych minusów, trochę szkoda, zawsze mile widzianych gitarowych odjazdów. Płyta, jako całość wydaje się zbyt stonowana. Można ją było rozegrać mocniej. Kosztem obliczonej matematyki, dołożyć więcej kamieniołomów.

Na koniec, osobista refleksja. I rada. Jeżeli nazwisko Omara Rodrigueza-Lopeza usłyszeliście po raz pierwszy – zapomnijcie o tym artykule. Jeżeli nazwa Mars Volta kojarzy wam się z batonikiem i napięciem w kontakcie, wrzućcie do kosza co tutaj napisałem. Nie warto rozpoczynać znajomość z Omarem od “Solar Gambling”, “Xenophanes?” ani większości zeszłorocznych dokonań leworęcznego prestidigitatora. Smaczki zostawcie na później. Starszego bardziej przystępnego materiału jest tak dużo, że z pewnością będzie w czym wybierać. W końcu kawior czy anchois na początku niemal nigdy nie smakują, tak jak powinny. Dopiero z czasem, przy którejś konsumpcji, przychodzi rozsmakowanie.

Radosław Orzeł

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 6,60 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.