04.09.2009 18:34

Autor: Gosia

Nowa elektronika w kopalni, czyli Tauron Nowa Muzyka Festiwal 2009

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów, festiwale

Wykonawcy: | | | | | | | | | | | | | | | |


ebony 1.jpg Nowa elektronika w kopalni, czyli Tauron Nowa Muzyka Festiwal 2009

W dniach 28-30 sierpnia 2009 w Katowicach odbył się już po raz czwarty Festiwal Tauron Nowa Muzyka. Tegoroczną edycję można opisać za pomocą trzech słów: hip-hop, elektronika oraz performance. Oczywiście jest to duże uproszczenie, bo gatunków muzycznych, które pojawiły się w ciągu tych 3 dni w Katowicach było znacznie więcej.

Zacznijmy od hip-hopu. Już pierwszego dnia festiwalu wielbicielom tego gatunku organizatorzy przygotowali nie lada kąsek. Pierwszy z nich to Speech Debelle, czyli wygadana Brytyjka, której teksty w dużej części dotyczą miłości. Jednak wszystkie dobre opinie i obietnice energicznego występu, jakie były mi dawane przed koncertem w konfrontacji z rzeczywistością okazały się tylko pobożnym życzeniem. Zabrakło energii, a na pewno nie zachęciło mnie do sięgnięcia po dokonania tej wrażliwej raperki. Kontrastem do tego koncertu byli występujący godzinę później Dan le Sac vs Scroobius Pip. Pełen humoru i ironii show wprowadził mnie w wyborny nastrój. Aż miło było wykrzykiwać tekst do “Thou Shalt Always Kill” (posłuchaj), bo przecież “The Cure – just a band, The Smiths – just a band”.  Jednak na tym się skończyło (przynajmniej dla mnie) spotkanie z hip-hopem w “tradycyjnym” tego słowa znaczeniu, a zaczęło z hip-hopem “instrumentalnym” – jeśli instrumentem można nazwać komputer. Tego typu muzycznych doznań dostarczyli nam Onra, Flying Lotus czy The Bug, który siłą swojego brzmienia mógłby zmieść scenę, na której grał, a jego muzyka to mieszanka dokładnie wszystkich możliwych gatunków. Trudne jest dla mnie ocenianie ich występów, gdyż nie do końca rozumiem ten rodzaj grania, ale na moje laickie ucho najlepiej poradził sobie z tym Onra, który zaprezentował urozmaicony i soczysty set. Przenieśmy się zatem do elektroniki.

michal 1.jpg Głównymi przedstawicielami nurtu elektroniki byli Ital Tek, King Cannibal, Jon Hopkins, Tim Exile, polskie Vasen oraz grupy Kamp!Oszibarack. Z wyżej wymienionych najlepiej spisał się Tim Exile. Do jego muzycznych dokonań nigdy nie miałam zarzutów, inaczej sprawa się miała z brzmieniem jego wokalu. Na żywo jednak pan Exile przekonuje mnie w 100%, a jego “połamany” śpiew nawet urzeka. Niespełna godzinny set zaprezentowany przez niego na scenie klubowej był chyba najlepszym z grona elektronicznych gwiazd zagranicznych. Inaczej sprawa się ma z naszymi polskimi wykonawcami, którzy prezentowali bardzo wyrównany poziom. Oszibarack udowodnił wszystkim (nawet takim sceptykom jak ja), że ich twórczość ma wielki potencjał i gdyby DJ Patricia częściej się uśmiechała nie miałabym do ich występu żadnych zarzutów. Jednak to młode trio Kamp! pokazało, że polscy wykonawcy stanowią silną konkurencję dla tych zagranicznych. Ja osobiście podczas ich występu bawiłam się najlepiej na całym festiwalu. Jedynie Dan Deacon mógł  przyćmić ich koncert, ale z przyczyn niepodanych przez organizatora show nie odbyło się. Wielka strata dla całego festiwalu, gdyż z pewnością jego występ świetnie zakończyłby imprezę i to o nim pisałoby się jako o najlepszym. Pozostaje mieć mi tylko nadzieje, że jeszcze będziemy mieli szansę zobaczyć w Polsce pana Deacona na żywo wraz z jego całym zespołem.

Fever 5.jpg Do grupy performance pozwoliłam zaliczyć sobie 3 panie, których występów nie można potraktować jako zwykłe koncerty. Pierwszą z nich jest Ebony Bones, której energia udzieliła się chyba wszystkim zgromadzonym w piątkowy wieczór przy scenie ‘Live’. Kolorowe stroje, żywiołowy taniec oraz dwie urocze chórzystki (opis bardzo pasujący do występów Roisin Murphy) spowodowały, że nie liczyło się to co Ebony śpiewa, ale jak to robi. Bo jeśli mam być szczera, jej muzyka nie przypadła mi do gustu, ale to nie miało znaczenia, bowiem nawet “Dumka na dwa serca” w wykonaniu tej pani porwałaby mnie do tańca. Bardzo pozytywne zaskoczenie. Jednak to nie ona była nazywana najlepszą performerką tego festiwalu. Miała nią być Planningtorock, która (chyba nie tylko mnie) bardzo zawiodła. Według opisu w książeczce festiwalowej mieliśmy zobaczyć “artystkę wideo i wokalistkę, słynącą ze swoich niekonwencjonalnych występów, w których obraz jest równie ważny co muzyka, scenografia odgrywa tak samo ważną rolę , jak śpiew”. Jeżeli scenografią możemy nazwać duży ekran, obrazem – kolorowe plamy wyświetlane na nim, a niekonwencjonalnym występem – rzucanie się po scenie w białym worku i metalowej masce to faktycznie opis bardzo pasuje do tego, co zobaczyliśmy w sobotni wieczór. Ja jednak nie jestem przekonana czy dokładnie o to chodziło autorowi notki. Ja poczułam się bardzo oszukana, nie porwała mnie ani wizualnie, ani muzycznie. W ten oto sposób dochodzimy do najważniejszego momentu festiwalu, czyli koncertu Fever Ray, koncertu, który do Katowic sprowadził największą publikę. Nic w tym dziwnego, jeśli wie się jak fantastyczne show Fever Ray przygotowuje. Lasery, światła lamp, dużo dymu i fenomenalne stroje połączone z magicznym brzmieniem muzyki Szwedki tworzą wręcz mistyczny klimat. Ja miałam sznse zobaczyć to już drugi raz, a i tak ciarki miałam takie same jak za pierwszym razem. Jedynym problemem tego koncertu było nagłośnienie. Publiczność musiała wybrać czy chce widzieć czy słyszeć. Pod sceną zamiast muzyki można było usłyszeć tylko tępe dudnienie bez wokalu, natomiast daleko od sceny muzyka brzmiała bez zarzutu, natomiast jedyny obraz, jaki tam docierał to lasery. We mnie ten koncert obudził większy apetyt na zobaczenie Karin w duecie z bratem, czyli grupy The Knife (pobożne życzenie czy egzamin z cierpliwości?).

mum 5.jpg Last but not least, został mi zespół, którego nie potrafiłam przydzielić do żadnej z grup, czyli Mum. Bez bicia przyznaję, że nie potrafię rozgryźć fenomenu islandzkich kapel, natomiast ten koncert pomógł mi zrozumieć urok występów na żywo grupy Mum. Miałam wrażenie, że ktoś wpuścił na scenę 7 rozwydrzonych dzieciaków. I mimo że każde z nich wyglądało jakby tylko bawiło się instrumentem, które dzierży w dłoni, to brzmieli bardzo profesjonalnie. I to nie oni nam, a my im powinniśmy śpiewać “You are so beautiful to us / We want to lock you in our house/ You are so beautiful to us / We want to eat you with our spoons“. Jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o tym koncercie to rozkoszny. Bardzo chętnie zobaczę Islandczyków jeszcze raz.

I na tym zakończył się dla mnie Tauron Nowa Muzyka Festiwal. Mimo pewnych problemów technicznych i nagłośnieniowych, odwołanego koncertu Dana Deacona oraz niskiej frekwencji liczę na to, że i w przyszłym roku uda mi się tam być (bo to, że festiwal się odbędzie jest już potwierdzone), bo bawiłam się rewelacyjnie.

Małgorzata Lewandowska

Zdjęcie z festiwalu autorstwa Małgorzaty Lewandowskiej:

Scroobius Pip 1.jpg [nggallery id="137"]

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.