04.07.2009 16:59

Autor: Sandra Kmieciak

Ólafur Arnalds – “Found Songs”

Kategorie: Albumy zagraniczne, OFF recenzje, Recenzje

Wykonawcy:


foundsongscover.jpg Ólafur Arnalds – “Found Songs”

O tym, że internet zrewolucjonizował rynek muzyczny wiadomo nie od dziś. Od chwili najgłośniejszego chyba “manifestu” i opublikowania całego albumu w sieci zupełnie za darmo, czyli od 10 października 2007 i premiery “In Rainbows” Radiohead minęło sporo czasu i dzisiaj udostępnianie przynajmniej próbek nowego materiału jest już raczej standardem. O krok dalej poszedł Ólafur Arnalds – mało tego, że jego nowe kompozycje są do pobrania zupełnie bezpłatnie to dodatkowo były tworzone na oczach internautów.

Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że młody Islandczyk wykazał się większą pracowitością od Boga – ten siódmego dnia odpoczywał, podczas gdy Ólafur pracował cały tydzień. Stworzył przez ten czas siedem pięknych, delikatnych, spokojnych kompozycji, które w pełni zasługują na nazywanie ich neoklasycznymi. Podstawą ich brzmienia jest fortepian oraz smyczki, w tle spora doza elektroniki, która jednak jest na tyle subtelna, że pozwala delektować się “żywymi” instrumentami na pierwszym planie. Brzmi to nieco minimalistycznie, ale niemniej bajkowo. Lepiej nie zapętlać tych siedmiu utworów na playliście, bowiem można przepaść na cały dzień/wieczór/noc. Co prawda “Found Songs” trwają zaledwie 20 minut, ale jest to 20 minut, przez które można stać/siedzieć/leżeć z otwartymi ustami/zamkniętymi oczami i słuchać, słuchać, słuchać…

Utwory zaczęły powstawać od 13 kwietnia 2009, codziennie jeden. Internauci mogli śledzić prace kompozytora na stronie http://twitter.com/olafurarnalds, gdzie Ólafur umieszczał każdego dnia informacje o postępach w swojej pracy oraz publikował powstałe już utwory. Obecnie można je ściągnąć także ze stron http://foundsongs.erasedtapes.com/ lub http://www.lastfm.pl/music/%C3%93lafur+Arnalds/Found+Songs. Przeglądając powyższe strony moją uwagę zwróciła wypowiedź samego twórcy, że materiał, który właśnie powstaje ma być inny niż ten znany z albumu “Eulogy for Evolution” i EPki “Variations of Static”. Prawdę mówiąc poza długością poszczególnych utworów większej różnicy w brzmieniu nie słyszę, może jedynie taką, że na “Found Songs” mniej jest mocniejszych uderzeń, które w momencie przywracają słuchacza do pionu (patrz końcówka zamykającego album utworu “3704/3837″). Na “Eulogy for Evolution” nie słychać także elektroniki przebijającej się z tła. Aha, i utwory nie mają konkretnych nazw, ale to wydaje mi się najmniej istotne. I tak nigdy nie widziałam większego sensu w nazywaniu, jakby nie patrzeć dość abstrakcyjnej muzyki klasycznej lub postklasycznej (tak, tak, znam nurt muzyki konkretnej, ale i tak często mam wrażenie, że nazwy nadawane kompozycjom mają się do nich tak, jakby “Czarny kwadrat” Malewicza nazwać “Śniadanie na trawie”. Ale gdyby tak się nazywał, wszyscy widzieliby w nim “Śniadanie na trawie”…).

W utworach Ólafura Arnaldsa każdy z słuchaczy może słyszeć to, na co w danej chwili ma ochotę. Kompozycje mogą wydawać się przygnębiające, a mogą budzić radość. Wszak na tym polega magia muzyki, aby pobudzać wyobraźnię i drzemiące głęboko w człowieku emocje.

Sandra Kmieciak

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (13 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.