17.08.2009 10:19

Autor: marcin

OFF Festiwal 2009 w pięciu odsłonach

Kategorie: Czytelnia, OFF relacje, Podsumowania, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | |


Fucked Up off2009-050 (6).jpg OFF Festiwal 2009 w pięciu odsłonach

O poznawczej misji czwartej edycji festiwalu, stojącej pod znakiem Sub Popu i amerykańskiej sceny alternatywnej.

Ubiegłoroczna edycja edycja OFF Festiwalu pokazała, że organizatorów (z Arturem Rojkiem na czele), stać na sprowadzenie do Mysłowic grup o sporym kalibrze. Dzięki tym staraniom udało się przyciągnąć blisko piętnastotysięczną rzeszę uczestników. Jakie wrażenia pozostawiła po sobie tegoroczna edycja?

Organizatorzy w doborze zespołów postawili na świeżość i jakość, a nie poziom popularności. Wyjątek stanowią tutaj “gwiazdy” - zamykające koncerty na poszczególnych scenach – jak Spiritualized, The National czy występujący w niedzielę Mark Kozelek oraz Wire. Grupy te na tle swojej kariery z pewnością błyszczą blaskiem alternatywnej gwiazdy, jednak w konfrontacji z polską publiką w pewnym sensie pojawiają się w roli debiutantów. Na scenie oczywiście.

Zrezygnowano również z zaproszenia krajowych pewniaków pokroju Hey czy Lao Che, które w ubiegłych latach sprawiły, że festiwal miał jeszcze mocno lokalny wydźwięk. Postawiono na debiutantów i to w głównej mierze tych, których nazwy zdobiły ostatnio główną stronę portalu Pitchfork. Kto w ostatnich miesiącach zachłysnął się debiutami Pains Of Being Pure At Heart, Crystal Antlers, Micachu and The Shapes czy Tiny Vipers miał szansę przekonać się jak ta muzyka brzmi na żywo. Eksperyment – bo do samego końca nie było wiadomo, jak podobny line-up wpłynie pozytywnie na liczbę uczestników - okazał się jak najbardziej udany. Przynajmniej z perspektywy widza. Pora więc przejść do tego czym festiwal stoi - czyli koncertów.

W samym charakterze festiwalu zmieniło się niewiele. To samo rozstawienie scen, te same stoiska z winylami, nieco rozbudowana strefa gastronomiczna. Nawet pogoda dopisała, co sprawiło, że poziom narzekactwa zmalał do minimum. Idąc z pola namiotowego można było zahaczyć o salę projekcyjną urządzoną w składzie mleka (dawnym kabarecie dla marynarzy – skąd w Mysłowicach marynarze, nie mam pojęcia), gdzie na okrągło wyświetlano niezależne filmy. Ok, ale do rzeczy. Poniżej pięć koncertów, które najmocniej wryły mi się w pamięć:

Pustki. To był mój pierwszy kontakt z tym zespołem od czasu wydania ostatniego albumu oraz zmian, jakie zaszły w składzie. Zmiany jak się okazało wpłynęły nie tylko na studyjne brzmienie Pustek, ale zmieniły ich podejście do wykonywanych koncertów. Co uległo zmianie? Przede wszystkim zachowanie na scenie, zawarte w kilku słowach: energia, ekspresja i zabawa. Pustki zaprezentowały się jako zespół, a zarazem 4 muzyczne indywidualności, z których każdy na swój sposób przeżywał swoje 50 minut na scenie. Set wypełniały prawie całkowicie nowe numery (z krążącym w Trójce utworem do “Wiersza o szukaniu” Tadeusza Gajcego), a starsze utwory jak “Nic do powiedzenia” pojawiały się na zasadzie sprawdzonych wypełniaczy. Świetnie zabrzmiał tytułowy numer z ostatniej płyty “Koniec kryzysu”, do którego ciężko było mi się przekonać, aż do chwili kiedy usłyszałem go na żywo (z rozbudowaną instrumentalną końcówką). Muzycy zeszli ze sceny zlani potem i lekko zszokowani tak dobrym przyjęciem. Porównywałem ten koncert z ich występem w katowickim kinie Rialto trzy lata temu i doszedłem do wniosku, że zespół przez te 3 lata znacznie się rozwinął. W dobrym kierunku.

Final Fantasy. Owen Pallett jest muzykiem, który w dziwny sposób potrafi panować nad rytmem oraz melodią. Jak szaman wydobywa ze swoich skrzypiec i klawiszy szczegółowo dobrane dźwięki, które zgrane razem przez niewidoczne, tajemnicze urządzenie samplujące, tworzą całościową kompozycję. Efekt spotęgował urokliwy głos Palletta, który o godzinie 2 nad ranem, w mroku na zewnątrz i pod namiotem (oszczędzano na oświetleniu) wciągał w kolejne utwory. Przyznam się, że doceniałem go głównie za udział w nagraniach innych zespołów z świetnym debiutem Arcade Fire na czele, jednak w miarę zagłębiania się w solowy materiał odkryłem tkwiący w nim potencjał. Ten koncert sprawił, że przy każdym kolejnym odsłuchaniu będę miał w głowie to, co działo się tej nocy na scenie przy Słupnej.

Fucked Up. Występowali na leśnej scenie w ten sam dzień co Armia. Te dwa koncerty okazały się potencjalnie najmocniejszymi uderzeniami festiwalu. Bez wątpienia występy Fucked Up koncentrują się wokół osoby wokalisty Damiana Abrahama (lub jak kto woli Father Pink). Od pierwszych minut koncertu wbił się w publikę i lawirując między ludźmi, barierkami, a zdezorientowaną ochroną przełamywał dystans między sceną a publicznością. Doświadczenie wyniesione z małych klubów jak widać dało się przełożyć na realia małego festiwalu. Próbował nawet naciągnąć ludzi pod sceną na hardcorowe zabawy w stylu cicrle pit (wersja light z Rotterdamu), ale skończyło się na kilku słowach na ten temat. Nie obyło się za to bez wspólnego odśpiewania “Crusades” czy “Twice Born”. To, co jednak zaskoczyło mnie najbardziej to sytuacja, która miała miejsce tuż po zakończeniu występu Fucked Up. Gdy wszyscy zeszli już ze sceny Damian został wśród publiczności rozmawiając i dziękując wszystkim za przyjście. Sam pozbierał się dopiero kiedy wszyscy rozeszli się na pozostałe koncerty. Poza mocnym koncertem Fucked Up pozostawili po sobie świetne doświadczenie kontaktu z publiką. Pod tym względem każdy kolejny koncert wypadł blado.

The National. Matt Berningen okazał się nie być aż tak wysoki na jakiego wygląda. Mógł przekonać się o tym każdy kto podczas koncertu The National nie zdezerterował przedwcześnie na sąsiedni występ Miłości. Podczas wykonania “Mr. November” wokalista zeskoczył ze sceny i dokończył utwór błądząc z mikrofonem wśród publiczności. Przez cały koncert było słychać, że mamy do czynienia z grupą, która dobrze wie jak chce zabrzmieć na żywo. O ich drobiazgowości w detalach dźwiękowych budujących piosenki można przekonać się z albumów. Na żywo wypadają czysto i dokładnie, ale zarazem rozbudowują utwory o partie, których brak na albumach. Już pod koniec otwierającego występ “Start a War” rozpędzili się i wiadomo było, że włożą w ten koncert sporo energii. National na żywo to przede wszystkim emocje i klimat, który nie do końca towarzyszył wszystkim występującym. Noc wcześniej, podczas występu Spiritualized wyraźnie brakowało pewnego elementu, który wkręciłby mnie w ten koncert. Oczywiście było podniośle, ale brakowało mi poczucia, że zespołowi zależy na odegraniu dobrego koncertu. U National było odwrotnie. Mogliśmy usłyszeć ułamek nowego materiału, powstającego na kolejny album. Dynamiczny “Blood Buzz Ohio” kontynuuje stylistykę znaną z “Boxer”. Na pełny obraz nowego oblicza National przyjdzie nam pewnie poczekać do 2010.

The Pains Of Being Pure At Heart. Tych pięciu młodych ludzi z Brooklynu wydało w tym roku najbardziej młodzieńczą i letnio-przebojową płytę, z jaką przyszło mi się spotkać. Gdy w marcu recenzowałem ten debiut wspomniałem, że świetnie byłoby zobaczyć ich w Mysłowicach, no i udało się. W poszerzonym składzie zakończyli u nas swoją europejską część trasy. Fuzz gęsto sączył się z głośników, kiedy zespół odkrywał kolejne hity ze swojego debiutu. Nie zabrakło “Come Saturday”, “Eveything With You” czy o dziwo najlepiej przyjętego “Stay Alive”. Było zwyczajnie, rockowo i melodyjnie, i za to cenię ten zespół. Wokalista wbrew pozornej nieśmiałości okazał się bardzo rozgadany na scenie, wchodząc od czasu do czasu w dialogi z publiką. Trochę szkoda, że wrzucili ich na główną (podobnie szkoda Crystal Stilts o jasnej porze), pod namiotem czy na leśnej scenie zabrzmieliby dużo lepiej.

Niestety nie udało mi się dotrzeć na koncerty Crystal Antlers, Health czy Marrisy Nadler przez co lista nie uwzględnia wszystkiego co działo się na Słupnej. Pozostało odliczać czas do kolejnej edycji.

Marcin Bieniek

Zdjęcia z OFF Festivalu autorstwa Adama Kozłowskiego i Joanny Świderskiej:

  The National off2009-151 (1).jpg

 

 kliknij!

OFF relacje

bo relacji jest więcej




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.