14.10.2008 22:41

Autor: anca

O Venie jeszcze parę słów.

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | |


klaxons-paluch.jpg Do tej pory głównym punktem programu “Vena Music Festival” było wyłonienie najzdolniejszego z młodych polskich zespołów. Nagroda za najlepszą piosenkę to niebagatelna suma 100 000 zł, dlatego na pewno warto brać udział w tym przedsięwzięciu, jeśli tylko ktoś marzy o wydaniu płyty. Podczas tegorocznej edycji na pierwszym planie nie był jednak konkurs młodych talentów, a koncerty znanych zagranicznych i rodzimych gwiazd, takich jak Primal Scream, Klaxons, Happy Mondays, Smolik czy Cool Kids Of Death.

Festiwal odbywał się od 2. do 5. października w Toya Film Studio i klubie Łódź Kaliska. Koncerty w zamkniętej przestrzeni miały swoje plusy. Po pierwsze, zważywszy na porę roku, wieczorami na zewnątrz bywa już zimno, po drugie, wrażenia akustyczne są niewspółmiernie lepsze niż na koncertach plenerowych (a Toya Studio akustykę ma akurat bardzo dobrą).

Organizacja festiwalu przebiegała całkiem sprawnie. Nie było kolejek do wejścia czy do toalety, a osoby kompetentne chętnie udzielały wszelkich niezbędnych informacji. Miało się wrażenie lekkiego zamieszania, ale takowe chyba zawsze towarzyszy przedsięwzięciom na taką skalę jak festiwal. Na minus -  momentami nie można było się dostać do stoiska z napojami (zwłaszcza w czasie pomiędzy koncertami). Nie podobała mi się też organizacja szatni – pomiędzy wieszakami było przejście do toalet i w zasadzie każdy mógł sobie wziąć którąkolwiek z wiszących kurtek – nikt by tego nie zauważył.

Teraz od strony muzycznej:

Dzień I: Smolik - jak zwykle dał wspaniały koncert. Po raz pierwszy towarzyszyła mu tak bogata sekcja dęta (4 saksofony, 2 puzony, 2 trąbki), która jeszcze bardziej wzbogaciła i tak już zawodowe brzmienie zespołu. Mimo drobnych kłopotów ze sprzętem, koncert z całą pewnością można zaliczy do udanych. Artyści również wykazali się dużym poczuciem humoru puentując niefortunny upadek keyboardu mniej więcej takim komentarzem: “lampeczka się świeci… … …więc chyba działa”. O tym, że Smolik do współpracy zaprasza osoby muzykalne i obdarzone imponującymi głosami każdy wie. Mika Urbaniak oraz Kasia Kurzawska zachwycająco odśpiewały swoje piosenki, a wyczuwalna więź porozumienia i przyjaźni pomiędzy członkami zespołu udzielała się także publicznści, która ochoczo bujała się w rytm odprężających i przyjemnych dla ucha dźwięków.

Dzień II: The (International) Noise Conspiracy – ten szwedzki rock’n'rollowy zespół godnie rozkręcił kolejny koncertowy wieczór. Słysząc pierwsze dźwięki z sąsiedniej sali, czym prędzej pobiegłam na miejsce występu i aż oczom nie mogłam uwierzyć, widząc jedynie garstkę ludzi pod sceną, że zespół naprawdę zaczął już grać. Początki są zawsze trudne, ale przed członkami TINC stanęło spore wyzwanie. Moim zdaniem poradzili sobie znakomicie – swoją energią i pozytywnym nastawieniem rozruszali praktycznie każdego. Z upływem czasu i publiczności zaczęło przybywać, a jeśli ktoś pozostawał w bezruchu nadal nieprzekonany muzyką zespołu, to jednak nie mógł odmówić sympatii i charyzmy wokaliście, który to w pewnym momencie zszedł ze sceny, aby poprzybijać “piątki” i wyściskać się z ludźmi. Miałam wrażenie, że zespół zszedł ze sceny usatysfakcjonowany z występu – i takie samo wrażenie sprawiała publiczność po koncercie.

hm-13.jpg Happy Mondays – zespół – legenda manchesterowskiej sceny muzycznej. Powstali ponad 20 lat temu. W ciągu tego czasu zdążyli się rozpaść i 3 lata temu z powrotem reaktywować. Po tak (ciężko nie użyć tutaj takiego określenia) wiekowym zespole, nie spodziewałam się aż tak żywiołowego występu. Piosenki, które nie do końca przekonywały mnie odsłuchiwane z nośnika, na żywo wypadły wyśmienicie. Para wokalistów od razu złapała kontakt z publicznością, jednak tak naprawdę całkowitą uwagę skupiała na sobie inna postać. W zasadzie osobnik ów nie robił nic poza przechodzeniem z jednej strony sceny na drugą, parokrotnym podniesieniem wokalistki oraz parokrotnym zdjęciu koszulki. Cała jego kreacja i gestykulacja były niezwykle wymowne, w większości momentów zabawne. Jako “niemy wodzirej” miał spore zasługi w rozkręcaniu imprezy.

Dzień III: rozpoczął się konkursem polskich zespołów, na którym niestety nie mogłam być. Nagrodę otrzymał zespół Plastic, co było raczej do przewidzenia (relacja z tego dnia tutaj).

Klaxons - formacja ogłaszana przez kolejne brytyjskie magazyny muzyczne “zespołem roku”, “objawieniem indie sceny” i tym podobnymi określeniami, nagradzana prestiżowymi nagrodami, doceniana… Zastanawiam się tylko za co? Piosenki mają chwytliwe, można się “wyżyć” skacząc pod sceną, jednak szum wokół nich jest zdecydowanie nieadekwatny do tego co sobą reprezentują. Owszem, mogę powiedzieć, że koncert na Venie był udany, bo publiczność była zachwycona, jednak całokształt tego zespołu jest moim zdaniem przereklamowany. A może się z góry uprzedziłam? Po prostu dla mnie opinii takich jak “najlepszy zespół” czy “przyszłość muzyki” nie należy wydawać zbyt pochopnie, a na pewno nie zaraz po pierwszej płycie.

Primal Scream – w porównaniu do koncertu poprzedzającego wypadli… bez porównania lepiej. Utwory takie jak “Swastika Eyes” czy “Accelerator” zahipnotyzowały wszystkich zgromadzonych pod sceną. Mimo że nowa płyta nie przekonuje do końca, to na żywo utwory z niej wypadły całkiem nieźle. W setliście zabrakło mi tylko “Pills”, ale nie można mieć wszystkiego.

Dzień IV: ostatni. Koncerty odbyły się tym razem nie w Toya Studio, a w klubie Łódź Kaliska na ulicy Piotrkowskiej. Venę zakończyły koncerty zespołów łódzkiej sceny niezależnej.

NOT - muzyka ich do mnie nie przemawia, ale widocznie jestem wyjątkiem, bo spora część ludzi śpiewała razem z nimi większośc tekstów.

L.Stadt - dla mnie najlepszy występ wieczoru. Ładne, dopracowane, melodyjne i chwytliwe piosenki. Należy podkreślić, że wokalista tylko śpiewał (normalnie wywija jeszcze na gitarze, ale miał wtedy zabandażowaną rękę), a utwory i tak, mimo braku jednego z instrumentów, zabrzmiały świetnie.

Plastic Bag – projekt barwnej postaci łódzkiej – Jacka Bieleńskiego. Niewiele mogę o nich powiedzieć, ponieważ odeszłam na ten czas spod sceny. Klimatem jednak nie do końca wpasowali się w konwencję tego koncertu.

Cool Kids Of Death – dali porywający i dynamiczny finał. Udany koncert na zakończenie.

Podsumowanie: organizatorzy festiwalu Pepsi Vena nadal mają nad czym popracowac pod względem organizacyjnym. Ogólne wrażenie jednak z całej imprezy jest pozytywne. Miejmy nadzieję, że przyszłoroczna edycja nie zawiedzie wymagającej publiczności.

Anna Lenarcik

Zdjęcia dzięki uprzejmości Gosi Lewandowskiej:

Happy Mondays

Klaxons

 

Primal Scream

 

The (International) Noise Conspiracy

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.