04.11.2009 22:39

Autor: Michał Wieczorek

OM – “God is Good”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


om-god-is-good.jpg OM – “God is Good”
Drag City/2009 

To pierwsza płyta OM po odejściu połowy składu, czyli perkusisty Chrisa Hakiusa. Jednak pytanie, czy ta zmiana wpłynie na brzmienie duetu w stopniu więcej niż kosmetycznym, wydaje się całkowicie bezzasadne.

Zacznijmy może od krótkiej lekcji historii. Jest rok 1992. Kalifornijskie trio Sleep nagrywa “Holy Mountain”, album, który wraz z “Blues for the Red Sun” kyussa i “Spine of God” Monster Magnet zdefiniował pojęcie stoner rocka. Później historia dzieje się , jak w tysiącach innych przypadków. Zespół nagrywa jeszcze jedną płytę, której nie chce przyjąć wytwórnia i rozpada się. Basista Al Cisneros z Chrisem Hakiusem zakładają OM, nie zmieniając przy tym instrumentów, na których grają. Tyle historii.

“God is Good” to już ich czwarty album, pierwszy, na którym Hakiusa, który postanowił dać sobie spokój z muzyką, zastąpił Emil Amos. Zmiana kosmetyczna i jeśli ktoś o tym nie wiedział, to podczas słuchania płyty pewnie był przeświadczony, że to Hakius bębni. Ciągle jest transowa, trudna do zakwalifikowania muzyka, grana tylko na bas i perkusję. Utworów jest tylko cztery, więc pozwolę sobie zatrzymać się przy każdym.

Rozpoczynające płytę “Thebes” trwa 19 minut, dłużej niż pozostałe trzy utwory razem wzięte. Mamy tu OM w całej krasie. Trans, mantrowanie, hipnotyzowanie. Te dźwięki są stworzone do tego. Nieważne, czy Cisneros mocniej uderza w struny i odkręca przester, czy delikatnie je trąca.

W następnym utworze, “Meditation of Death” czeka niespodziewajka. Na kilka chwil pojawia się gitara! Bodajże pierwszy raz OM dodają coś do swojej minimalistycznej muzyki. A za chwilę słychać również flet, który odgrywa już większą rolę w tym utworze. Jak na nich to (pozornie) prawdziwa rewolucja.  Pozornie, ponieważ ani jeden, ani drugi instrument nie wnosi niczego nowego do tej muzyki. To tak naprawdę miłe dla ucha przeszkadzajki.

“Cremation Ghat I” jest, w porównaniu z poprzednikami, prawdziwym ścigaczem. Nie dość, że szybkie tempo, to jeszcze trwa 3 minuty. Jego kontynuacja zatytułowana, “Cremation Ghat II” jest jednocześnie kodą kończącą całą płytę, w której pojawia się kolejny nowy instrument ? tambura. Chyba Cisneros robi wszystko, żeby nie być posądzonym o zjadanie własnego ogona. Na razie wychodzi mu to całkiem nieźle, bo “God is Good” trzyma poziom.

Z zespołami takimi jak OM wiąże się jedno pytanie. Kiedy tak ograniczona formuła się wyczerpie? Kiedy stanie się karykaturą siebie sprzed lat. Życzę Cisnerosowi, żeby wyczuł ten nieuchronnie zbliżający się moment i rozwiązał OM zanim będzie za późno.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 7,14 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.